Tajlandia

Tajlandia

Tajlandzki parlament musiał przerwać środowe obrady, gdy demonstranci otoczyli budynek i na chwilę wdarli się do środka. Po uwięzionych deputowanych przyleciał śmigłowiec Blackhawk. Protestująca od kilku dni opozycja domaga się ustąpienia rządu i rozpisania nowych wyborów.

Tysiące antyrządowych demonstrantów ruszyło ulicami Bangkoku, domagając się rozpisania nowych wyborów. Protestujący wycofali się z wcześniejszej decyzji o odwołaniu marszu protestacyjnego w obawie przed możliwymi starciami z siłami bezpieczeństwa. Film z niedzielnego protestu otrzymaliśmy od naszego internauty na Platformę Kontakt TVN24.

Tajlandzka opozycja nie daje za wygraną. Ponad 30 tys. demonstrantów zgromadziło się w sobotę w głównej dzielnicy handlowej Bangkoku i oświadczyli, że rozejdą się dopiero wtedy, gdy premier Abhisit Vejjajiva rozpisze nowe wybory.

Uczestnicy trwających już piąty dzień masowych ulicznych protestów antyrządowych w stolicy Tajlandii Bangkoku zadeklarowali, że będą demonstrować do czasu, gdy władze zgodzą się na rozpisanie przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Policjanci stojący w kałużach krwi, czerwień na ścianach domu premiera. Krew spływa ulicami Bangkoku - tak wygląda kolejny dzień protestów opozycji w Tajlandii. Zwolennicy obalonego premiera Thaksina Shinawatry, używając niekonwencjonalnych metod, chcą zmusić obecny rząd do ustąpienia. Na razie bezskutecznie.

Krwią tajlandzka opozycja oblała bramę posesji, na której znajduje się siedziba rządu. Chciała w ten sposób zmusić polityków, by rozpisali nowe wybory.

Dziesiątki tysięcy zwolenników byłego premiera Thaksina Shinawatry ściągają od soboty do Bangkoku, aby domagać się rozpisania nowych wyborów. Protestujący zapowiadają, że jeśli ich żądania nie zostaną spełnione w ciągu doby, zorganizują w kraju masowe demonstracje.

Sąd Najwyższy Tajlandii zdecydował o konfiskacie 1,4 mld dolarów z zamrożonych aktywów byłego premiera Thaksina Shinawatry. Według sądu, Thaksin zataił majątek i nadużył władzy dla osobistego zysku.

Setki gospodarzy zebrały się na dożynkach w Tajlandii. Obfite plony były jednak tylko pretekstem do organizacji widowiskowej konkurencji - wyścigów rydwanów zaprzęgniętych w bawoły.

26 grudnia 2004 roku, tuż przed godziną drugą polskiego czasu, ziemia pod Oceanem Indyjskim zatrzęsła się. Kilkadziesiąt minut później, na Sri Lankę, Indonezję, Indie, Tajlandię i inne państwa świata Wschodu, naszła Wielka Woda. Ogromna fala zalała ląd, niszcząc wszystko co spotkała na swojej drodze

Policjanci z Tajlandii wymyślili sprytny sposób na wyłapanie ukrywających się przestępców. Funkcjonariusze wysłali na ich adresy listy gratulujące wygranej w loterii. Kiedy bandyci pojawili się po odbiór nagrody, zamiast pieniędzy czekały na nich kajdanki.

Zarząd lotniska Suvarnabhami w Bangkoku postanowił przenieść 12 gigantycznych posągów ze strefy przylotów do strefy odpraw. Oficjalnie stwierdzono, że lotnisko chce umożliwić pasażerom podziwianie ich piękna, ale gazeta Bangkok Post twierdzi, że przenosiny to wynik przesądów wśród pracowników lotniska.

Oszukiwali w sprawie stanu zdrowia króla, trafią więc za kratki. Policja w Tajlandii szykuje się do podjęcia działań wymierzonych w grupę osób podejrzanych o rozsiewanie plotek, które doprowadziły do załamania na tamtejszej giełdzie papierów wartościowych.

Co najmniej 28 osób zostało rannych w wyniku wybuchu bomby na targu w mieście Jala na południu Tajlandii. Za zamachem stoją najprawdopodobniej islamscy rebelianci.

Przez Tajlandię przeszły dwie odrębne, wielotysięczne demonstracje. Na ulicach Bangkoku - zwolennicy usuniętego przed trzema laty premiera Thaksina Shinawatry domagali się rozwiązania parlamentu i dymisji rządu. Z kolei na północnym-wschodzie kraju nacjonaliści protestowali przeciwko zajęciu buddyjskiej świątyni.

46-letnia Tajlandka Daranee Charnchoengsilpakul trzy razy obraziła króla Bhumibola. Za każdą obrazę usłyszała od sądu wyrok sześciu lat więzienia. Razem - 18 lat za kratami

Władze amerykańskie nie dostaną w swoje ręce słynnego handlarza bronią, Rosjanina Wiktora Buta. Sąd w Tajlandii odmówił bowiem ekstradycji "Handlarza Śmiercią". Waszyngton chciał go sądzić za dostawy broni dla kolumbijskich rebeliantów. Jeśli Amerykanie nie złożą apelacji, za trzy dni But może już być na wolności.

Pięknie wykonane rakiety z drewna - najpierw noszone na ulicznych paradach, następnie wystrzelone w niebo. Wszystko po to, aby uczcić boga deszczu, który w nadchodzących miesiącach ma zapewnić Tajlandii obfite opady.

Gdy przeciwnicy tajlandzkiego rządu wyszli na ulice, premier Abhisit Vejjajiva wprowadził stan wyjątkowy w Bangkoku. Zniósł go 12 dni po rozbiciu opozycji.