- Koszty lipcowych podwyżek dla medyków sięgną ponad 70 mld zł, na co szpitali nie stać.
- Rozmowy o zmianach w ustawie podwyżkowej utknęły w martwym punkcie. Eksperci mówią o tym, że nawet jeśli projekt powstanie, to nowe przepisy mogą nie wejść w życie przed lipcem.
- NFZ nie rozliczył jeszcze ubiegłorocznych świadczeń za ubiegły rok. Ekonomiści alarmują o bezprecedensowej skali nierównowagi finansowej i potrzebie systemowej reformy.
- Więcej informacji o systemie ochrony zdrowia znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl
Wiceministra zdrowia Katarzyna Kęcka na briefingu prasowym po posiedzeniu Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia poinformowała, że strona związkowa złożyła wniosek o przerwę. Zespół nie zdążył omówić propozycji resortu zdrowia, aby podwyżki płac minimalnych wchodziły w życie nie w lipcu, ale w styczniu, począwszy od 2027 r. oraz powiązania wzrostu płac ze wskaźnikiem o mniejszej dynamice niż obecny.
"Nie wyrobimy się przed lipcem"
Katarzyna Kęcka przekazała, że punkt dotyczący podwyżek został przez stronę związkową "skutecznie przeniesiony" na 16 marca, kiedy to zaplanowano kontynuację posiedzenia zespołu. Kęcka zaznaczyła, że MZ uda się wprowadzić proponowane zmiany "nawet w trybie szybszym", aby weszły w życie przed 1 lipca.
Przewodnicząca Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) Grażyna Cebula-Kubat podkreśliła wczoraj, że strona związkowa nie przedłuża rozmów na temat zmian mechanizmu waloryzacji płac minimalnych. Podkreśliła, że związkowcy muszą mieć czas, aby zapoznać się z dokumentami przestawionymi przez resort zdrowia.
Na początku lutego informowaliśmy w tvn24.pl o tym, że jeśli nic się nie zmieni w tzw. ustawie podwyżkowej, to minimalne płace medyków wzrosną w lipcu o 8,82 procent. Spodziewany przez ekonomistów skumulowany skutek finansowy podwyżek w tym roku to około 71 miliardów złotych, czyli o 13 miliardów więcej niż w roku ubiegłym.
- Posiedzenie nie przyniosło rozstrzygnięcia. Mało tego, nie doszliśmy nawet do punktu dotyczącego ustawy podwyżkowej. Ogłoszono przerwę do połowy marca. W mojej opinii nie możemy czekać tak długo do opublikowania projektu nowelizacji, bo nie wyrobimy się przed lipcem. To nie jest oczywiście coś, co sprawi, że wszystkie problemy wygasną, ale to jedna z wielu decyzji, które po prostu trzeba podjąć - komentuje w rozmowie z nami Wojciech Wiśniewski, prezes Federacji Przedsiębiorców Polskich, reprezentującej w zespole trójstronnym stronę pracodawców.
Z kolei Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP) podkreśla, że szpitale nie mają pieniędzy na coroczne podwyżki płac minimalnych, gdyż ich finansowanie w wycenie świadczeń jest niewystarczające. O tym, że obecnej dynamiki wzrostu płac nie da się dłużej utrzymać mówi w rozmowie z tvn24.pl również prof. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali.
- Jako pracodawcy nie jesteśmy w stanie utrzymać takiej dynamiki wzrostu. To jest ponad 8 procent. Dokonaliśmy inwestycji w kadrę i przynosi to owoce, bo ta kadra nie wyjeżdża za pracą tylko zostaje pracuje u nas. Komfort pracy i motywacja się poprawiły, ale ta dynamika jest już naprawdę nie do utrzymania - komentuje Fedorowski.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że problem z przeprowadzeniem lipcowych podwyżek był już w ubiegłym roku. Na waloryzacje wynagrodzeń szpitalom zabrakło wówczas 18 miliardów złotych i pieniądze te trzeba było przesuwać.
Do rozliczenia jeszcze 8 miliardów za ubiegły rok
Dużo miejsca podczas środowego posiedzenia poświęcone zostało kwestii nierozliczonych przez NFZ świadczeń za 2025 r., które według Funduszu wynoszą ponad 8 mld zł.
Prezes Polskiej Federacji Szpitali Jarosław Fedorowski poinformował, że według NFZ wartość niezapłaconych w 2025 r. świadczeń nielimitowanych to 2,1 mld zł, programów lekowych - 1,2 mld zł, a pozostałych - 4,9 mld zł.
O tym, że są problemy z rozliczaniem programów lekowych pisaliśmy w tvn24.pl już w ubiegłym tygodniu, po tym jak Federacja Przedsiębiorców Polskich przedstawiła opracowanie na ten temat. Z opublikowanych przez FPP danych wynikało, że NFZ rozliczył 14 z 16 miliardów złotych, a kwota nierozliczonych świadczeń jest rekordowa. Zaległości mają w niektórych przypadkach sięgać nawet drugiego kwartału 2024 roku.
- Może to prowadzić do tego, że te placówki, które są w gorszej sytuacji finansowej, a takich w Polsce przecież nie brakuje, będą się zastanawiać, czy dalej prowadzić tę działalność - komentował dla tvn24.pl Wojciech Wiśniewski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Po tym, jak skontaktowaliśmy się z lekarzami realizującymi programy lekowe okazało się, że problem rzeczywiście jest odczuwalny przez szpitale, a przekłada się to również na sytuację pacjentów.
- Świadczeniodawcy nadal czekają na zwrot pieniędzy, które wydali na te leki, nie mówiąc już o tak zwanej obsłudze programów lekowych, czyli o pracy personelu i o badaniach diagnostycznych. Aktualnie rozliczany jest dopiero trzeci kwartał 2025 roku, a przecież jesteśmy już na półmetku pierwszego kwartału nowego roku - komentowała prof. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.
- Problemy finansowe najbardziej odczuwają osoby włączane dopiero do terapii. Jeśli pieniędzy brakuje, to uznajemy, że pierwszeństwo mają osoby, które już są w terapii - mówił dr Piotr Sobolewski, starszy asystent w Klinice Dermatologii PIM MSWiA w Warszawie.
Dyrektor biura komunikacji i promocji NFZ Paweł Florek podkreślał natomiast, że ostateczne rozliczenie poprzedniego roku, zgodnie z prawem, ma miejsce w II połowie lutego kolejnego roku. Zaznaczył, że dlatego właśnie teraz oddziały wojewódzkie NFZ podsumowują pod kątem finansowym 2025 r. - Trwa bilansowanie umów i rozliczenie świadczeń jeszcze z budżetu na 2025 r. Dotyczy to także nadwykonań, w tym tych w programach lekowych - dodał. Florek zaznaczał, że Fundusz na bieżąco płaci za leki w programach lekowych do wysokości podpisanych umów, a ostateczna skala nadwykonań, które nie zostały rozliczone z budżetu na 2025 r., będzie znana po zamknięciu rachunków za ubiegły rok, czyli w II połowie lutego 2026 r. - Dotyczy to również nadwykonań w programach lekowych - dodaje.
Luka rośnie, a jedna czwarta dotacji już wydana
Według źródła PAP w komisji trójstronnej, NFZ miał poinformować, że rozwiązał rezerwę migracyjną w wysokości 1,1 mld zł i skierował ją na sfinansowanie zobowiązań z ubiegłych lat. Do Funduszu miało już w 2026 r. trafić dodatkowo 6 mld zł dotacji z budżetu, a pozostała część do NFZ trafi w formie rat w wysokości 2 mld zł miesięcznie. A co na to ekonomiści?
- Dowiedzieliśmy się, że faktyczna luka finansowa systemu ochrony zdrowia na ten rok wynosi nie 23, a ponad 30 miliardów złotych, ponieważ 8,2 mld zł to są koszty zobowiązań za 2025 rok, które prawdopodobnie będą pokrywane z tegorocznego planu finansowego. To więcej, niż rocznie wydajemy na całą refundację, to kwota pięcioletnich wydatków na ratownictwo medyczne. To potężne pieniądze, a jednocześnie ministerstwo finansów nie przedstawiło planu, jak zamierza tej sytuacji przeciwdziałać - alarmuje w rozmowie z nami Wojciech Wiśniewski z FPP.
