Z redakcją Kontakt24 skontaktowała się pani Aneta, która w poniedziałek była świadkiem niebezpiecznej sytuacji w Starej Białowieży (Podlaskie). Internautka przesłała nam nagranie, na którym widać, jak żubr przewrócił mężczyznę, który podszedł bardzo blisko zwierzęcia.
- Jesteśmy z mężem na wakacjach na Podlasiu. Wczoraj podczas złotej godziny jechaliśmy samochodem przez Starą Białowieżę. W pewnym momencie zauważyliśmy mężczyznę, który niebezpiecznie zbliżył się do stojącego niedaleko żubra. Byliśmy w szoku, że podszedł tak blisko - opowiada pani Aneta.
Jak w rozmowie z redakcją tvn24.pl powiedział jej mąż, mężczyzna zbliżył się do zwierzęcia na odległość około czterech, pięciu metrów. - To stanowczo za blisko - zwrócił uwagę pan Grzegorz.
- Gdy wysiedliśmy, żubr ruszył na tego pana. Mój mąż jest fotografem przyrody i wie, jak należy się zachowywać w takich sytuacjach. Krzyknął mężczyźnie, aby się nie ruszał. Wsiadł do samochodu i powoli podjeżdżał, aby odgrodzić zwierzę od człowieka - relacjonowała kobieta.
Jak dodała, jej mąż celowo pozostawił niedomknięte drzwi samochodu, by mężczyzna mógł do niego wsiąść. - Był jednak chyba w zbyt dużym szoku i zaczął wycofywać się pieszo, dlatego mąż jechał za nim na wstecznym. Mężczyzna miał głęboką, otwartą ranę na łydce i był poturbowany. Na pewno musiał jechać do szpitala - relacjonowała.
W rozmowie z redakcją Kontaktu24 kobieta podkreśliła, że przesłała nagranie jako "materiał ostrzegawczy" dla turystów, pokazujący, jak nie należy zachowywać się w pobliżu dzikich zwierząt. - Żubr to przecież dzikie zwierzę. Młode osobniki zazwyczaj uciekają, ale dorosły żubr zna swoją siłę i nie musi tego robić. Jeśli człowiek podchodzi zbyt blisko, zwierzę może poczuć się zagrożone i zaatakować - zaznaczyła.
- Nie ma co winić żubra. Mężczyzna miał i tak dużo szczęścia, ponieważ żubr i tak miał spokojne usposobienie, są osobniki o wiele agresywniejsze - dodał pan Grzegorz.
"Podziwiajmy żubry, ale z bezpiecznej odległości"
Do zdarzenia w mediach społecznościowych odniósł się profesor dr hab. Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży.
Profesor Kowalczyk podkreśla, że to kolejny przykład skrajnej nieodpowiedzialności człowieka. Jak mówi, często obserwuje ludzi podchodzących zbyt blisko do żubrów, którzy ignorują ostrzeżenia. "Potem słyszymy o "agresywnych żubrach" - zauważa. I dodaje: "Dobrze, że to zdarzenie zostało udokumentowane, bo widać na nim po pierwsze ludzką głupotę, po drugie cierpliwość i spokój żubra. I te cechy tych dużych zwierząt powodują, że przypadków zrogowania jest niewiele w stosunku do nieodpowiedzialnych ludzkich zachowań. I nikt w takich sytuacjach nie zginął".
Jak podkreśla prof. Kowalczyk, dla żubra zbliżający się człowiek jest zagrożeniem, a jego obroną jest atak, który najczęściej kończy się "postraszeniem" człowieka, a nie "zrogowaniem".
"Niestety za ludzką bezmyślność często płaci zwierzę. Obecnie trwa ruja u żubrów, samce mogą być pobudzone, co powinno wzmóc ostrożność turystów. Podziwiajmy żubry, ale z bezpiecznej odległości (powyżej 50 metrów) w odpowiedzialny sposób. Bo to dzikie i potężne zwierzęta" - podkreślił.
W Puszczy Białowieskiej jest największa w kraju populacja żubrów. Podczas zimowej inwentaryzacji przeprowadzonej przez Białowieski Park Narodowy (stan populacji na koniec 2025 roku) w polskiej części puszczy i na terenach do niej przyległych doliczono się 1176 żubrów żyjących na wolności.