Ruszył proces Dariusza Mateckiego. Poseł PiS odpowiada za wyłudzenia z Funduszu Sprawiedliwości
Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości trwało od początku 2024 roku. Akt oskarżenia w tak zwanym wątku szczecińskim trafił do sądu w październiku zeszłego roku i objął osiem osób. Proces ruszył o godzinie 9.30 w Sądzie Okręgowym w Szczecinie. Sprawa obejmuje nieprawidłowości przy organizacji trzech konkursów Funduszu, które - według prokuratury - od początku były przeprowadzane tak, aby wielomilionowe dotacje przyznane zostały dwóm stowarzyszeniom: Fidei Defensor oraz Stowarzyszeniu Przyjaciół Zdrowia.
200 stron aktu oskarżenia
- Akta sprawy to kilkadziesiąt tomów, natomiast sam akt oskarżenia liczy dwieście stron. W sprawie jest oskarżonych osiem osób - przypomniał prokurator Dariusz Ślepokura z Prokuratury Krajowej w czwartek podczas posiedzenia organizacyjnego w szczecińskim sądzie.
Prokurator zarzuca oskarżonym, że brali udział w wyłudzeniu środków z Funduszu Sprawiedliwości, a także brali udział w "praniu brudnych pieniędzy". Według prokuratury, pieniądze uzyskane z Funduszu Sprawiedliwości zostały wydane na inne cele, niż wskazywała dotacja.
Prokuratura posłowi Mateckiemu zarzuca też przestępstwa związane z fikcyjnym zatrudnieniem w Lasach Państwowych.
Nie czuje się winny
Obrona wnosi o uniewinnienie. Poseł Matecki nie przyznaje się do przedstawionych mu zarzutów. - Na każdy z nich odpowiednio się wypowiada. Co do tak zwanych wyłudzeń z Funduszu Sprawiedliwości, tłumaczy, że te konkursy zostały zrealizowane. Co do Lasów Państwowych podkreśla, że jego praca była rzeczywista i są na to liczne dowody - przekazał Kacper Stukan, obrońca posła Mateckiego.
Matecki uważa, że śledztwo było nierzetelnie prowadzone. Jak przekonuje, trzy postawione mu zarzuty dotyczą działań ministra sprawiedliwości, którym nigdy nie był. - Będę się więc tłumaczyć, tak jakbym był ministrem i dlaczego te podmioty powinny otrzymać środki i dlaczego wszystko było dobrze rozliczone. I dlaczego minister miał pełne prawo, żeby te środki przyznać - mówił na sądowym korytarzu.
Dodał, że postawiono mu m.in. zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień, podczas gdy wymienione w akcie oskarżenia fundacje otrzymywały środki z Funduszu Sprawiedliwości, on był miejskim radny. - Jakie uprawnienia mogłem przekroczyć? - pytał.
Po wyjściu z sali rozpraw oświadczył, że przedstawił jedną czwartą dokumentów, które mają świadczyć o jego pracy na rzecz Lasów Państwowych.
- Mam referować o mojej pracy w Lasach Państwowych, no to mówię o mojej pracy w Lasach Państwowych, a to jest dopiero dziś jedna czwarta tego, co robiłem w Lasach Państwowych. (...) No to jest po prostu odpowiedź na zarzuty, które kieruje prokurator Ślepokura. Moim zdaniem całkowicie niezasadne, tak samo jak w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Nie tyle niezasadne, co tam są ordynarne też kłamstwa, ale do tego przejdę w swoim czasie - mówił po wyjściu z sali rozpraw Dariusz Matecki.
Poseł przewiduje długi proces
Matecki przewiduje, że samo składanie wyjaśnień będzie się długo ciągnąć, bo dokumentacja dotycząca fundacji liczy kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy stron. - Jedną z informacji było, że te stowarzyszenia wzięły pieniądze i nic nie zrobiły. Skoro nic nie zrobiły, no to pokażemy, czy rzeczywiście nic nie zrobiły, czy wykonywały to, co miały zapisane w umowie z Ministerstwem Sprawiedliwości - powiedział.
Poparł też stowarzyszenia, którym ministerstwo przyznawało fundusze i z którymi współpracował. - Gdybym był ministrem, to przyznałbym dotację - powiedział. Zapowiedział też, że będzie wnioskował o przesłuchanie byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i wiceministra Marcina Romanowskiego. Pytany, jak przesłuchać osoby, które ukrywają się przed wymiarem sprawiedliwości, na jaki adres wysłać wezwanie, Matecki stwierdził, że "chyba państwo polskie działa". - Minister Ziobro może wystąpić zdalnie - dodał.
Według niego, są to "dwie kluczowe osoby, które nic nie zawiniły, żadnego przestępstwa nie popełniły".
Według adwokata Mateckiego proces sądowy będzie długi.
- Pan Dariusz Matecki przedkłada dokumenty, których pan prokurator na etapie śledztwa nie chciał otrzymać. Ten proces potrwa bardzo długo, co wynika również z tego, że akt oskarżenia ma liczne niedoskonałości - powiedział w poniedziałek Kacper Stukan, adwokat oskarżonego posła.
Grozi mu 10 lat więzienia
Prokuratura w marcu ubiegłego roku przedstawiła Mateckiemu zarzuty dotyczące popełnienia łącznie sześciu przestępstw zagrożonych karą do 10 lat pozbawienia wolności. Pierwsze trzy dotyczą współdziałania z funkcjonariuszami publicznymi z Ministerstwa Sprawiedliwości, w tym z Marcinem Romanowskim, ówczesnym wiceszefem resortu, obecnie przebywającym za granicą posłem PiS, przy przekroczeniu uprawnień w związku z przeprowadzeniem trzech konkursów na dotacje z Funduszu Sprawiedliwości w sposób "zapewniający ich rozstrzygnięcie na rzecz powiązanych stowarzyszeń Fidei Defensor i Przyjaciół Zdrowia" i przywłaszczenia środków w łącznej kwocie 16,5 mln zł.
Rzecznik Prokuartury Krajowej prok. Przemysław Nowak wskazywał wówczas, że rozporządzenie środkami uzyskanymi legalnie, lecz wykorzystanymi w sposób sprzeczny z ich przeznaczeniem, również jest przywłaszczeniem.
Czwarty zarzucany posłowi czyn dotyczy prania pieniędzy. Chodzi o co najmniej 447,5 tys. zł, które według prokuratury miały pochodzić z korzyści związanych z popełnieniem przestępstw sprzeniewierzenia środków pochodzących z Funduszu Sprawiedliwości.
Nazwał zarzuty "wyssanymi z palca"
Poseł Matecki jesienią, gdy pojawił się akt oskarżenia, nazywał zarzuty prokuratury politycznymi i "wyssanymi z palca".
Kolejne dwa zarzuty dotyczą zaś współdziałania z dyrektorami Lasów Państwowych przy fikcyjnym zatrudnieniu polityka w Centrum Informacyjnym Lasów Państwowych i Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie. Według sledczych Matecki uzyskał nienależne świadczenia w łącznej wysokości 483,8 tys. złotych. Proces przeciwko trzem byłym dyrektorom LP rozpoczął się w ubiegłym roku w Sądzie Okręgowym w Szczecinie.
Zarzuty w sprawie przywłaszczenia środków dotyczą też prezesa stowarzyszenia Fidei Defensor Adama S. oraz prezesa stowarzyszenia Przyjaciół Zdrowia Mateusza W. Prokuratura oskarża ich o popełnienie czterech przestępstw, w tym pranie pieniędzy w kwocie około 3,6 mln złotych poprzez wypłacanie fikcyjnych wynagrodzeń i opłacanie nierzetelnych faktur. Pięć kolejnych osób - Grzegorza W., Dorotę W., Patrycję S., Ninę W., Mikołaja W. - oskarżono o udział lub pomoc w praniu pieniędzy pochodzących z przestępstw na szkodę Funduszu Sprawiedliwości. Również im grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Żadna z osób, wobec których skierowano akt oskarżenia, nie przyznała się do popełnienia zarzucanych im czynów i każda skorzystała z prawa do złożenia wyjaśnień. Wobec sześciu osób - z wyłączeniem Niny W. i Mikołaja W. - stosowane są środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym.