|

Maja Chwalińska tenis kocha, czasem nienawidzi. Pierwsze groźby śmierci dostała jako nastolatka

Maja Chwalińska w Paryżu zadziwiła i zachwyciła (zdjęcie z 20 maja 2026 roku)
Maja Chwalińska w Paryżu zadziwiła i zachwyciła (zdjęcie z 20 maja 2026 roku)
Źródło zdj. gł.: Robert Prange/Getty Images
Maja Chwalińska - to imię i nazwisko kibice znają już doskonale, nie tylko ci tenisowi. Czarodziejka. Koszmar dla rywalek. Jest uśmiech, są radość i satysfakcja, wreszcie, bo czarnych myśli i ciągnącego się miesiącami cierpienia w tej karierze nie brakowało. - Dotarłam do ściany, nie byłam w stanie funkcjonować. Pamiętam dzień, w którym przyszłam na trening, siedziałam i płakałam. Nikomu nie życzę takiego stanu - opowiada 24-letnia Polka.Artykuł dostępny w subskrypcji

Z okazji awansu Mai Chwalińskiej do finału Rolanda Garrosa przypominamy wywiad opublikowany po raz pierwszy 25 maja.

Zachwyca właśnie w Paryżu, na kortach Rolanda Garrosa, na scenie światowej. Slajsy, skróty, loby, wysokie piłki pod samą linię, rotacja, zmiana rytmu - w grze Chwalińskiej jest wszystko, zawodniczki po drugiej stronie siatki nie wiedzą, co się dzieje, nie mają pomysłu, jak na te uderzenia odpowiadać. Czarodziejka i już.

Roland Garros 2026 oglądaj na żywo w Eurosporcie, Playerze i w HBO Max >>>

Za co lubi tenis, a za co czasami go nienawidzi? Kto pomagał jej w walce z depresją? Dlaczego uciekła przed Rogerem Federerem? Co dostała od Igi Świątek, kiedy miały po 10 lat?

Rozmowa z Mają Chwalińską została przeprowadzona przed startem turnieju Rolanda Garrosa 2026.

Rafał Kazimierczak: Za co pani tenis lubi?

Maja Chwalińska: Najbardziej za to, że - tak naprawdę - nie ma jednego stylu gry. Każdy może być inny, każdy może grać po swojemu. Chociaż od dawna widać, że liczy się przede wszystkim siła, większość zawodniczek gra jednak siłowo i jednostajnie. Uważam, że w tenisie jest duża wolność. Nie ma jednego wyjścia, jednego rozwiązania.

To może "lubi" jest określeniem zbyt łagodnym?

Tenis zdecydowanie jest moją pasją. Mogę użyć słowa "miłość", tylko od razu dodam, że czasami czuję do niego i nienawiść. Przegranie ważnego meczu boli, bardzo boli, zwłaszcza w Wielkim Szlemie. Przynajmniej ja tak mam, że bywam załamana. A z drugiej strony - szybko, zaraz po przegranej, trzeba jechać na kolejny turniej, to nowe wyzwanie pojawia się bardzo szybko. Właśnie za to też lubię tenis - że każdy tydzień to nowe rozdanie, dużo zmienić może się po jednym turnieju. Jest dołek, a za chwilę coś kliknie, zaskoczy. Zawsze dużo się dzieje, różne miejsca, różni ludzie, różne nawierzchnie, w ogóle ogromna różnorodność, trochę szaleństwo nawet. Jak wracam do domu, bywa nudno, trzeba podlać kwiatki, trzeba wyrzucać śmieci.

To pierwszy awans do Rolanda Garrosa. Trudne jest to przebijanie się do turnieju głównego, zwłaszcza w Wielkim Szlemie? Taki turniej przed turniejem?

Pozostało 78% artykułu
Z tego artykułu dowiesz się:
Jak Maja Chwalińska poradziła sobie z depresją podczas kariery tenisowej?
Jak wyglądała jej rywalizacja i relacje z Igą Świątek?
Dlaczego młodzi sportowcy otrzymują groźby po przegranych meczach?
Jakie wsparcie otrzymała od trenera i najbliższych w najtrudniejszych momentach?
Czytaj także: