Na nagraniu widać dwóch mężczyzn, którzy pukają do drzwi biura ProLegalization zajmującego się pomocą obywatelom Ukrainy w kwestiach związanych z pobytem w Polsce, wyrabianiu dokumentów czy pozwoleń na pracę.
Jeden z nich na wcześniejszym nagraniu przedstawia się jako Przemysław Grzegorek. Ubrany jest w czarną koszulkę z logo partii Janusza Korwin-Mikkego. Mężczyzna w Poznaniu startował w 2023 roku w wyborach do Sejmu z list Konfederacji jako członek partii Nowa Nadzieja, a rok później do Parlamentu Europejskiego z list Bezpartyjnych Samorządowców.
"Chcieliśmy zobaczyć, czy nie wspieracie państwo Stepana Bandery"
Drzwi otwiera im Nataliia Fedoriak, Ukrainka prowadząca biuro.
- Chcieliśmy zobaczyć, czy nie wspieracie państwo Stepana Bandery i Szuchewycza - mówi Grzegorek.
Kobiecie przedstawiają się jako "Polacy, obywatele Rzeczypospolitej Polskiej". Jak tłumaczą, chcą zobaczyć, jak wygląda pomieszczenie biura. - Wiemy, że Ukraina w tej chwili jest wrogo nastawiona do Polski i chcemy zobaczyć, jak to wygląda u pani - tłumaczy Grzegorek.
Kobieta spokojnie, choć stanowczo im odmawia. - Jeżeli państwo chcą cokolwiek sprawdzić, to możecie państwo zgłosić na policję, jeżeli państwo cokolwiek podejrzewacie - odpowiada.
- Ale co mamy podejrzewać, jak nie możemy wejść do środka - odpowiada kobieta, która nagrywa film.
Potem Grzegorek usilnie dopytuje kobietę o jej stosunek do Bandery. W końcu Fedoriak mu odpowiada: - Nie popularyzuję Stepana Bandery na terytorium Polski i w żaden sposób nie popieram (...) Szanuję Polaków i robię tutaj w tym państwie wszystko legalnie.
"Ich pytania bardzo mnie niepokoiły"
To tylko fragment rozmowy Ukrainki z mężczyznami i nagrywającą wszystko kobietą. Jak przyznaje w rozmowie z TVN24 Nataliia Fedoriak, już dwa dni przed tym zdarzeniem zauważyła hejt wobec jej firmy w internecie.
- Wiedziałam, że może coś się wydarzyć. Przyjechałam do biura na spotkanie z klientem, z którym byłam umówiona i po dwudziestu minutach jakimś cudem w moim biurze się pojawiło dwóch panów i ta pani. Chcieli mnie przede wszystkim zapytać i sprawdzić w moim biurze, czy nie mam żadnej symboliki powiązanej z Banderą i Szuchewyczem. Nie wpuściłam ich do swojego biura, nie wyraziłam zgody na nagrywanie - relacjonuje.
Potem dopytywali ją, co robi w Polsce. - Padł tekst od pana, dlaczego ja mieszam kulturę etniczną na terytorium Polski. Powiedziałam, że nie ma prawa tak pytać. Mam prawo przebywać w Polsce - mówi.
Jak przyznaje, z tego typu incydentem na tle narodowościowym ma do czynienia po raz pierwszy, a w Polsce mieszka już od 11 lat. - Nie mogę stwierdzić, że byli agresywni, natomiast ich pytania bardzo mnie niepokoiły - mówi.
Wcześniej weszli do rektoratu
We wcześniejszym nagraniu ci sami mężczyźni weszli do rektoratu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, właściciela budynku, w którym mieści się biuro i dopytywali o warunki najmu biura. - Chcielibyśmy się pytać, jakie trzeba kroki spełnić, żeby po tak niskiej kwocie wynająć tutaj salę - pytali.
Rzeczniczka uczelni odpowiedziała im, że jeśli chcą uzyskać takie informacje, muszą złożyć wniosek o udzielenie informacji publicznej. Przekazała też, że jako uczelnia nie kontrolują działań firmy. - Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu nie odpowiada za działalność firm. Możemy na chwilę obecną stwierdzić, że ta firma nie ma żadnych postępowań karnych, które są w toku - odpowiedziała im Ewa Paluch.
Oba filmy powstały 3 lipca w Poznaniu.
W rozmowie z tvn24.pl rzeczniczka przyznaje, że po otrzymaniu formalnego zapytania uczelnia odpowie mężczyznom na zadawane w rektoracie pytania. - Pytania, które zadali, nie są objęte klauzulą poufności - wyjaśnia.
Jak mówi, nie miała poczucia zagrożenia, kiedy te osoby weszły do rektoratu, choć - jak przyznaje - dotąd nie miała z taką sytuacją do czynienia. - Sytuacja była niekomfortowa, bo była niespodziewana. Natomiast panowie nie byli agresywni w stosunku do nas. Rozmowa przebiegła w dosyć spokojny sposób - mówi.
Na teren uczelni publicznej mogą wejść osoby z zewnątrz. - Są to budynki ogólnodostępne. Dostęp do nich mają studenci, pracownicy, osoby, które w różnych sprawach do uczelni mogą przyjść, różne sprawy załatwić, w tym do osób, które wynajmują tam powierzchnie biurowe - mówi Ewa Paluch.
Zarówno biuro ProLegalization, jak i rektorat znajdują się w budynku Collegium Altum, charakterystycznym czerwonym wieżowcu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu znajdującym się przy ulicy Powstańców Wielkopolskich. Na jego ostatnim piętrze funkcjonuje taras widokowy.
Minister reaguje
Uczelnia o tej "wizycie" nie zawiadamiała policji, która tą sprawą zajęła się po zgłoszeniu od właścicielki biura.
"W odniesieniu do sytuacji w Poznaniu informujemy, że policja prowadzi intensywne czynności w tej sprawie i pozostaje w kontakcie z prokuraturą. Stanowczo podkreślamy, że nie ma przyzwolenia na hejt, mowę nienawiści ani zachowania motywowane narodowościowo. Każdy człowiek bez względu na narodowość, pochodzenie czy religię zasługuje na szacunek i równe traktowanie" - napisała na portalu X Karolina Gałecka, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Jak dodała, minister Marcin Kierwiński zapowiedział "stanowcze działania i brak tolerancji dla takich zachowań".
- Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji jest bardzo wyczulone na tego typu sytuacje. To nie jest już pierwsza sytuacja tego typu. Natychmiastowo ze strony ministra Marcina Kierwińskiego zostały podjęte działania. Policja jest w kontakcie z prokuraturą, przeprowadza swoje czynności, są przesłuchiwani świadkowie. Policja gromadzi ten materiał właśnie po to, żeby przekazać prokuraturze, aby ta mogła podjąć również odpowiednie kroki w tej sprawie. Reakcja była bardzo szybka i natychmiastowa - powiedziała Gałecka w rozmowie z TVN24.
Jak dodała, na tego typu zachowania nie ma z ich strony zgody. - Nie ma przyzwolenia na hejt, nie ma przyzwolenia na eskalowanie konfliktów pomiędzy Polakami czy innymi narodowościami. Wszyscy pamiętamy, do czego takie sytuacje doprowadziły w XX wieku - zaznaczyła.
Policja zatrzymała dwie osoby
Policja otrzymała zgłoszenie o zdarzeniu dopiero we wtorek po południu. - Od tego momentu policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu zabezpieczają materiały dowodowe w tej sprawie, również prowadzimy analizy, ustalenia oraz konsultujemy się z prokuraturą w zakresie oceny prawno-karnej tego incydentu - poinformował młodszy inspektor Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
Po godzinie 16.30 poinformował o zatrzymaniu w związku z incydentem na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu dwóch osób.
- Sprawa jest prowadzona w zakresie pomówienia oraz opublikowania nagrania, które mogło poniżyć pokrzywdzoną w oczach opinii publicznej, a także narazić na utratę zaufania potrzebnego dla rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej - przekazał.
Chodzi o przestępstwo z artykułu 212 Kodeksu karnego mówiące o zniesławieniu. Obu podejrzanym grożą kary grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
- W trakcie postępowania przygotowawczego będzie także prowadzona analiza zachowania innych osób w trakcie tego incydentu - podał Borowiak.
O zatrzymaniu dwóch osób poinformował też minister Marcin Kierwiński. "Nie ma zgody na nienawiść i agresję. W tego typu przypadkach @PolskaPolicja będzie reagować zdecydowanie" - napisał.
Jak dodał Borowiak, policja wzięła też pod lupę komentarze pod filmem. - Pod tym wpisem w mediach społecznościowych pojawiło się wiele wpisów obraźliwych, które naszym zdaniem naruszają przepis dotyczący nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym, dlatego też policjanci z naszej komórki cyber zabezpieczają te materiały, które będą również analizowane przez śledczych - wyjaśnił.
Politycy komentują
Nagranie z Poznania skomentowała na portalu X Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. "Korytarzowi szeryfowie. Tryskają odwagą wobec bezbronnych i kobiet. Gdyby co do czego doszło będą pierwszymi, którzy podkulą ogon i uciekną" - napisała przewodnicząca Polski 2050 i ministra funduszy europejskich.
Z kolei europosłanka Joanna Scheuring-Wielgus zwróciła się do władz uczelni o bezpośrednią reakcję na zdarzenie. "Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu doszło do sytuacji, która budzi poważne pytania o bezpieczeństwo osób przebywających na terenie uczelni. Z materiałów dostępnych w social mediach wynika, że dwóch mężczyzn weszło do budynku Collegium Altum, nękało kobietę, zadawało jej agresywne pytania i nagrywało ją bez jej zgody. Wszystko to miało się wydarzyć w obecności ochrony. Dlaczego ochrona nie zareagowała? Dlaczego nie zapewniono kobiecie bezpieczeństwa? I co zamierzają zrobić władze uczelni, aby podobne sytuacje nie powtórzyły się w przyszłości?" - spytała.
Osoby widoczne na nagraniu doskonale znane są młodemu działaczowi poznańskiej Lewicy Kacprowi Nowickiemu. "Ten sam mężczyzna (w koszulce pogardzającej demokracją) słynie z odrażających i wulgarnych akcji, w których lży migrantów, osoby LGBT i każdego, kto odbiega od jego faszystowskiej wizji świata" - napisał.
I dodał: "Wczoraj grozili w internecie, dziś chodzą po ukraińskich biurach i sklepach. Nie musimy się zastanawiać, co będzie jutro, jeśli niczego nie zrobimy, historia dość dobrze nam to pokazała".