Trump rekomenduje zmiany w szczepieniach dzieci. Chce rozdzielenia szczepionki MMR

Donald Trump
COVID, RSV, borelioza - Robert F. Kennedy wie "swoje"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/BONNIE CASH / POOL
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Ograniczenie liczby szczepień dla dzieci, rozłożenie ich w czasie i rozdzielenie szczepionki MMR (przeciwko odrze, śwince i różyczce) - to najnowsze rekomendacje Donalda Trumpa w dziedzinie zdrowia. Eksperci zgodnie je krytykują. - Tak buduje się lukę odpornościową, która niestety może skończyć się tragicznie - podkreśla w rozmowie z tvn24.pl dr Barbara Czech-Szczapa, epidemiolożka.

Rozporządzenie o "złotym standardzie" rekomendacji szczepień prezydent USA podpisał w poniedziałek. Jak przekonywał, to kolejny krok w ramach misji, której celem jest "przywrócenie Amerykanom zdrowia".

Donald Trump opowiedział się za zmniejszeniem liczby zalecanych podstawowych szczepień do 11 oraz za rozłożeniem szczepień w czasie. - Zbyt długo Ameryka zalecała dzieciom więcej szczepionek niż jakikolwiek inny porównywalny kraj, a w niektórych przypadkach (zalecała) nawet dwukrotnie więcej dawek niż w niektórych krajach europejskich, a czasem jeszcze więcej. W wielu przypadkach wymagaliśmy 72 wkłuć dla naszych pięknych, zdrowych, wspaniałych i delikatnych małych dzieci (...) - powiedział Trump.

Prezydent USA zapowiedział, że z puli szczepień rutynowo zalecanych wszystkim dzieciom mają wypaść szczepienia przeciwko COVID-19, grypie sezonowej, wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B, meningokokom oraz rotawirusom. Mimo że rozporządzenie przewiduje zmianę zaleceń dotyczących szczepień, to poszczególne stany, a nie rząd federalny, mają prawo wymagać szczepień dzieci uczęszczających do szkół - zauważyła agencja AP.

Jedynie dzieci z grup podwyższonego ryzyka mają otrzymywać przeciwciała monoklonalne chroniące przed wirusem RSV oraz szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B, meningokokom typu B i ACWY, a także dendze.

Prezydent chce rozdzielenia szczepionki MMR

Trump chce, by szczepionka MMR przeciwko odrze, śwince i różyczce, zawierająca żywe, ale osłabione (atenuowane) szczepy wirusów, została rozdzielona. Co na to eksperci?

Główna amerykańska agencja rządowa ds. zdrowia publicznego - Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) - twierdzi, że "nie ma opublikowanych dowodów naukowych wskazujących na jakiekolwiek korzyści z rozdzielenia skojarzonej szczepionki MMR na trzy oddzielne szczepienia".

"Rozdział szczepionek oznacza, że ​​dzieci będą musiały przyjmować więcej dawek, aby uzyskać tę samą ochronę. To zwiększy brak zaufania i sprawi, że dzieci będą mniej bezpieczne" - skomentował decyzję Trumpa senator Partii Republikańskiej Bill Cassidy, hepatolog (specjalista zajmujący się chorobami wątroby).

W Stanach Zjednoczonych nie są obecnie dostępne osobne preparaty przeciwko wymienionym chorobom. Ich wprowadzenie wymagałoby od producentów przeprowadzenia badań klinicznych i uzyskania oddzielnych zezwoleń. Zdaniem ekspertów rozdzielenie szczepień zwiększyłoby koszty i wydłużyło cały proces. Tymczasem liczba przypadków odry odnotowanych w USA w 2026 roku już przekroczyła wynik z całego poprzedniego roku.

Więcej wizyt, mniejsza szansa na ukończenie szczepień

- Pomysł, żeby rozdzielać szczepienia przeciwko różyczce, odrze i śwince, jest nieuzasadniony. Wydaje się więc, że jego głównym celem jest ponowne zasianie wśród rodziców wątpliwości dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek. To martwi - oceniła dr Barbara Czech-Szczapa, epidemiolożka i konsultantka wojewódzka w tej dziedzinie.

Rozdzielanie i odraczanie szczepień może sprawić, że część dzieci z nich nie skorzysta, bo rodzice nie dotrą z nimi na kolejne wizyty. - Im większą liczbę dawek niezbędnych do zbudowania odporności będziemy proponowali i im bardziej będziemy je rozpraszać oraz odraczać, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ten schemat zostanie zakończony - ostrzegła ekspertka.

Wyjaśniła też, że układ odpornościowy niemowlęcia "potrzebuje wielokrotnych przypomnień, aby wygenerować odporność" i utrzymać poziom przeciwciał chroniący dziecko w kolejnych miesiącach i latach. - Nie możemy mówić o jednej zasadzie szczepienia dla wszystkich grup populacyjnych - zaznaczyła dr Barbara Czech-Szczapa.

