Coale opisał, że jego misja "zaczęła się trochę dziwnie". - Zapytali mnie, czy mogę jechać na Białoruś. Najpierw zapytałem: a gdzie to jest? Kiedy? A oni na to: jutro. I pojechałem - opowiadał wysłannik prezydenta Donalda Trumpa John Coale podczas konferencji konserwatystów CPAC w Teksasie. Mniej więcej rok temu dostał telefon z Departamentu Stanu.
Wspominał też spotkanie z przywódcą Białorusi Alaksandrem Łukaszenką. - Jest prezydentem od 30 lat, co może wam wiele powiedzieć. Jest dobrym przyjacielem z Putinem i Xi z Chin. Mają taki klub starych dyktatorów - dodał.
- Departament Stanu mi powiedział, że Łukaszenka lubi się pośmiać, ma poczucie humoru. Więc wykonałem swój stand-up i rozmawialiśmy o uwolnieniu jednego Amerykanina. To zajęło sześć-siedem godzin. Lubi wznosić toasty wódką, jak pokazują to na filmach. I wyciągnąłem tego Amerykanina - powiedział Coale.
Dodał, że nauczył się od Trumpa, że "każdy, z kim musisz mieć do czynienia, jest ważny". - Więc mam dobre relacje z tym dyktatorem i postanowiłem, że spróbuję uwolnić więcej osób - dodał.
"Myśleli, że zostaną rozstrzelani"
Coale opowiedział o tym, w jakich okolicznościach miesiąc później doszło do uwolnienia grupy 14 więźniów politycznych.
- Podjechała furgonetka, a w niej znajdowało się 14 osób. Otwieram drzwi, a w niej wszyscy są pochyleni i trzymają dłonie za głowami. Później dowiedziałem się, że oni myśleli, że zostaną rozstrzelani - mówił.
Coale powiedział, że gdy zwrócił się do siedzących w furgonetce, że są wolni, żaden z nich nie zareagował. - Uznałem, że muszę im coś powiedzieć, więc powiedziałem: "prezydent Donald Trump ze Stanów Zjednoczonych Ameryki przysłał mnie, żebym was uwolnił". Wszyscy to zrozumieli - dodał.
Coale: zostało nam jeszcze około 800 osób do uwolnienia
Jak podsumował Coale, łącznie dzięki zaangażowaniu USA z więzień białoruskich wypuszczono od tamtej pory ponad 500 osób, w tym 250 w czwartek 19 marca. USA zniosły część sankcji wobec Mińska.
Coale powiedział, że normalizacja stosunków między USA i Białorusią oraz kwestia uwolnienia ludzi zza krat "idą dobrze". Jak relacjonował, powiedział Łukaszence, że jeśli byłby on w szkole w USA, siedziałby wśród "przegranych", a nie "wygranych".
- Jesteś przy stoliku przegranych. Razem z Kubą, Wenezuelą, Iranem, Chinami. Chcesz przesiąść się do stolika wygranych? Powiedział, że tak. Mniej więcej tydzień temu zadzwoniłem do niego i powiedziałem mu, że został jedynym przegranym. Pozbywamy się innych przegranych. Więc w ubiegłym tygodniu zawarliśmy kolejne porozumienie i 250 osób wyszło na wolność - dodał.
Wysłannik Trumpa wyjaśnił, że jego administracja stara się pokazać, "że istnieje druga strona". - Nie jesteśmy ciągle w stanie wojny, jak świat myśli. Mamy stronę, która jest współczująca i troskliwa, bez względu na to, o kogo chodzi - podkreślił. - Zostało nam jeszcze około 800 osób do uwolnienia. Zrobimy to - zapewnił Coale.
Wśród osadzonych znajduje się Andrzej Poczobut, działacz nieuznawanego przez białoruskie władze i zdelegalizowanego w 2005 roku Związku Polaków na Białorusi. Pasjonat historii, który wiele czasu poświęcał między innymi na badanie losów Polaków na terenach Białorusi, jest przetrzymywany przez reżim Łukaszenki od pięciu lat.
Ze swej strony Łukaszenka dawał do zrozumienia, że traktuje Poczobuta jak polityczną kartę przetargową, np. mówiąc publicznie, że mógłby on zostać wymieniony na działaczy białoruskiej opozycji, którzy uciekli z kraju przed jego zemstą.