Oddawali życie zwierzętom. Na tropie dawnych pracowników zoo

Wilhelm Skropke z mrówkojadem olbrzymim, lata 30. XX wieku
Opiekunowie zwierząt z zoo w Breslau
Źródło: archiwum ZOO Wrocław
Ogród zoologiczny w Breslau (dzisiejszym Wrocławiu) powstał w drugiej połowie XIX wieku. Działał - z sześcioletnią przerwą - aż do końca II wojny światowej. Przez to miejsce przewinęły się nie tylko tysiące zwierząt, ale też mnóstwo ludzi, którzy przez dekady się nimi zajmowali. - Znaliśmy fakty z życia zwierzęcych mieszkańców zoo i ich imiona, ale nie wiedzieliśmy zbyt wiele na temat ludzi, którzy się nimi opiekowali - mówi Jacek Jerzmański, pracownik współczesnego ZOO Wrocław, który śledzi losy przedwojennych pracowników ogrodu.
Artykuł dostępny w subskrypcji
Kluczowe fakty:
  • Jacek Jerzmański zainspirowany publikacją, która pojawiła się z okazji 150-lecia ogrodu i czarno-białymi kadrami sprzed lat, postanowił przyjrzeć się ludziom widocznym na starych fotografiach. Nie podobało mu się na przykład to, że często publikowane są zdjęcia podpisane imieniem zwierzęcia z bezimiennym opiekunem.
  • Jedną z takich osób był brodaty mężczyzna, którego widać na kilku zdjęciach w towarzystwie gorylicy Pussi. Ta, na przełomie XIX i XX wieku, była jedną z gwiazd i fenomenem ogrodu. To właśnie od tego mężczyzny zaczęły się poszukiwania.
  • Na razie ma listę około 170 osób, które zna z imienia i nazwiska. Nie porzuca przywracania pamięci o ludziach, którzy zostali zapomniani. Chce szukać dalej.

Jacek Jerzmański pracuje jako ogrodnik we wrocławskim ogrodzie zoologicznym, a poza tym - jak sam mówi - "pała miłością do historii Wrocławia". A że opowieści o stolicy Dolnego Śląska jest wiele, to zaczął ograniczać pole swoich zainteresowań. Najpierw do obszaru Wielkiej Wyspy, gdzie mieszka i pracuje, a potem do historii ZOO Wrocław. Wiedział już niemal wszystko o zwierzętach, jakie mieszkały w ogrodzie, a także o roślinach, jakie go zdobiły. Zainspirowany publikacją, która pojawiła się z okazji 150-lecia ogrodu i czarno-białymi kadrami sprzed lat, postanowił przyjrzeć się ludziom widocznym na starych fotografiach. Nie podobało mu się na przykład to, że często publikowane są zdjęcia podpisane imieniem zwierzęcia z bezimiennym opiekunem.

- Czułem silną potrzebę dopowiedzenia pewnych historii, odkrycia czegoś więcej. Znaliśmy fakty z życia zwierzęcych mieszkańców zoo i ich imiona, ale nie wiedzieliśmy zbyt wiele na temat ludzi, którzy się nimi opiekowali - wyjaśnia Jerzmański. - Chciałbym, żeby ci ludzie nie byli zapomniani. To osoby, które niejednokrotnie poświęcały życie temu miejscu i zwierzętom.

Czytaj także: