- Moi rodzice żyli w Zamku Książ, tak samo jak mój dziadek, babcia, ciocia i kuzyni. Mój dziadek pracował w stajni albo przy powozach, ale nie znam dokładnie szczegółów. Moja rodzina była tam aż do przybycia Rosjan, wtedy musieli uciekać - opowiadała Roswitha Sigmond, z domu Kwiatek, która w maju tego roku odwiedziła Zamek Książ w Wałbrzychu. Jej ojciec Joseph Kwiatek pracował w stajniach, był też opiekunem psów księżnej Klotyldy.
Kilka lat temu Zamek Książ ogłosił, że szuka przodków dawnych pracowników rezydencji Hochbergów. A szukać jest kogo, bo z szacunków wynika, że na początku XX wieku dla pięcioosobowej rodziny pracowało ponad pół tysiąca osób zatrudnionych jako służba domowa i dworska.
- Zgłosiło się do nas 12 osób. To potomkowie dawnej służby, którzy dziś mieszkają w różnych miejscach, głównie w Niemczech, Anglii, na Górnym Śląsku, ale i w Stanach Zjednoczonych, czy Meksyku - powiedział nam Mateusz Mykytyszyn, rzecznik prasowy Zamku Książ.
Pokojówki i kamerdynerzy na zdjęciach szefa kuchni
W procesie poszukiwań i identyfikacji pomocne są fotografie, które w 2016 roku trafiły do Książa z Kanady. Na wielu z ponad tysiąca czarno-białych kadrów, autorstwa szefa książęcej kuchni Louisa Hardouina, widać tych, którzy pracowali na zamku. Są wśród nich między innymi zatrudnieni w kuchni, pokojówki, kamerdynerzy i ogrodnicy. Ale na pańskim dworze pracowali też rębacze lodu, opiekun porcelany, czyściciele sreber i czyściciele miedzi.
Byli nauczyciele, bibliotekarz, archiwista, szoferzy i służący odpowiedzialni choćby za czyszczenie kominków, froterowanie podłóg oraz wynoszenie śmieci. Byli stajenni, pracownicy pola golfowego, leśniczy i drwale. Hochbergowie mieli też własną straż ogniową i muszkieterów, czyli uzbrojoną straż zamkową, która dbała o porządek i bezpieczeństwo domowników, ale też regulowała zegary na wieży i zapalała oraz gasiła latarnie.
Wnukowie, prawnuczki i praprawnukowie
Jedną z pierwszych osób, która nawiązała kontakt z przedstawicielami zamku, była Dorothea Huhn z Hanoweru, która na zdjęciu rozpoznała swoją babcię - kucharkę Hochbergów. - Moja babcia nazywała się Anna Biller. Pochodziła z Peilau (dzisiejszej Piławy - red.). Swoje młode lata spędziła na służbie u księcia Jana Henryka XV i księżnej Daisy, a właściwie w ich nowej, stworzonej na świeżo wybudowanym piątym piętrze luksusowej kuchni. Pamiętam jej doskonałą kuchnię i po mamie odziedziczyłam babcine przepisy, między innymi na śląski makowiec - mówiła w 2022 roku. Jej dziadek także był zatrudniony u Hochbergów. Fritz Schöntier najpierw był drwalem, a po wypadku pracował w książańskiej stadninie.
Zgłosiła się też Alice Lawnik z Chemnitz, której prapradziadek był leśniczym, a babcia pracowała na polu golfowym należącym do książęcego rodu. Z przedstawicielami zamku skontaktował się też James Cagney, prawnuk jednego z pracowników stajni, który mieszka w Anglii. Odezwał się też wnuk Johannesa Szczotki, ostatniego zamkowego muszkietera, który po II wojnie światowej nie wyjechał do Niemiec, ale został w Książu. Udało się też nawiązać kontakt z prawnukiem szofera księcia Jana Henryka XV i prawnuczką służącej księżnej Daisy. W 2023 roku do Książa z Meksyku przyjechał Mauricio Hardouin, praprawnuk szefa kuchni i autora kolekcji zdjęć.
Potomkowie wciąż poszukiwani
Poszukiwania trwają. Co jeśli na jednej z fotografii zobaczymy swoich bliskich? Albo nie ma ich na zdjęciu, ale wiemy, że byli członkami dworskiej służby? Po polsku, angielsku, niemiecku lub francusku można napisać na adres mykytyszyn@ksiaz.walbrzych.pl Później trzeba przedstawić zdjęcia lub dokumenty, a zgłoszenie jest weryfikowane. - W ten sposób przywracamy ludziom tożsamość. Nie jest to anonimowy tłum, a konkretni ludzie z konkretnymi historiami. Dziś te wspomnienia są już odległe, więc to ostatni moment, by ocalić i zebrać ich historie - podkreślił Mykytyszyn.
"Moi rodzice zawsze mówili o Zamku Książ"
Nadsyłane informacje często kończą się odwiedzinami miejsca, gdzie dawniej pracowali przodkowie zgłaszających. Niektórzy przy okazji przekazują zamkowi rodzinne pamiątki związane z historią Książa i jego dawnych właścicieli, nawet tak drobne jak solniczka z książęcego stołu od wnuczki Anny Biller, którą kucharka dostała, gdy opuszczała pracodawcę.
- To powroty do korzeni, sentymentalne podróże, którym zawsze towarzyszą duże emocje. Książ to miejsce magiczne, gdzie potomkowie dawnej służby mogą skonfrontować legendy rodzinne z rzeczywistością - zaznaczył Mykytyszyn.
Właśnie tak postąpiła Roswitha Sigmond, której rodzina po wojnie wyjechała najpierw do Bawarii, a później do Stanów Zjednoczonych. - Zawsze chciałam tu przyjechać. Mam taki duży obraz olejny i zdjęcie z tych terenów, na które patrzę każdego dnia. Marzyłam, żeby jeszcze przed swoją śmiercią tu przyjechać. Mając 81 lat pomyślałam, że nie zostało mi dużo czasu, żeby zobaczyć miejsce, skąd są moje korzenie - powiedziała na nagraniu opublikowanym przez przedstawicieli Zamku Książ. I dodała: - Moi rodzice zawsze mówili o Zamku Książ i pewnego dnia pomyślałam, że wyszukam to miejsce w internecie i pokazało się w języku polskim. Tak zaczęła się moja podróż.
Podczas swojej wizyty odwiedziła między innymi mieszkania, w których żyła jej rodzina - dziadkowie, wujostwo z dziećmi i rodzice z nią i bratem. Poznała też Dorotę Stempowską, urodzoną w 1935 roku w Książu i ostatnią osobą w Wałbrzychu, która pamięta osobiście księżną Daisy. To u niej zobaczyła fotografię z małym chłopcem, swoim zmarłym już bratem. - To niewiarygodne. Te ziemie są wszystkim. O tym zawsze mówili mi rodzice, pokazując mi to na zdjęciach - mówiła wzruszona.
Autorka/Autor: Tamara Barriga
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Zamek Książ w Wałbrzychu