O problemach z kwalifikacją do programów lekowych słyszę najpierw jako pacjentka, nie dziennikarka. W lutym mówią mi o tym alergolodzy z Kujawsko-Pomorskiego, którzy zajmują się między innymi pacjentami z atopowym zapaleniem skóry i astmą. W tym samym czasie do naszej redakcji - na Kontakt24 - przychodzą sygnały od pacjentów ze stwardnieniem rozsianym o problemach z włączaniem do programu lekowego w Skarżysku-Kamiennej. W czerwcu ordynator jednego z warszawskich oddziałów neurologii przyznał, że pod względem programu lekowego dla osób z migreną jego ośrodek już dawno jest pod kreską.
W kolejnych miesiącach o ograniczonej dostępności do programów lekowych robi się głośno. W lipcu media donoszą o kobiecie z rakiem piersi, która w łódzkim szpitalu miała czekać aż do 2027 roku na włączenie do programu lekowego.
Tymczasem skontaktowała się z nami kolejna pacjentka - z łuszczycą - która od marca bieżącego roku czeka na leczenie biologiczne. Inna pacjentka z tą samą chorobą i łuszczycowym zapaleniem stawów mówi nam, że zgodnie z tym, co przekazała jej lekarka, po kwalifikacji będzie musiała przez kilka miesięcy płacić za lek z własnej kieszeni.