Po operacji wojskowej USA w Wenezueli i uprowadzeniu prezydenta Nicolasa Maduro, na Tajwanie w przestrzeni publicznej pojawiły się pytania, czy Pekin byłby zdolny do podobnego precyzyjnego uderzenia wymierzonego we władze wyspy.
Chiny uznają Tajwan za własne terytorium, a prezydenta tego kraju Laia Ching-te za "separatystę" i nie wykluczają zbrojnego przejęcia kontroli nad wyspą. W zeszłym tygodniu przeprowadziły niedaleko Tajwanu ćwiczenia z użyciem ostrej amunicji, polegające polegające na blokadzie głównych portów wyspy oraz jej okrążeniu.
W odpowiedzi na te obawy, wiceminister obrony Tajwanu Hsu Szu-chien zapewnił, że siły zbrojne mają opracowane scenariusze na wypadek takich działań. Przekazał również, że służby są przygotowane na próby "ataku dekapitacyjnego" Chin, na wzór tego amerykańskiego w Wenezueli. - Wojsko Tajwanu ma procedury ochrony dla głowy państwa w sytuacjach kryzysowych - zapewnił wiceminister, cytowany we wtorek przez dziennik "Taipei Times".
Podkreślił również, że Wenezuela importuje sprzęt wojskowy z Chin i Rosji, który okazał się "zdecydowanie gorszy" od uzbrojenia USA, które posiada również Tajwan. Niedawno Waszyngton zatwierdził największy w historii pakiet amerykańskiego uzbrojenia dla zagrożonej chińską inwazją wyspy, obejmujący między innymi systemy HIMARS, haubice samobieżne, pociski Javelin i drony.
Chiny sprzeciwiają się "prawu dżungli"
Z kolei Chiny skrytykowały we wtorek ponownie porwanie Nicolasa Maduro przez wojsko USA, uznając to za rażące naruszenie suwerenności Wenezueli i podważenie stabilności relacji międzynarodowych. MSZ w Pekinie oświadczyło, że "żadne państwo nie może odgrywać roli światowego policjanta ani sędziego".
- Jesteśmy gotowi współpracować ze wszystkimi krajami, aby wspólnie bronić autorytetu prawa międzynarodowego, sprzeciwiać się prawu dżungli i ingerencji w sprawy wewnętrzne oraz stać na straży światowego pokoju i stabilności - oświadczyła rzeczniczka MSZ Mao Ning na konferencji prasowej.
Mao nawiązała też do nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w poniedziałek, zwołanego po uprowadzeniu prezydenta Maduro. Chińska delegacja argumentowała wówczas, że mocarstwa powinny dawać przykład przestrzegania Karty Narodów Zjednoczonych zamiast nadużywać siły militarnej, która "nie rozwiązuje problemów, a jedynie prowadzi do większego kryzysu".
Autorka/Autor: mgk/akw
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/RITCHIE B. TONGO