Węgrzy zagłosowali - prowadzi partia TISZA, która jest na najlepszej drodze, by po 16 latach odebrać władzę Viktorowi Orbanowi. Jej lider Peter Magyar pod koniec stycznia zapowiedział, że misję kształtowania polityki zagranicznej powierzy Anicie Orban (nie jest spokrewniona z obecnym premierem).
Podobnie jak Magyar, ona również w przeszłości była związana z Fideszem. Startowała z list tej partii w wyborach do parlamentu w 2010 roku, kiedy Viktorowi Orbanowi udało się ponownie przejąć rządy. Wycofała jednak swoją kandydaturę, uzasadniając to problemami zdrowotnymi.
Wkrótce potem znalazła zatrudnienie w węgierskim resorcie spraw zagranicznych. W latach 2010-2015 pełniła funkcję wysłanniczki ds. bezpieczeństwa energetycznego i reprezentowała Węgry między innymi w Kongresie Stanów Zjednoczonych.
Po wyborach w 2014 roku MSZ przejął Peter Szijjarto, a rząd Fideszu zaczął ściślej współpracować z Moskwą. Na polu energetycznym objawiało się to poprzez zawarcie umowy z Władimirem Putinem o rozbudowie węgierskiej elektrowni jądrowej w Paks.
- Do 2015 roku w obozie rządowym było miejsce dla ludzi, którzy myśleli o rozwoju współpracy energetycznej raczej ze Stanami Zjednoczonymi niż Rosją. Myślę, że wtedy podjęła decyzję, że z takim Fideszem nie chce mieć dalej nic wspólnego - komentuje Wojciech Przybylski, redaktor naczelny Visegrad Insight w Fundacji Res Publica. Nasz rozmówca zwraca uwagę, że w węgierskiej polityce "kobiet praktycznie nie ma", co sprawia, że Anita Orban jest "symbolem, powiewem zmiany".