Reprezentująca europosła KO mecenaska Dorota Brejza (prywatnie jego żona) oceniła, że to "nie jest dobry wyrok". - Jeszcze dzisiaj bądź jutro złożymy wniosek o uzasadnienie tego wyroku i zaskarżę go apelacją - zapowiedziała.
Wypowiedź z komisji do spraw PegasusaSprawa z oskarżenia prywatnego Krzysztofa Brejzy o zniesławienie dotyczy wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na sejmowej komisji śledczej do spraw Pegasusa z marca ubiegłego roku. Prezes PiS powiedział wówczas o Brejzie: "Znaczący polityk formacji opozycyjnej dopuszcza się bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw".
Według laboratorium "Citizen Lab" przy uniwersytecie w Toronto Krzysztof Brejza był inwigilowany przy pomocy Pegasusa 33 razy. Do użycia programu miało dojść przed wyborami w 2019 roku.
Podczas rozprawy w kwietniu ubiegłego roku Kaczyński stwierdził, że jako wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo miał "uzyskać informacje", które dały podstawy do użycia oprogramowania przeciwko europosłowi.
Uchylony immunitet
W związku z prywatnym aktem oskarżenia Sejm w marcu uchylił Kaczyńskiemu immunitet. Proces przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia toczył się od jesieni zeszłego roku, zakończył się w połowie stycznia; ogłoszenie orzeczenia odroczone wtedy zostało o dwa tygodnie.
We wtorek sąd umorzył tę sprawę z powodu znikomej szkodliwości czynu. - Zachowanie posła Kaczyńskiego nie było społecznie szkodliwe w stopniu przekraczającym granicę odpowiedzialności karnej - zaznaczył w uzasadnieniu sędzia Tomasz Trębicki.
W ocenie sądu, nie pozostawiało wątpliwości zarówno to, że będące przedmiotem oskarżenia słowa zostały wypowiedziane przez Kaczyńskiego w trakcie przesłuchania przed komisją, jak i to, że Brejza nie został oskarżony, skazany, a nawet nie był podejrzewany o popełnienie przestępstw, o których "wypowiadał się pan poseł Kaczyński".
Trębicki zaznaczył, że w ocenie sądu samo zachowanie lidera PiS wypełniło w związku z tym znamiona przestępstwa zniesławienia za pomocą środków masowego komunikowania. Jednak, jak dodał, "aby stwierdzić, że dane zachowanie stanowi przestępstwo (...) musi to być czyn zabroniony, popełniony przez osobę podlegającą odpowiedzialności karnej, bezprawny, zawiniony i społecznie szkodliwy w stopniu wyższym niż znikomy". Tymczasem, dodał, w ocenie sądu ostatnia z przesłanek nie została w tym przypadku spełniona.
Sędzia wskazał, że Kaczyński wypowiadał się jako świadek przed sejmową komisją śledczą ds. Pegasusa, a wypowiedź padła jako odpowiedź na jedno z pytań członków komisji do prezesa PiS. Co ważniejsze – dodał sąd – pytania dotyczyły także "przemyśleń i opinii". – Nie padło to jako samodzielna teza, tylko wypowiedź skonstruowana w odpowiedzi na pytanie – zauważył sędzia.
W uzasadnieniu Trębicki zaznaczył również, że toczący się od jesieni ub.r. proces był kolejnym z indywidualnych sporów europosła KO i lidera PiS "odnośnie pomówień, które wobec pana posła Brejzy w przestrzeni publicznej się pojawiają i które nigdy (...) nie znalazły odzwierciedlenia w działaniach prokuratury czy sądu".
- Było to jedno z tysięcy zdań, które podczas tej komisji pan poseł Kaczyński wypowiedział i które prawdopodobnie przeszłoby spokojnie i bez echa, gdyż było nawiązaniem do wcześniejszych twierdzeń czy pana posła Kaczyńskiego, czy innych osób odnośnie pana Krzysztofa Brejzy - powiedział sędzia Trębicki.
Brejza: nie zgadzam się na dezinformację
Z orzeczeniem nie zgodził się Krzysztof Brejza, który zapowiedział w rozmowie z dziennikarzami, że będzie składał odwołanie. Dodał, że wyrok sądu rejonowego powinien być zweryfikowany przez sąd II instancji "dla dobra debaty publicznej".
Mecenas Dorota Brejza zwróciła uwagę na rolę tej sprawy. - Jest to wyrok, który był przez media bardzo szeroko komentowany i jest to wyrok, który daje pewnego rodzaju sugestię opinii publicznej co do tego, co jest dozwolone, a co nie - powiedziała.
Dodała też, że "przypięta do kogoś łatka, że jest przestępcą dla osoby, która powinna funkcjonować w warunkach zaufania wyborców, bywa rzeczą bardzo dolegliwą i może nieść za sobą ogromne konsekwencje".
- Głęboko nie zgadzam z tym, że można godzić się w przestrzeni publicznej na dezinformację, jakakolwiek by ona nie była, czy ona jest spontaniczna, czy wywołana czyimś pytaniem, na kłamstwo, na pomówienie i na to, żeby niszczyć komuś życie, bo słowa potrafią niszczyć komuś życie - podkreśliła.
Zaznaczyła też, że decyzja o braku społecznej szkodliwości jest dla niej "kompletnie niezrozumiała".
Obecna na wtorkowym ogłoszeniu wyroku obrończyni Jarosława Kaczyńskiego nie wypowiadała się dla mediów.
Autorka/Autor: aaw/gp
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24