Epidemia eboli. WHO podnosi poziom ryzyka do "bardzo wysokiego"

wirus ebola shutterstock_1771923899
Dr Paweł Grzesiowski o epidemii eboli
Źródło zdj. gł.: Monika Wisniewska/Shutterstock

WHO podniosła ocenę ryzyka związanego z ogniskiem eboli bundibugyo w Demokratycznej Republice Konga do "bardzo wysokiego". O szybkim wzroście liczby zachorowań mówił też w piątek główny inspektor sanitarny dr Paweł Grzesiowski.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podniosła poziom ryzyka związanego z ogniskiem eboli bundibugyo w Demokratycznej Republice Konga do "bardzo wysokiego" na poziomie krajowym. - Obecnie aktualizujemy naszą ocenę ryzyka: do bardzo wysokiego na poziomie krajowym, wysokiego na poziomie regionalnym i niskiego na poziomie globalnym - powiedział dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus.

Chodzi o ognisko choroby wywołanej przez szczep bundibugyo wirusa ebola, przeciwko któremu nie ma zatwierdzonej szczepionki ani leczenia. W niedzielę WHO uznała sytuację za zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym (PHEIC).

GIS: liczba przypadków rośnie bardzo szybko

O sytuacji w związku z epidemią w piątek mówił także główny inspektor sanitarny dr Paweł Grzesiowski podczas briefingu prasowego w Warszawie. - W mojej ocenie sytuacja jest bardzo poważna, ponieważ już na samym początku wykryto wyjątkowo dużą liczbę zachorowań - powiedział.

Jak wskazał, w przypadku wcześniejszych ognisk eboli początkowo identyfikowano zwykle znacznie mniejszą liczbę przypadków: kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt. Tym razem pierwszy sygnał pojawił się dopiero wtedy, gdy liczba zakażeń przekroczyła 200. - Co więcej, liczba przypadków bardzo szybko rośnie. W ciągu tygodnia odnotowaliśmy trzykrotny wzrost zachorowań. Obecnie zgłoszonych jest 600 przypadków - powiedział Grzesiowski.

Według szefa GIS może to oznaczać, że ognisko nadal znajduje się na wczesnym etapie rozwoju. Osoby, u których obecnie wykrywane jest zakażenie, mogły zakazić się tydzień, dwa, a nawet trzy tygodnie wcześniej. - Oznacza to, że kolejna fala zachorowań może być jeszcze większa - dodał Grzesiowski.

W związku z ogniskiem eboli w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało ostrzeżenie dla podróżnych. Resort odradza loty do regionu na pograniczu DRK, Ugandy i Sudanu Południowego.

Szczep bez zatwierdzonej szczepionki

W czwartek na antenie TVN24 szef GIS wyjaśniał, że wirus bundibugyo może powodować bardzo ciężki przebieg gorączki krwotocznej. - W niektórych ogniskach opisywano śmiertelność sięgającą 50 procent, czyli połowa pacjentów umierała z tego powodu. Nie ma żadnych wątpliwości, że jest to zagrożenie wysokiego stopnia dla zdrowia publicznego - powiedział.

Ebola nie rozprzestrzenia się tak jak grypa czy COVID-19. Wirus nie przenosi się drogą powietrzną. Do zakażenia może dojść przez bliski kontakt z krwią lub wydzielinami zakażonych dzikich zwierząt, między innymi nietoperzy i małp, a następnie przez kontakt między ludźmi. Okres wylęgania choroby wynosi od 2 do 21 dni. Początkowe objawy mogą przypominać grypę: pojawiają się gorączka, osłabienie, bóle mięśni i głowy. W ciężkich przypadkach dochodzi do zaburzeń krzepnięcia, krwawień i niewydolności narządów.

Dr Grzesiowski uspokaja: w Europie nie pojawiły się zachorowania. - Chciałbym tu być bardzo precyzyjny: nie mamy w Europie zachorowań, które pochodzą z Europy. Mamy pacjentów - i prawdopodobnie będzie ich w Europie więcej - którzy pochodzą z tego ogniska - mówił na antenie TVN24 szef GIS.

Dziś powtórzył te zapewnienia. - Polskie służby sanitarne monitorują sytuację epidemiologiczną w Polsce i na świecie. W tej chwili ryzyko dla naszego kraju pozostaje bardzo niskie - mówił podczas briefingu prasowego poświęconego m.in. ogniskom gorączki krwotocznej.

GIS podkreśla, że Państwowa Inspekcja Sanitarna wraz z WHO i Europejskim Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) na bieżąco śledzi sytuację epidemiologiczną i podejmuje odpowiednie działania.

Źródło: PAP, Reuters, tvn24.pl
Czytaj także: