"Koniec kariery jednego z najważniejszych źródeł CIA"

TVN24

Aktualizacja:

W nieujawnionej dotychczas misji Amerykanie w 2017 roku ewakuowali z Rosji jednego ze swoich agentów - informuje dziennik "New York Times". Według CNN powodem akcji była obawa o bezpieczeństwo jednego z najważniejszych źródeł CIA, mającego dostęp do najwyższych szczebli Kremla.

O wyciągnięciu Rosjanina z Moskwy zdecydowano niedługo po tym, jak w maju 2017 roku w Gabinecie Owalnym Białego Domu doszło do spotkania prezydenta USA Donalda Trumpa, ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa i ówczesnego ambasadora Rosji w USA Siergieja Kisljaka.

Jak pisze CNN, prezydent miał wtedy rozmawiać z gośćmi o tajnych danych wywiadowczych dotyczących działań tzw. Państwa Islamskiego w Syrii, które Amerykanom przekazali Izraelczycy.

CNN, powołując się na osobę bezpośrednio zaangażowaną w sprawę, zaznacza, że w tamtej rozmowie nie pojawiły się informacje bezpośrednio dotyczące kontaktu amerykańskich agencji z ich tajnym źródłem w Moskwie. Uznano jednak, że ryzyko wykrycia szpiega przez Rosjan wzrosło.

Ówczesny dyrektor CIA Mike Pompeo - obecnie sekretarz stanu USA - miał przekazać wysokim rangą przedstawicielom administracji Trumpa, że z ich strony wychodzi do Rosjan zbyt wiele informacji dotyczących tajnego źródła.

CNN zaznacza, że amerykańskie służby wywiadowcze zdecydowały wtedy o "ekstrakcji" lub inaczej "eksfiltracji" szpiega. To termin używany dla określenia nadzwyczajnych działań zmierzających do zapewnienia bezpieczeństwa informatorowi, któremu - zdaniem służb - grozi bezpośrednie niebezpieczeństwo.

New York Times" o "końcu kariery jednego z najważniejszych źródeł CIA"

"New York Times" napisał z kolei, że "gdy Amerykanie zaczęli orientować się, że Rosjanie usiłowali sabotować wybory prezydenckie w 2016 roku, informator stał się jednym z najważniejszych i ściśle chronionych aktywów CIA". "Ale gdy służby wywiadowcze ujawniły wagę rosyjskiej ingerencji w wybory, podając nietypowe szczegóły, sprawą zaczęły zajmować się media" - zaznaczył dziennik.

Według "NYT", CIA z obawy o bezpieczeństwo swojego agenta pod koniec 2016 roku - jeszcze za administracji Baracka Obamy - zaoferowała mu ewakuację z Rosji, jednak początkowo informator odmówił wyjazdu ze względów rodzinnych, co "wywołało konsternację w siedzibie CIA" i wątpliwości co do wiarygodności agenta.

Pojawiły się także obawy, czy źródło nie pracuje jako podwójny agent. Kilka miesięcy później, po kolejnych publikacjach medialnych, agencja ponownie zaproponowała informatorowi wycofanie z Rosji, na co ten wówczas przystał - pisze "NYT".

Gazeta podkreśla, że był to "koniec kariery jednego z najważniejszych źródeł CIA".

Jak zauważa "NYT", moskiewski informator "odegrał kluczową rolę" w ostatecznych wnioskach amerykańskiego wywiadu na temat ingerencji Rosji w wybory w USA: "że zaplanował i zlecił ją sam prezydent Władimir Putin".

Według cytowanych przez "NYT" źródeł bliskich sprawy, agent był "poza najbliższym kręgiem współpracowników Putina, ale regularnie go widywał i miał dostęp do procesu podejmowania decyzji na wysokich szczeblach Kremla".

Zarówno CNN, jak i "NYT" zauważają, że decyzja o wycofaniu agenta sporo kosztowała USA. Według gazety CIA trudniej jest teraz orientować się, co dzieje się na najwyższych szczeblach Kremla. Z kolei CNN podkreśla, że ewakuacja agenta "pozostawiła USA bez jednego z kluczowych źródeł na temat działań Kremla i planów czy przemyśleń rosyjskiego prezydenta, w czasie gdy napięcie między dwoma krajami rośnie".

"NYT" zaznacza, że jego rozmówcy nie ujawnili tożsamości agenta ani nowego miejsca pobytu, podkreślając, że jego życiu zagraża niebezpieczeństwo. Tajne są również szczegóły samej akcji jego wycofywania.

"Kommiersant" podaje nazwisko

We wtorek dziennik "Kommiersant" poinformował, że wywiezionym w 2017 roku z Rosji informatorem amerykańskich służb specjalnych mógł być urzędnik administracji prezydenta Rosji Oleg Smolenkow, który wraz z rodziną zniknął podczas urlopu w Czarnogórze.

Gazeta podaje, że ustaliła jego możliwe miejsce pobytu. Zwrócono uwagę na informację z czerwca 2018 roku o kupnie nieruchomości w stanie Wirginia przez Olega i Antoninę Smolenkowów. W internecie jest również informacja o zarejestrowaniu w styczniu tego roku na te nazwiska, zbieżne z danymi Smolenkowa i jego żony, umowy dotyczącej własności.

Nazwisko Smolenkowa podano w poniedziałek wieczorem na jednym kanałów komunikatora Telegram. Według tych doniesień około 45-letni urzędnik przepadł bez wieści 14 czerwca 2017 roku wraz z żoną i trojgiem dzieci podczas urlopu w Czarnogórze.

Wydział rosyjskiego Komitetu Śledczego w Moskwie podjął śledztwo w sprawie zabójstwa, które kilkakrotnie przerywano i wznawiano. W rezultacie funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa ustalili, że domniemane ofiary nie zginęły, lecz mieszkają za granicą. Po zniknięciu Smolenkowa władze rosyjskie nie skomentowały incydentu.

Kariera Smolenkowa

Z relacji mediów w USA i "Kommiersanta" wynika, że Smolenkow był w przeszłości sekretarzem w ambasadzie Rosji w Waszyngtonie. Miał potem pracować w kancelarii rządu Rosji.

W 2010 roku awansował w organach państwowych do rangi radcy rzeczywistego 3 klasy. Źródła "Kommiersanta" w rosyjskich organach państwowych twierdzą, że Smolenkow wykonywał w kremlowskiej administracji raczej prace techniczne, związane z organizacją wyjazdów, zakupami i wykonywaniem poleceń zwierzchników.

Inni rozmówcy dziennika zwracają jednak uwagę, że Smolenkow współpracował w Waszyngtonie z ówczesnym ambasadorem Rosji Jurijem Uszakowem, który obecnie jest doradcą Putina ds. polityki zagranicznej. Współpraca ta trwała nadal po powrocie Smolenkowa do Moskwy i urzędnik cieszył się zaufaniem Uszakowa. "To jest poważne" - powiedziało gazecie źródło w kręgach urzędniczych.

Kreml potwierdza, że Smolenkow pracował w administracji Putina

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow potwierdził, że Oleg Smolenkow pracował do 2017 roku w administracji Władimira Putina. Dodał, że jego stanowisko nie przewiduje kontaktów z prezydentem.

Pieskow zastrzegł, że "nie może powiedzieć", czy Smolenkow "był agentem, czy też nie". Potwierdził natomiast, że "był taki pracownik administracji i ostatecznie został zwolniony". Decyzja zapadła na mocy wewnętrznego rozporządzenia.

Pytany o to, czy Kreml zna aktualne miejsce pobytu Smolenkowa, Pieskow odparł: - Nie zajmujemy się poszukiwaniem obywateli.

Podkreślił również, że stanowisko, które zajmował Smolenkow, "nie odnosi się do kategorii wyższych osób urzędowych" i "w ogóle nie przewiduje kontaktów z prezydentem".

Zapewnił ponadto, że Kreml nie ma zastrzeżeń do pracy rosyjskiego kontrwywiadu, z którą "wszystko jest w porządku".

Autor: adso,akw,tmw\mtom / Źródło: CNN, NYT, PAP