Sharenting to publikowanie przez rodziców w mediach społecznościowych chwil z życia dziecka. Z jakim ryzykiem się to wiąże i jak o tym mówić?
Sharenting - czym jest?
- Mam wrażenie, że odpowiedź jest całkiem jasna wtedy, kiedy wyłączamy emocje. Wtedy, kiedy ktoś mówi nam, jakie zagrożenia płyną z tego publikowania wizerunku, a my nie odbieramy tego właśnie jako atak na nasze rodzicielstwo - oceniła we "Wstajesz i weekend" dziennikarka TVN24 Justyna Suchecka.
- To jest jedna z takich rzeczy, którą sama młodzież porównuje w rozmowach ze mną do palenia papierosów. Oczywiście, można to robić, ale dzisiaj wiemy, jakie są tego konsekwencje. Kiedy dorośli decydują się na publikowanie własnych zdjęć, my w mediach robimy to często również zawodowo, to wiemy, z jakimi to się wiąże konsekwencjami. Dzieci tego nie wiedzą i, trzymając się tej metafory palenia, to jest trochę tak, że kiedy my wrzucamy informacje na ich temat, właśnie też "sharentingujemy je", no to sama młodzież mówi, że to jest tak, jakbyśmy palili przy nich - stwierdziła Suchecka.
Kradzież tożsamości, molestowanie, hejt
Dziennikarka przybliżyła, jakie negatywne konsekwencje może mieć sharenting. - Oczywiście, stu tysiącom dzieci i młodzieży nic się nie stanie, ale wystarczy to jedno, które nie będzie miało takiego szczęścia, żeby konsekwencje sharentingu mogły być poważne. I to o nich staraliśmy się mówić. To może być kradzież tożsamości, to są przestępstwa związane z seksualnością, to wreszcie (...) hejt w internecie, który może być spowodowany czymś naprawdę niewinnym - wymieniła.
Rodzice powinni być też świadomi, jak wizerunek ich dziecka może być opublikowany w sieci przez kogoś innego, na przykład szkołę. Dlatego należy dobrze przemyśleć, czy należy udzielić szkole zgody na publikację wizerunku ich dzieci.
- Od paru miesięcy trwa taka kampania porównująca internet do obcego miasta. Do obcego miasta też nie wypuścilibyśmy dziecka samego i w kwestii tych praw cyfrowych, ale też bezpieczeństwa dzieci w internecie, my dorośli musimy być cały czas obok tych dzieci - powiedziała Suchecka.
Dzieci mogą być dyskryminowane za brak zgody
Brak zgody na wykorzystanie wizerunku dziecka przez szkołę, przedszkole czy klub sportowy może mieć jednak pewne konsekwencje.
- Dzieci, których rodzice troszczą się o ten wizerunek, bywają, niestety, wykluczane z różnych aktywności społecznych, nie pozwala się im na przykład siadać w pierwszym rzędzie na występach artystycznych, albo właśnie odsuwa się ze zdjęć grupowych. To nie powinno mieć miejsca, to jest coś, o co zabiega między innymi Rzeczniczka Praw Dziecka, ale też coś, o czym my wszyscy możemy mówić wtedy, kiedy właśnie jesteśmy na tym pierwszym zebraniu rodziców, to się da wypracować - podkreśla Suchecka.
Dziennikarka powiedziała, że zdaniem psychologów, z którymi rozmawiała, dopiero od 11. roku życia dziecko może sobie zdawać sprawę z niebezpieczeństw, jakie niesie za sobą publikacja jego wizerunku w internecie. Każde dziecko jednak rozwija się w swoim tempie.
Większość serwisów społecznościowych wymaga, aby użytkownik miał ukończone 13 lat. - Niestety, wiemy, że kilkaset tysięcy dzieci przebywa w mediach społecznościowych, mimo że powinno ich tam nie być - powiedziała dziennikarka. - W niektórych państwach na świecie trwa dzisiaj dyskusja nad tym, żeby ten wiek mediów społecznościowych jeszcze podnieść - dodała.
Autorka/Autor: fil/ams
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24