Przypomnijmy: szczepionkę MMR w Polsce podaje się w dwóch dawkach - pierwszą (szczepienie podstawowe) - w 13.-15. miesiącu życia, drugą (szczepienie uzupełniające) - w 6. roku życia.

Odroczenie MMR może stworzyć lukę odpornościową

Wprowadzenie osobnych szczepionek przeciwko odrze, śwince i różyczce wymagałoby badań klinicznych oraz oddzielnych procedur zatwierdzających. - To jest drogi i czasochłonny proces. Są tysiące czy nawet miliony dzieci, które po prostu pozostaną bez szczepienia. Rodzice uwierzą w narrację o szkodliwości skojarzonej szczepionki MMR i odroczą szczepienie, czekając na rozdzielone preparaty. W ten sposób zbuduje się lukę odpornościową, która niestety może skończyć się tragicznie - ostrzega specjalistka.

Dodała, że w obecnej sytuacji epidemicznej w Stanach Zjednoczonych "budowanie nastrojów przeciw szczepieniom jest igraniem z ogniem". - Odra jest bardzo niebezpieczna, potencjalnie śmiertelna, powoduje powikłania i należy do najbardziej zakaźnych chorób. Nie potrzebujemy bezpośredniego kontaktu z osobą chorującą. Wystarczy, że wsiądziemy do windy, którą jechała jakiś czas wcześniej - wskazała.

- Jeszcze raz to powiem: nie ma żadnego nowego faktu naukowego ani medycznego, który dawałby jakiekolwiek, choćby minimalne, podwaliny do tego typu działań. Sytuacja epidemiologiczna krzyczy, że jest bardzo, bardzo źle - podkreśliła.

Nie ma badań potwierdzających związek szczepionki MMR z autyzmem

Prezydent USA przedstawił proponowaną zmianę jako element działań służących zbadaniu przyczyn autyzmu oraz "wielkie zwycięstwo praw rodziców".

Eksperci ds. bezpieczeństwa szczepień z CDC oraz Amerykańskiej Akademii Pediatrii podkreślają, że nie ma dowodów na związek szczepionki MMR ze wzrostem liczby diagnozowanych przypadków autyzmu.

Także epidemiolożka tłumaczyła w rozmowie z tvn24.pl, że absolutnie nie ma badań potwierdzających związek szczepionki MMR przeciwko odrze, śwince i różyczce z autyzmem. - Nic takiego nie mamy. Bardzo wiążące są dla nas badania z 2019 roku, przeprowadzone na 650 tysiącach dzieci. To duńska, wielka kohorta. Badanie dotyczyło głównie MMR, ponieważ te szczepionki wzbudzają wśród rodziców na całym świecie duże emocje na skutek naukowego oszustwa Andrew Wakefielda, któremu odebrano prawo wykonywania zawodu - powiedziała.

Chodzi o publikację Andrew Wakefielda z 1998 roku, która wywołała obawy dotyczące rzekomego związku szczepionki MMR z autyzmem. Artykuł został później wycofany z powodu nierzetelności naukowej i nieujawnionego konfliktu interesów, a Wakefield został wykreślony z brytyjskiego rejestru lekarzy. Wyników jego pracy nie potwierdziły również kolejne badania.

- Szczepionkę MMR bardzo często podajemy na początku drugiego roku życia, zgodnie z kalendarzem szczepień. To czas, kiedy możliwe jest zidentyfikowanie pierwszych objawów ze spektrum autyzmu. Mamy więc korelację w czasie, a nie związek przyczynowo-skutkowy - wskazała.

Jak przypomniała, badanie Wakefielda objęło zaledwie kilkanaścioro dzieci, a jego autor stał się później jedną z ikon ruchów antyszczepionkowych. - To człowiek, który przeprowadził badanie na kilkunastu dzieciach i sfałszował wyniki. Pojawiły się również zarzuty dotyczące przyjęcia wsparcia finansowego od podmiotów wspierających rodziców w uzyskiwaniu odszkodowań od koncernów farmaceutycznych. Mamy dokumentację, także prawną, pokazującą, jak bardzo nierzetelne było to działanie - wyjaśniła epidemiolożka.

WZW typu A znów problemem

Epidemiolożka zwróciła uwagę również na znaczenie szczepień przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B, które zgodnie z zaleceniami Trumpa mają wypaść z puli szczepień rutynowo zalecanych wszystkim dzieciom. - Tak naprawdę WZW typu B i A. WZW A wraca na całym świecie. My też w Europie borykamy się z gigantycznym problemem z WZW A - przypomniała.

- Szczepienie przeciwko WZW B jest jednym z większych dobrodziejstw. Dzięki niemu obserwujemy niemal brak pierwotnego raka wątroby - podsumowała.

Źródło: tvn24.pl, PAP
Czytaj także: