Polski wątek po próbie ataku na lotnisko w Lipsku. Podejrzany mógł działać w Łodzi

Incydent z dronami na lotnisku w Lipsku
Incydent z dronem w Lipsku i polski ślad. Ustalenia "Gazety Wyborczej"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Hendrik Schmidt/dpa/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Podejrzewany o próbę ataku na lotnisko w Lipsku jest Rosjanin wiązany z GRU - twierdzi niemiecka gazeta "Welt am Sonntag", powołując się na tajne akta śledztwa. Drugim z podejrzanych ma być Białorusin, którego polskie służby łączą z pożarem marketu w Łodzi sprzed dwóch lat.

"Welt am Sonntag" uzyskał dostęp do tajnych akt śledztwa oraz rozmawiał anonimowo z wysokimi rangą przedstawicielami niemieckich służb bezpieczeństwa.

Akta te wskazują na dwóch głównych podejrzanych w sprawie incydentu z dronem z materiałem wybuchowym na lotnisku w Lipsku z początku sierpnia. Jeden z nich ma być powiązany z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.

Incydent w Lipsku i pożar w Łodzi. Mógł za nimi stać ten sam człowiek

Redakcja "Welt am Sonntag" zna pełne nazwiska podejrzanych, a także szczegóły dotyczące ich wjazdu do Niemiec i wyjazdu z tego kraju. To obywatel Białorusi, nazywany przez redakcję Andrei Ka oraz Rosjanin, określany jako Oleg Le.

Drugi z tych mężczyzn miał odpowiadać za przygotowanie zamachu oraz logistykę. To właśnie on łączony jest z GRU. Le. miał przylecieć na lotnisko w Berlinie z Turcji. Następnie opuścił Niemcy i udał się do Serbii. Obecnie ponownie przebywa w Rosji.

Na ślad Ka. służby wpadły po znalezieniu śladów DNA na konstrukcji antenowej, zlokalizowanej poza lotniskiem. Miała ona, według ustaleń, służyć do sterowania dronem. Te same ślady DNA, przypisane do Ka., zostały wcześniej zarejestrowane już w Finlandii i na Litwie.

"Polskie władze łączą Ka. także z pożarem w markecie budowlanym w Łodzi latem 2024 roku, który łódzka prokuratura również traktuje jako akt sabotażu" - pisze "Welt am Sonntag". Gazeta dodaje, że "fakt, iż Ka. pojawia się także w związku z zamachem w Lipsku, jest uznawany za kolejny sygnał wskazujący na sterowanie operacją przez rosyjskie struktury".

Dlaczego atak się nie udał

"Welt am Sonntag" pisze, że dwa z trzech użytych w trakcie incydentu w Lipsku dronów z nieznanych przyczyn zostało zniszczonych już podczas startu. Trzeci dotarł do samolotu Antonow, jednak nie eksplodował, bo oderwał się zapalnik.

Według ustaleń śledczych do przeprowadzenia ataku miało zostać użytych łącznie około 1,8 kilograma materiału wybuchowego Semtex. Samolot Antonow, który był celem zamachu, miał w zbiornikach około 25 tysięcy litrów paliwa lotniczego. "Gdyby ładunek wybuchowy eksplodował, według oceny śledczych doszłoby do potężnej eksplozji, która zniszczyłaby część lotniska" - czytamy w "Welt am Sonntag".

Już wcześniej gazeta "Suddeutsche Zeitung" informowała, że śledczy zidentyfikowali dwóch podejrzanych o przeprowadzanie próby ataku na lipskim lotnisku. Z kolei w sierpniu na polskie tło incydentu zwracała uwagę "Gazeta Wyborcza", informując, że materiały wybuchowe, w które wyposażony był dron, mogły wcześniej zniknąć z radaru służb w okolicach autostrady A2 niedaleko Zgierza. Były one przechowywane w puszkach, których większą liczbę znaleziono w skrytce na starym cmentarzu na Litwie.

- Atak ten był planowany w Rosji od miesięcy i wymierzony w Niemcy. Jedynie czysty przypadek sprawił, że nie doszło do poważnych szkód materialnych ani uszczerbku na zdrowiu ludzi - powiedział na początku września kanclerz Niemiec Friedrich Merz.

Źródło: PAP, tvn24.pl
Czytaj także: