Puste miejsca to wina VIP-ów? Zastąpią ich żołnierze i studenci

Puste miejsca na trybunach w Londynie to wina zagranicznych delegacji, które nie dostarczyły biletów swoim VIP-om - piszą brytyjskie media. Bilety trafiły do koników, ale nawet oni nie byli w stanie zapewnić frekwencji.

Puste trybuny to największa jak dotąd wpadka organizatorów Igrzysk w Londynie. Całe sektory wolnych (i często najlepszych) miejsc widziane były m.in. podczas sobotnich finałów w pływaniu. Pusto na widowni było również w niedzielę podczas wyścigu kolarskiego i zawodów gimnastycznych. Jednocześnie wielu kibiców skarżyło się, że zabrakło wejściówek dla publiczności.Początkowo o pustki obwiniano sponsorów. Ci jednak szybko zareagowali zapewniając, że wykorzystują przyznane miejsca. McDonald's, Adidas i Samsung wystosowały w tej sprawie specjalne oświadczenia, British Airways oddało natomiast całą swoją pulę publiczności.

Wejściówki na czarnym rynku W poniedziałek "Daily Mail" napisał, że wszystkiemu winne są zagraniczne delegacje i komitety. Bilety powinny zostać rozdysponowane politykom, członkom narodowych komitetów olimpijskich, dziennikarzom i sportowcom, zamiast tego jednak trafiły w ręce pośredników i koników. Scotland Yard ujawnił, od ceremonii otwarcia na próbach nielegalnej sprzedaży przyłapano już około 20 osób. Kilka z nich zostało aresztowanych - m.in. z Niemiec i Słowacji.

W niedzielę prezes Brytyjskiego Związku Olimpijskiego Lord Coe zaproponował "regułę 30 minut" - jeśli przez pierwsze pół godziny miejsce pozostanie wolne, będzie można udostępnić je publiczności. To może być jednak trudne do wykonania, bo zapewnienie miejsc tzw. "rodzinie olimpijskiej" jest jednym z warunków organizacji zawodów w ogóle. Akredytowane miejsce teoretycznie nie może więc zostać udostępnione komuś innemu. Coe tłumaczył także, że problem z pustymi miejscami mieli także organizatorzy igrzysk w poprzednich latach.

Nie pierwsza gafaWedług "Guardiana", bilety dla VIP-ów stanowią ok. 8 procent spośród wszystkich 8,8 mln wejściówek. Według "Daily Mail", około 75 proc. biletów trafia do publiczności; 12 proc. do narodowych komitetów olimpijskich, a 5 proc. do "olimpijskiej rodziny".

Żeby zatuszować gafę, Brytyjczycy chcą wypełnić pustki żołnierzami, nauczycielami i uczniami. Pierwsi "wypełniacze" pojawili się na trybunach już w niedzielę. Skandal z pustymi miejscami to nie pierwsza afera związana z biletami na Igrzyska. Gdy tylko wejściówki trafiły do sprzedaży, pojawiły się głosy, że zbyt wiele przyznano VIP-om, a zbyt mało publiczności. Poza tym kwestionowano ceny biletów, ograniczenia w płatności (akceptowano tylko kartę Visa) oraz mało przejrzystą politykę Londyńskiego Komitetu Organizacyjnego.

Autor: jk/fac/k / Źródło: dailymail.co.uk, guardian.co.uk

Czytaj także: