Ekspertka o patostreamingu. "Głos użytkowników jest na wagę złota"

Sejm pracuje nad przepisami o zakazie patostreamingu (zdjęcie ilustracyjne)
Ekspertka o patostreamingu
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Posłowie kończą prace nad ustawą, która przewiduje pięć lat więzienia za patostreaming. O tym niebezpiecznym zjawisku opowiadała na antenie TVN24 Martyna Różycka, kierowniczka zespołu "dyżurnet" NASK. Zaznaczyła, że w walce ze szkodliwymi treściami ważne jest szybkie reagowanie. - Głos użytkowników jest na wagę złota - zaznaczyła.

Ekspertka zaczęła od wyjaśnienia, czym jest patostreaming. Jak wymieniła są to treści przemocowe, promowanie różnego rodzaju substancji psychoaktywnych, wulgarne czy niebezpieczne zachowania, takie jak podpalanie lub groźby.

- To są te wszystkie rzeczy, których byśmy nie chcieli, żeby nasze dzieci oglądały, a one to oglądają - podkreśliła ekspertka.

Mają problem z rozpoznaniem patologicznego przekazu

Różycka zwróciła uwagę na to, że dzieci mają problem z rozróżnieniem, kto jest influencerem, a kto patoinfluencerem.

- Trudno jest im odróżnić, co jest przekazem neutralnym, a co jest przekazem patologicznym - zaznaczyła Różycka. Jak wyjaśniła, wynika to z tego, że dzieci nie mają swojego doświadczenia życiowego, dopiero się uczą. - Młodość jest po to, by nabrać pewnego dystansu, różnych punktów widzenia - dodała.

Ekspertka zwróciła uwagę, że dzieciom ciężej jest rozróżnić influencerów od patostreamerów, gdy patotwórcy pojawiają się w innych miejscach, takich jak reklamy, czy gale pseudosportowe.

- Jest popularność ich, na którą ktoś pozwolił. Więc dlatego dzieciom jest to trudno rozróżnić - zaznaczyła.

I zaapelowała, by marki zwracały uwagę na to, kogo wspierają i rozsądnie wybierały otoczenie, w którym występują.

Co zrobić, gdy dziecko natknie się na szkodliwe treści? Wtedy ważne jest, by miały się do kogo zwrócić po radę i pomoc. - To nie zawsze musi być rodzic, to nie zawsze musi być nauczyciel, ale jeżeli z bliskiego wachlarza dorosłych, opiekunów, nie ma nikogo, to jest źle. Więc sprawdźmy dzisiaj, do kogo nasze dzieci by poszły. Zobaczmy, czy dzieci mają świadomość, że są koło nich bliskie osoby - podkreśliła Różycka.

Mejza w Sejmie z patostreamerem

Ekspertka odniosła się również do sytuacji, w której były poseł PiS Łukasz Mejza, wprowadził do budynku parlamentu osoby, promujące szkodliwe treści. Wtedy w Sejmie trwała debata nad ustawą zakazującą patostreamingu. - Zastanawialiśmy się w zespole, czy to nie pokazało jeszcze bardziej dobitnie i nie dało do myślenia pozostałym posłom, którzy się wahali, jak zagłosować, bo zagłosowali dość jednomyślnie - powiedziała Różycka.

Jak zaznaczyła, w debacie o patostreamingu ważny jest także głos opinii publicznej. Podkreśliła, że jest on istotny w sprawie ochrony dzieci przed treściami pornograficznymi. - Lata temu nie było miejsca na debatę, jeżeli pojawiały się takie głosy od razu były głosy przeciwko - doprecyzowała. Aktualnie trwają też dyskusje, m.in. nad dostępem dzieci do smartfonów w szkole, czy dostępem do mediów społecznościowych.

- Więc myślę, że (dużo - red.) zmienia się pod wpływem opinii publicznej i pod wpływem tego, co my społeczeństwo i my użytkownicy, co my rodzice, opiekunowie, co my byśmy chwili i czego my oczekujemy, bo wiemy, że ten świat jest już tak skomplikowany, że jako rodzic nie jestem w stanie sobie ze wszystkim poradzić. Potrzebuję rozwiązań prawnych, ochrony dzieci przed patostreameremi - zaznaczyła Różycka.

"Głos użytkowników jest na wagę złota"

Ekspertka podkreśliła, że w walce z patostreamingiem kluczowe jest szybkie reagowanie, kiedy dana treść nie ma jeszcze w internecie pełnej widowni. Jeżeli wokół danej osoby, tworzącej szkodliwe treści zbuduje się społeczność, to jest to znacznie ciężej ukrócić. - Jeżeli platforma nie zareaguje od razu (....), to ta cała społeczność przenosi się na inną platformę, gdzie już w ogóle nie ma moderacji - zaznaczyła.

Co zrobić, gdy widzimy patostreaming? Można go zgłaszać przez aplikację mObywatel, czy do konkretnej platformy, na której zauważyło się szkodliwe treści. W tym ostatnim jest jednak pewna trudność. - Niestety tutaj te algorytmy nie są po naszej stronie. Platforma będzie widziała i będzie chętniej reagowała, szybciej reagowała, jeżeli skala zgłoszeń będzie większa - zaznaczyła. - Głos użytkowników jest na wagę złota - dodała.

Jak przekazała ekspertka, szkodliwe treści można też zgłaszać poprzez formularz zgłoszeniowy na stronie "dyżurnet" lub podane tam dane kontaktowe. - Jesteśmy w bezpośrednim kontakcie z wieloma platformami, więc platformy wiedzą, że jeżeli dyżurny to zgłosił, to oznacza, że jest ważne. Wtedy inaczej reagują - dodała Różycka.

Źródło: TVN24
Czytaj także: