Już w najbliższy czwartek 9 lipca na Letniej Scenie Progresji na warszawskiej Woli wystąpi Morrissey. Artysta powraca do Polski po raz szósty, aby promować swój czternasty solowy album pod tytułem "Make-Up Is A Lie".
Budzi skrajne emocje. Jego twórczość z czasów The Smiths była niemal jednogłośnie chwalona przez krytyków, jednak trwająca już niemal 40 lat kariera solowa Morrisseya wywoływała różne reakcje. "Dawna wielkość zepsuta przez brzydotę i złośliwość" - pisał "The Guardian" na temat płyty "Low in High School" z 2017 roku.
Jeszcze większe kontrowersje niż jego twórczość od lat budzi sam artysta. Również wśród kolegów z branży. Z jednej strony wielu potwierdza jego niewątpliwy talent, inni jednak wskazują, że nawet to nie rekompensuje jego trudnego charakteru. "Nikt nie potrafi pisać tekstów tak jak on. Morrissey to geniusz humoru w muzyce pop. Potrafi połączyć absolutną tragedię z najzabawniejszą puentą, jaką kiedykolwiek usłyszysz" - mówił Noel Gallagher, muzyk, wokalista i założyciel grupy Oasis w filmie dokumentalnym "Morrissey: 25 Live".
Tymczasem Robert Smith, wokalista grupy The Cure, nie przebierał w słowach. Muzycy toczyli ze sobą słowną wojnę przez lata po tym, jak Morrissey w wywiadzie udzielonym w 1984 roku dla magazynu "The Face magazine" nazwał Smitha "whingebag", czyli "mazgajem" czy "marudą". Wokalista nie został dłużny i pod koniec lat 80, podczas promocji album The Cure "Disintegration", miał wygłosić powtarzane często zdanie "Jeśli Morrissey mówi, żeby nie jeść mięsa, to będę jadł mięso; tak bardzo nienawidzę Morrisseya".
Dopiero w 2019 roku na łamach magazynu NME, Robert Smith skomentował konflikt: "Nawet wtedy nie do końca rozumiałem, na czym polega problem. Teraz to już nie ma znaczenia" - przyznał.
Morrissey i The Smiths: wielki sukces, jeszcze większe konflikty
Steven Patrick Morrissey urodził się 22 maja 1959 w angielskim mieście Manchester i już od wczesnych lat wykazywał się dużą wrażliwością. Za sprawą matki Elizabeth Dwyer, która pracowała jako bibliotekarka, młody Morrissey odnalazł swoją bezpieczną przystań w książkach. - Moja matka była tą osobą, która skierowała mnie w stronę literatury, a w szczególności Oscara Wilde'a. Powtarzała mi, co jest wartościowe. To ona uratowała mnie przed szkołą, którą uważałem za instytucję złą i brutalną - wyznał muzyk w 1984 roku.
Jego miłość do Wilde'a stała się nieodłączną częścią jego wizerunku jako artysty. Podobnie jak wielokrotnie podkreślana admiracja dla dawnych ikon, jak legenda kina James Dean czy Elvis Presley.
W wieku 23 lat Morrissey wspólnie z gitarzystą Johnnym Marrem powołali do życia zespół The Smiths. Grupa, która dziś nosi miano kultowej, wydała łącznie cztery albumy studyjne, na stałe wpisując się do kanonu współczesnego rocka. Jednak po pięciu latach działalności, z powodu narastających konfliktów osobistych, artystycznych, a nawet biznesowych, formacja zakończyła działalność.
Mimo upływu dekad ten konflikt między dawnymi przyjaciółmi nigdy nie został wygaszony. W 2022 roku Morrissey napisał do Marra list otwarty. "Przestań wspominać moje nazwisko w swoich wywiadach" - żądał. "Nie znasz mnie. Nie wiesz nic o moim życiu, moich intencjach, moich myślach, moich uczuciach" - dodał, zwracając się do gitarzysty The Smiths.
Morrissey w Stodole. Zszedł ze sceny po sześciu piosenkach
Przez ponad cztery dekady obecności na scenie Morrissey stał się nie tylko muzyczną ikoną, ale zyskał także opinię jednego z najbardziej nieprzewidywalnych artystów muzyki rockowej. Dobrym tego przykładem był koncert w warszawskim klubie Stodoła 19 listopada 2014 roku, kiedy to muzyk zszedł ze sceny po wykonaniu zaledwie sześciu utworów. Powód? Według organizatora oraz świadków zdarzenia, jeden z uczestników koncertu (zgodnie z relacjami był to obywatel Wielkiej Brytanii) krzyknął do artysty słowa określone później jako "obraźliwe i szowinistyczne". Morrissey miał na nie odpowiedzieć: "It wasn't very nice. I'm not going to say anything now" ("To nie było zbyt miłe. Nic już teraz nie powiem" - red.), a następnie opuścić scenę. Mimo oklasków i skandowania zgromadzonych w klubie Stodoła fanów, muzyk nie wznowił występu.
W 2025 roku Morrissey wspominał tamto wydarzenie na łamach magazynu "Teraz Rock". "Moja pamięć zazwyczaj jest doskonała, ale szczerze mówiąc, nie pamiętam już, co dokładnie ten ktoś wtedy krzyknął. To był jakiś obrzydliwy komentarz" - przyznał. I wyjaśnił: "Czasem zdarzają się po prostu takie chwile, że cały wieczór trafia szlag, bo znika poczucie komfortu".
"Make-Up Is A Lie Tour" Morrisseya zawita do Warszawy
Na szczęście po ponad 10 latach Morrissey powrócił do Polski. W lipcu ubiegłego roku zagrał w Krakowie, a ponadgodzinny koncert odbył się bez zakłóceń. Brytyjczyk okazał się też fanem naszej kuchni. "Polska to jeden z moich ulubionych krajów. Priorytetem jest dla mnie zawsze jedzenie, dlatego namiętnie odwiedzam restauracje. Pamiętam, jak któregoś razu w Polsce padał gęsty śnieg, wszystko dookoła zamierało, a ja siedziałem w fantastycznej knajpie i jadłem wybitne bezmięsne dania" – wspominał w 2025 roku.
Obecna trasa koncertowa promuje zarówno nową płytę "Make-Up Is A Lie", jak również mini-album "Notre-Dame", który ukazał się w czerwcu tego roku. Obejmuje 15 koncertów podzielonych na dwa etapy. Letnia część składa się z 12 zaplanowanych występów, między innymi w Polsce, na Węgrzech czy w Hiszpanii. Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, warszawska publiczność będzie miała okazję usłyszeć dynamiczny przekrój twórczości Morrisseya, obejmujący zarówno solowe klasyki, materiał premierowy, jak kultowe utwory The Smiths.
Letnia Scena Progresji otworzy się dla fanów w czwartek, 9 lipca o godzinie 18:30, a występ gwiazdy wieczoru ma zacząć się o godzinie 19:40.
Redagował AM