- Jacek Jerzmański zainspirowany publikacją, która pojawiła się z okazji 150-lecia ogrodu i czarno-białymi kadrami sprzed lat, postanowił przyjrzeć się ludziom widocznym na starych fotografiach. Nie podobało mu się na przykład to, że często publikowane są zdjęcia podpisane imieniem zwierzęcia z bezimiennym opiekunem.
- Jedną z takich osób był brodaty mężczyzna, którego widać na kilku zdjęciach w towarzystwie gorylicy Pussi. Ta, na przełomie XIX i XX wieku, była jedną z gwiazd i fenomenem ogrodu. To właśnie od tego mężczyzny zaczęły się poszukiwania.
- Na razie ma listę około 170 osób, które zna z imienia i nazwiska. Nie porzuca przywracania pamięci o ludziach, którzy zostali zapomniani. Chce szukać dalej.
Jacek Jerzmański pracuje jako ogrodnik we wrocławskim ogrodzie zoologicznym, a poza tym - jak sam mówi - "pała miłością do historii Wrocławia". A że opowieści o stolicy Dolnego Śląska jest wiele, to zaczął ograniczać pole swoich zainteresowań. Najpierw do obszaru Wielkiej Wyspy, gdzie mieszka i pracuje, a potem do historii ZOO Wrocław. Wiedział już niemal wszystko o zwierzętach, jakie mieszkały w ogrodzie, a także o roślinach, jakie go zdobiły. Zainspirowany publikacją, która pojawiła się z okazji 150-lecia ogrodu i czarno-białymi kadrami sprzed lat, postanowił przyjrzeć się ludziom widocznym na starych fotografiach. Nie podobało mu się na przykład to, że często publikowane są zdjęcia podpisane imieniem zwierzęcia z bezimiennym opiekunem.
- Czułem silną potrzebę dopowiedzenia pewnych historii, odkrycia czegoś więcej. Znaliśmy fakty z życia zwierzęcych mieszkańców zoo i ich imiona, ale nie wiedzieliśmy zbyt wiele na temat ludzi, którzy się nimi opiekowali - wyjaśnia Jerzmański. - Chciałbym, żeby ci ludzie nie byli zapomniani. To osoby, które niejednokrotnie poświęcały życie temu miejscu i zwierzętom.