Oddział "Bohaterów UPA". "To nie jest wymierzone przeciwko Polsce"

Nawrocki i Zelenski
Przybylski: Symbol UPA nie jest wymierzony przeciwko Polsce, tylko jest symbolem oporu wobec sowieckiej Rosji
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Paweł Supernak
Symbol UPA nie jest wymierzony przeciwko Polsce, tylko jest symbolem oporu wobec sowieckiej Rosji, wobec totalitaryzmu, który próbował wymazać Ukrainę - ocenił redaktor naczelny Visegrad Insight Wojciech Przybylski. Komentował kontrowersje związane z decyzją prezydenta Ukrainy o nadaniu jednemu z oddziałów imienia "Bohaterów UPA". Mówił też, co według niego powinien w tej sytuacji zrobić prezydent Karol Nawrocki.

Jeden z ukraińskich oddziałów otrzyma nazwę "Bohaterów UPA" - ogłosił w zeszłym tygodniu prezydent Wołodymyr Zełenski. Decyzja ta spotkała się z krytyką w Warszawie. Prezydent zapowiedział, że zawnioskuje o odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego, przyznanego mu w 2023 roku przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę.

Motywy działania ukraińskiego prezydenta oraz możliwe wyjście z tej sytuacji analizował w TVN24 Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Visegrad Insight. Wyjaśnił, skąd wzięła się decyzja Zełeńskiego. - To była decyzja oparta o wniosek żołnierzy ze 140. Specjalnego Pułku, który właściwie odpowiadał za skuteczną obronę Kijowa w pierwszych dniach wojny - mówił.

Przybylski podkreślił, że Ukraińcy postrzegają UPA przede wszystkim w kontekście walki z Rosją. -  Symbol UPA nie jest wymierzony przeciwko Polsce, tylko jest symbolem oporu wobec sowieckiej Rosji, wobec totalitaryzmu, który próbował wymazać Ukrainę historycznie - powiedział.

Jak ocenił, ludobójstwo na Wołyniu z perspektywy Ukraińców jest jedynie wycinkiem w historii Ukraińskiej Powstańczej Armii. - Niestety dla nas, dla nich ten epizod UPA dotyczący zbrodni na Polakach w zachodniej Ukrainie jest mniej istotny i mniej mobilizujący z punktu widzenia takiej historii wojskowości - mówił.

- Trzeba się pogodzić z tym w jakimś sensie, że w całej naszej historii Środkowej i Wschodniej Europy jest szereg bohaterów dla jednych narodów, którzy są zarazem antybohaterami naszych sąsiadów - powiedział Przybylski

Perspektywa Zełenskiego. "Nie ma innego wyjścia"

Przybylski zwrócił uwagę na sytuację Zełenskiego w tej sytuacji. -  Czy możemy sobie wyobrazić, że kiedy ten wniosek jest od żołnierzy walczących na froncie, najbardziej skutecznych i zabójczych dla Rosjan, którzy stają nie przeciwko Polakom, a przeciwko Rosjanom, to czy prezydent kraju, który (...) chce się cieszyć autorytetem wśród wojskowych, odpowie na taki wniosek "nie", bo to w jakimś sensie naruszy relację z Polską? - pytał Przybylski.

Zaznaczył jednak, że "oburzenie z naszej strony w tej sytuacji jest absolutnie słuszne". - Że tej wrażliwości, tej delikatności nie dochowano, że nie dochowano pewnej staranności o względy przyjaźni między naszymi narodami - mówił. - Mamy do tego prawo, jako Polacy dbając o swoją tożsamość i pamięć historyczną, ale też pewnego rodzaju sprawiedliwość, nie narodową, ale sprawiedliwość też indywidualnych czynów, które są przedmiotem śledztw.

- Ale sytuacja wojenna, sytuacja relacji ze siłami zbrojnym dla prezydenta danego kraju, a w szczególności kraju, który jest zagrożony egzystencjalnie przez ataki Rosji, to jest chyba sytuacją, z której nie ma wyjścia innego niż być po stronie własnych żołnierzy - ocenił Przybylski.

Jak mówił, decyzję Zełenskiego "musimy nie tyle uszanować, co zrozumieć". - I w tych ramach prowadzić asertywnie dialog i domagać się pewnego rodzaju dyplomatycznego zadośćuczynienia, gestów ze strony władz Ukrainy.

- Nie może być to jednak jakieś myślenie o zerwaniu więzów, czy myśleniu odwetowym, bo to nie prowadzi do osiągnięcia naszych celów. Naszym celem strategicznym jest dobra relacja między nami i budowa tej współpracy, na której my także wojskowo i technologicznie mamy skorzystać - ocenił Przybylski.

Utrata orderu? "Jakaś nić zostaje przerwana"

Kapituła Orła Białego zbierze się 8 czerwca. Ewentualna decyzja o odebraniu Zełenskiemu orderu wymaga kontrasygnaty premiera. -  Musimy pamiętać, że raz wykonany taki gest zostaje na papierze i też w historii naszych narodów - zaznaczył Przybylski.

- Z drugiej strony pewnego rodzaju moderacja takiego gestu, a więc w jakimś sensie postawienie jakiejś warunkowości, jest narzędziem, które może przysłużyć się presji i dyplomacji i pokazać,  że czy to prezydent, czy polski rząd, czy Polska w ogóle może być skuteczna - ocenił.

Jak dodał, mówienie głośno, "do jakich gestów jesteśmy w stanie się posunąć w arenie symbolicznej, jest narzędziem". - Ale w momencie, kiedy z tego narzędzia skorzystamy, to to już przestaje być narzędziem na przyszłość do budowania dalszych relacji, po prostu jakaś nić zostaje też przerwana. To nie służy naszym polskim interesom - powiedział Przybylski.

Narzędzie do wywierania presji

Co według niego zrobi prezydent? Według Przybylskiego zapowiedź Nawrockiego "to jest osadzone w bardzo konkretnym wymiarze politycznym, bo to jest puszczenie oka do nacjonalistów z Konfederacji".

Jednak, jak mówił, prezydent "w jakimś sensie jest świadomy tego, że musi zmoderować swoją postawę". -  Z jednej strony może flirtować z nacjonalistami, ale z drugiej strony, jeżeli chce być w jakikolwiek sposób skuteczny, a nie tylko podgrzewać emocje, powinien zrobić coś innego moim zdaniem - powiedział.

Według niego, Nawrocki "powinien wykorzystać ten moment do stosowania przy okazji tych kolejnych spotkań". - Proszę sobie wyobrazić, co może załatwić prezydent z Zełenskim,  jeśli powie, że jest taka sprawa, Polacy się tego domagają i musimy sprawę rozwiązać - mówił. Z drugiej strony, w przypadku odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego już teraz, to "przychodzi i mówi, odebrałem ci order, to o czym mamy teraz rozmawiać?"

OGLĄDAJ: Historia rzezi wołyńskiej, która dzieli
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: TVN24
Czytaj także: