Premium

PiS kontra ludzie LGBT+. Czy łańcuch i troje nastolatków wystarczą, by powstrzymać wojnę?

Zdjęcie: Radek Pietruszka/PAP

- Kiedy kruszy się poparcie, kiedy kończą się pieniądze, pozostaje polskiej partii rządzącej tylko jedno: zaostrzenie wojny ideologicznej - twierdzi Rafał Grupiński. Czy rzeczywiście? Opowiem, jak ta "wojna" zawiodła troje młodych ludzi na barykady, a dokładniej przed gmach ministerstwa edukacji. I w czyim imieniu przykuli się do jego bram.

1 lipca minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek mówi PAP o fundacjach, które "rozszerzają edukację seksualną młodzieży" i w ten sposób ją "demoralizują". Chodzi o ustalanie, komu wolno wchodzić z zajęciami do szkół.

Laura Kwoczała, Wiktoria Magnuszewska i Franek Broda - których niemal miesiąc później przykutych przed budynkiem MEiN, będzie oglądać w mediach cała Polska - nie czują się "zdemoralizowani". Raczej "wkurzeni", bo w edukacji seksualnej nie widzą żadnego zagrożenia, a szansę dla swoich rówieśników.

4 lipca w publicznej telewizji minister Czarnek przekonuje, że "nie wie, co to znaczy homofob" i "kocha ludzi mądrą miłością".

Jednak Wiktoria i Franek nie czują się kochani, bo w kolejnym zdaniu minister dorzuca: "nie chcę, żeby ktoś ze swoją orientacją seksualną, i to w sposób wulgarny i prymitywny, wychodził na ulice i mówił, że to jest norma". 18-letni Franek kilka miesięcy wcześniej dokonał coming outu (gdy okazało się, że jest siostrzeńcem premiera Morawieckiego o licealiście zrobiło się głośno), a Laura i Wiktoria nieraz brały udział w marszach równości.

5 lipca zaczynają się już trochę obawiać. Wprawdzie minister Czarnek nie powiedział tego dnia nic specjalnie bolesnego, ale za to prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustaw o systemie oświaty i o finansowaniu zadań oświatowych. Zgodnie z nią Czarnek będzie mógł ustanawiać i finansować programy edukacyjne. Laura, Wiktoria i Franek boją się nawet myśleć, co to będą za programy.

I zdecydowanie nie uspokaja ich, gdy 8 lipca Czarnek w PR24 mówi: - Atakują mnie ideolodzy świata lewackiego, komunistycznego. To nie są ludzie wolności i tolerancji. To ludzie totalitaryzmów.

Oni z totalitaryzmami nie czują się związani, ale powodów do krytyki ministra - i jego ludzi - im nie brakuje. Jeszcze tego samego dnia (choć zrobi się o tym głośno dopiero kilka dni później) doradca Czarnka prof. Paweł Skrzydlewski mówi w "Naszym Dzienniku" o "gruntowaniu cnót niewieścich", które dla młodych są co prawda dość memiczne, ale - jak się okazuje - również przerażające (bo łatwo im wyobrazić sobie świat, w którym te "cnoty" zamykają kobiety w domach i stereotypowych rolach).

A tu już 11 lipca ojciec Tadeusz Rydzyk nazywa Czarnka "najlepszym ministrem edukacji po wojnie" i stwierdza, że osoby mu przeciwne "nie kochają Polski i Boga".

Laura, Wiktoria i Franek nie chcą być rozliczani z miłości do kraju, za to czują się z każdej strony atakowani. Zaś minister nie może nachwalić się prof. Skrzydlewskiego, z dumą mówiąc: "my genderowcami nie jesteśmy".

Tym, którym wypowiedzi o cnotach niewieścich się nie spodobały, minister mówi, że zrozumieli je "w sposób nieprawdopodobnie prymitywny".

Protest "Gruntujemy Cnoty Niewieście"Tomasz Zieliński / tvnwarszawa.pl

15 lipca w Telewizji Republika minister kontynuuje: "Życzymy sobie, żeby prezentowanie poglądów odmiennych konserwatywnych i chrześcijańskich także nie spotykało się z ostracyzmem i na przykład prześladowaniem".

- Kto tu jest prześladowany?! - zastanawia się młodzież sprzed MEiN. A minister już 19 lipca pytany o edukację seksualną grzmi: "Naszych dzieci proszę nie demoralizować, wara od naszych dzieci!"

Potem jeszcze jest wniosek o wotum nieufności (21 lipca), gdzie w debacie sejmowej wśród najczęściej padających słów znajdują się: "ideologizacja" i "ideologia" (aż 22!), "demoralizacja" i "seksualizacja". Największą obrazą jest tego dnia słowo "lewacki", a wrogiem ministra i rządu "lewackie bojówki". Dla porównania "prawa uczniów" padły tego wieczora raz, "zaufanie" ani razu, a "wychowanie" 28 razy, ale raczej w kontekście tego, że PiS najlepiej wie, jak rodzice chcieliby wychowywać dzieci.

Jak wyglądała debata o edukacji w Sejmie?

Laura, Wiktoria i Franek nie mają wątpliwości - trzeba iść przed ministerstwo i zmusić ministra do słuchania. - Nie jest łatwo się zdobyć na coś takiego, długo się zbieraliśmy - mówią mi. Dlaczego właśnie teraz?

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo