W nocy z 4 na 5 sierpnia w pobliżu lotniska w Lipsku na wschodzie Niemiec samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem. Samolot przekierowano do Hanoweru, gdzie stwierdzono jego niewielkie uszkodzenia.
Krótko wcześniej lipskie lotnisko wstrzymało działalność z powodu znalezienia na płycie, przy ukraińskim samolocie transportowym Antonow, drona z detonatorem oraz materiałów wybuchowych.
- Atak ten był planowany w Rosji od miesięcy i wymierzony w Niemcy. Jedynie czysty przypadek sprawił, że nie doszło do poważnych szkód materialnych ani uszczerbku na zdrowiu ludzi - powiedział szef rządu w niższej izbie niemieckiego parlamentu.
Niemcy wskazują na Rosję
Szef niemieckiego MSW Alexander Dobrindt oświadczył już 1 września, że za sierpniowy incydent z dronem z materiałem wybuchowym na lotnisku w Lipsku odpowiada Rosja.
- Nie znajdujemy się w stanie wojny, ale każdego dnia jesteśmy celem działań w ramach wojny hybrydowej - podkreślił.
Przywódca Rosji Władimir Putin odrzucił oskarżenia Berlina i zarzucił Niemcom sfabrykowanie dowodów w celu obarczenia Moskwy odpowiedzialnością za incydent w Lipsku.