Radzyń, Przemyśl, Płońsk, Bydgoszcz, Elbląg, Konin, Ostrów Wielkopolski, Klub Olimpijczyka z Puszczykowa - miejscowości umieszczone na flagach wyjaśniały, skąd przyjechali fani polskich siatkarzy.
Nie brakowało kibiców na stałe mieszkających w Anglii. Ale o bilety na mecze siatkówki nie było łatwo. - Śledziłem cały czas w internecie, kiedy Polacy będą grać i jak tylko się pojawiły wyniki losowania grup, od razu zabukowałem wejściówki. Nie udało się tych najtańszych, zapłaciliśmy po 45 funtów, ale będziemy mieli dobre miejsca - mówił Marek, który wraz z kolegą przyjechał na mecz z Liverpoolu.
Nie wszyscy mieli szczęście w losowaniu biletów. - Ja kupiłem od koników. Po 100 funtów - przyznał Tomasz, mieszkający w Londynie. Basia przyjechała z Krakowa, ale bez biletów. - Niestety, nie ma nawet od kogo kupić, a bardzo by mi zależało. Może uda się w trakcie meczu - mówiła z nadzieją.
Anglicy w szoku
Zdziwienia najazdem Polaków nie kryli niektórzy wolontariusze. - Przed żadnym z dzisiejszych meczów nie widziałem czegoś takiego. To prawdziwy szturm. Polska rzeczywiście ma tak silną drużynę? Macie szanse na medal? Jesteście w stanie pokonać Amerykanów? - pytał rozemocjonowany Christopher z Leicester.
Hala Earls Court mogąca pomieścić 12,5 tysiąca widzów nie wypełniła się jednak w stu procentach. Około pół tysiąca miejsc jest wolnych.
Kilku przedsiębiorczych, mieszkających w Londynie Polaków postanowiło nieco zarobić na miłości rodaków do siatkówki. W okolicach stadionu czerwoną koszulkę z białym orłem i napisem "Polska" można było kupić za 15 funtów.
Autor: adso//mat / Źródło: PAP