W marcu zeszłego roku Jagiellonia podejmowała w Białymstoku Cercle Brugge w meczu jednej ósmej finału poprzedniej edycji piłkarskiej Ligi Konferencji. Spotkanie zakończyło się około godziny 23. Po nim policja dostała informację, że w centrum miasta został pobity jeden z kibiców belgijskiej drużyny.
Ze zgłoszenia wynikało, że do wracającej ze stadionu grupy fanów Cercle podjechało BMW, z którego wysiadły zamaskowane osoby.
Bili go i kopali
Jeden z kibiców z Belgii został przewrócony. Napastnicy bili go i kopali, po czym wsiedli do samochodu i odjechali. Na wezwany patrol czekała na miejscu osoba zgłaszająca tę napaść i zakrwawiony mężczyzna. Wezwano pogotowie, które zabrało go do szpitala.
Policja poszukiwała auta, znając jego markę i początkowe numery z tablicy rejestracyjnej zapamiętane przez świadków. Funkcjonariusze trafili na nie w innej części miasta i tam zatrzymali do kontroli.
Jeden był żołnierzem
BMW jechało dwóch mężczyzn i dwie kobiety - 23-letni mieszkaniec Hajnówki, 22-letni Białostoczanin oraz dwie Białostoczanki w wieku 20 i 21 lat. W aucie policjanci znaleźli kominiarki i tzw. kominy, które również mogą służyć do zasłonięcia twarzy. Początkowo zatrzymana została cała czwórka, ostatecznie zarzuty postawiono mężczyznom.
Ponieważ jeden z nich był wówczas zawodowym żołnierzem (stracił już pracę), śledztwo nadzorował dział ds. wojskowych prokuratury. Obu mężczyznom zarzucono usiłowanie dokonania rozboju. Chodziło o klubowy szalik belgijskiego kibica, którego napastnikom nie udało się zabrać, bo zareagowali świadkowie tej napaści.
Doszło do ugody
Uderzony mężczyzna upadł na chodnik, miał m.in. złamany nos i rozbity łuk brwiowy.
W śledztwie obaj podejrzani nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień. Przed sądem jeden z nich (drugi przebywał za granicą) przyznał się i przeprosił. Zanim ruszył proces, obrońca obu złożył wniosek o skierowanie sprawy do postępowania mediacyjnego, w którego trakcie strony mogłyby m.in. uzgodnić kwestię zadośćuczynienia.
Mediacje zakończyły się ugodą. Oskarżeni zobowiązali się zapłacić pokrzywdzonemu po dwa tysiące euro w formie zadośćuczynienia i odszkodowania.
Prokurator chciał po dwa lata więzienia
We wtorek sąd zamknął przewód sądowy, a strony wygłosiły mowy końcowe. Prokuratura wnioskowała o kary po dwa lata więzienia. Obrona chciała po roku więzienia w zawieszeniu.
Sąd Rejonowy w Białymstoku, nieco zmieniając kwalifikację prawną, w opisie czynu przyjął, że doszło do przestępstwa usiłowania rozboju wobec nie jednego, ale dwóch belgijskich kibiców, z tym że w drugim przypadku chłopak (nastoletni syn głównego poszkodowanego) bronił się i nie został tak dotkliwie pobity.
Pierwszego z oskarżonych sąd skazał na dwa lata, drugiego - uznając, że był to przypadek mniejszej wagi - na rok więzienia.
Groziło im do 15 lat więzienia
- Oskarżeni z błahego powodu, z powodu zdobycia szalika drużyny przeciwnej, dopuścili się przestępstwa zagrożonego karą do 15 lat pozbawienia wolności. To jest bardzo surowe przestępstwo - mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Katarzyna Skindzier-Ostapa.
Sędzia Skindzier-Ostapa mówiła o prewencyjnym znaczeniu wyroku, podkreślała, że doszło do rażącego naruszenia porządku prawnego.
– Wnioski mają być wyciągnięte nie tylko przez samych oskarżonych, ale mają osiągnąć cel również w stosunku do innych. Ma być to taka kara, która ma odstraszać od takiego postępowania – dodała.
Sąd zróżnicował kary, bo - jak mówiła sędzia - pierwszy z oskarżonych działał brutalnie, kopał leżącego. Drugi z nich szarpał się z nastolatkiem, nie używał aż tak dużej przemocy, usiłował go uderzyć, ale mu się nie udało - stąd kara łagodniejsza. Sędzia mówiła też, że co prawda oskarżeni wyrazili skruchę i przeprosili w postępowaniu mediacyjnym, ale - jak podkreśliła - "nic nie zmienia tego, że dla szalika dopuścili się przestępstwa rozboju".
- Sami będąc kibicami, w stosunku do innych kibiców zachowali się w rażący, niewłaściwy i karygodny sposób - dodała.
Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: KMP Białystok