- Pierwszą decyzją jest przyspieszenie przekazywania dotacji budżetowych do NFZ, do którego do wczoraj trafiło już 6 miliardów złotych, czyli jedna czwarta całej dotacji na ten rok została wykorzystana w 1,5 miesiąca. Minister finansów nie zatwierdził tegorocznego planu finansowego NFZ, mało tego, on nie zatwierdził ubiegłorocznego planu, a według mej najlepszej wiedzy ubiegły rok się już skończył. Mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją, a jednoczenie nie ma wdrażania jakiegoś radykalnego programu oszczędności. Ta sytuacja to absolutny pat - podkreśla Wiśniewski.
"Musimy zacząć mówić o duszeniu inflacji w medycynie"
O skali niedofinansowania ochrony zdrowia pisaliśmy już wielokrotnie, a zdaniem ekonomistów najlepiej obrazuje ją to, jak z roku na rok rośnie kwota pieniędzy, jaką trzeba do kasy płatnika publicznego dosypywać ze źródeł innych niż składka zdrowotna.
- Przez bardzo długi czas wystarczała dotacja, która wynosiła między dwoma a pięcioma miliardami złotych rocznie. Ta sytuacja zmieniła się od roku 2024, kiedy wyczerpała się możliwość korzystania ze środków Funduszu Zapasowego NFZ. Jeszcze w roku 2024 roku było to kilkanaście miliardów. W tym roku [2025 - red.] to jest jakieś 34-35 miliardów, ale w kolejnym [2026 - red.] to będzie już 55 miliardów. Jesteśmy na trajektorii prowadzącej nas do osiągnięcia skali nierównowagi finansowej na poziomie 90 miliardów złotych w 2028 roku - prognozował Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich w listopadzie, podczas posiedzenia jednej z sejmowych komisji.
- Fundusz dysponuje środkami, które pochodzą przede wszystkim ze składki zdrowotnej, a coraz częściej musi posiłkować się środkami z budżetu państwa. Cały czas płacimy jednak terminowo za wszystkie świadczenia objęte wartością umowy - podkreślił cytowany w notatce prasowej opublikowanej po środowym posiedzeniu przez MZ Filip Nowak, prezes NFZ.
Wiceprezes NFZ Jakub Szulc przypominał wczoraj natomiast, że na przestrzeni ostatnich 15 lat finansowanie publicznego systemu ochrony zdrowia wzrosło z około 4,3 proc. produktu krajowego brutto do ponad 6 proc. PKB. Przedstawiciel Ministerstwa Finansów podkreślił, że ambitny wzrost nakładów na służbę zdrowia jest realizowany, jednak problemem z którym się mierzymy, jest jeszcze szybszy wzrost kosztów.
- Musimy zacząć mówić o duszeniu inflacji w medycynie. W publicznej ochronie zdrowia była ona w ostatnich latach prawie dwuipółkrotnie większa niż w gospodarce. Częścią tego są oczywiście wspomniane wynagrodzenia, ale nie tylko. To temat na reformę państwa, a nie doraźne dyskusje - komentuje Wojciech Wiśniewski z FPP.
Po szczytach medycznych, które odbyły się pod koniec ubiegłego roku wiemy już, że rząd nie planuje zwiększać składek zdrowotnych, które, mimo rosnącej luki finansowej, wciąż są głównym źródłem napływu pieniędzy do kasy płatnika publicznego. Na negocjacyjnym stole pojawiła się natomiast propozycja przeglądu katalogu grup zwolnionych z opłacania składek.
- To ponad 10-milionowa populacja. Propozycja, która padła ze strony Solidarności była taka, że jeśli państwo zdecydowało się te grupy zwolnić ze składek, to państwo powinno wpłacić ich równowartość do kasy NFZ. Teraz jest tak, że ten ciężar jest przerzucony na osoby płacące składki - pracowników etatowych i przedsiębiorców. To ciekawy postulat, mający oczywiście budżetowe reperkusje, ale i bardzo racjonalne wytłumaczenie - komentuje Jarosław Fedorowski.
- Wiemy, że mamy w KRUS mnóstwo pasażerów na gapę, tzw. warszawskich rolników, którzy są ubezpieczeni w KRUS, choć nie prowadzą działalności rolniczej. Dobrze byłoby tych pasażerów na gapę odsiać, ale nie jest to też taka skala interwencji, by "solo" doprowadziła do radykalnej poprawy - uważa natomiast Wojciech Wiśniewski.
Skontaktuj się z autorem: piotr1.wojcik@wbd.com
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: Ministerstwo Zdrowia