Irańczycy są odcięci od internetu już ponad tydzień. Ósmego stycznia rząd w Teheranie zablokował w kraju dostęp do sieci w związku z masowymi antyrządowymi protestami. W tym tygodniu przywrócono jedynie ograniczoną możliwość wykonywania telefonów międzynarodowych. Teheran zakłóca również funkcjonowanie systemów Starlink, umożliwiających łączność z internetem za pomocą satelitów firmy Elona Muska.
Irańskie władze już kilkukrotnie odcinały kraj od globalnego internetu. Ostatni raz miało to miejsce podczas protestów w 2022 roku, po śmierci Mahsy Amini w areszcie policyjnym, zatrzymanej za nieprawidłowe noszenie hidżabu.
Ograniczenia zostały w niewielkim stopniu rozluźnione w sobotę, gdy Irańczycy po raz pierwszy od wprowadzenia blokady odzyskali możliwość wysyłania SMS-ów wewnątrzkrajowych. Wiadomości SMS wysyłane z zagranicy wciąż nie dochodzą do odbiorców. Przywrócony został również dostęp do krajowego internetu, całkowicie odciętego od globalnej sieci i monitorowanego przez teherańskie władze.
Internet tylko dla wybranych
Według doniesień brytyjskiego "The Guardiana", sobotnie ustępstwa reżimu nie będą pierwszym krokiem do ponownego podłączenia Iranu do światowego internetu. Wręcz przeciwnie - ograniczenia w dostępie do sieci mogą stać się nową normą. Według doniesień irańskich aktywistów, reżim planuje trwale wyłączyć w kraju dostęp do globalnej sieci, a łączność mają uzyskiwać jedynie osoby zweryfikowane przez służby bezpieczeństwa.
"Wdrażany jest tajny plan przekształcenia międzynarodowego dostępu do internetu w 'przywilej rządowy'" – podaje raport organizacji Filterwatch, monitorującej irańską cenzurę internetu, powołujący się na szereg źródeł w Iranie. Jak zaznacza organizacja, "państwowe media i rzecznicy rządu już zasygnalizowali, że jest to trwała zmiana, ostrzegając, że nieograniczony dostęp nie powróci po 2026 roku".
- Zgodnie z tymi założeniami, Irańczycy posiadający certyfikat bezpieczeństwa lub ci, którzy pozytywnie przejdą kontrole rządowe, będą mieli dostęp do ocenzurowanej wersji globalnego internetu - opisuje szef Filterwatch Amir Rashidi, cytowany przez "Guardiana". Jak podkreślił, "wszyscy pozostali Irańczycy będą mogli korzystać wyłącznie z internetu krajowego".
Iran posiada własny internet, nad którym pracę rozpoczął już w 2009 roku. W 2012 roku rząd powołał Najwyższą Radę Cyberprzestrzeni, która zarządza tą odciętą od reszty globu irańską siecią. Daje ona Irańczykom dostęp do kilku stron internetowych i aplikacji stworzonych specjalnie przez reżim, w tym irańskich komunikatorów, wyszukiwarek, aplikacji nawigacyjnych i serwisu streamingowego wideo podobnego do Netflixa.
Selektywne zezwalanie na dostęp do internetu jest możliwe poprzez używanie przez reżim zaawansowanego systemu filtrowania ruchu internetowego, który pozwala na dostęp sieci jedynie wybranym osobom, znany jako whitelisting. Jak ocenia "Guardian", Iran najprawdopodobniej korzysta w tym celu z technologii pochodzącej z Chin.
Trwałe odcięcie od świata? "Uznali, że im się to opłaca"
Jak opisuje "Guardian", władze udoskonalają procedury wyłączania internetu - na przykład "blokując serwisy takie jak Facebook, Twitter i Google podczas protestów w 2012 roku, ale pozostawiając inne, wartościowe ekonomicznie usługi". Trwałe, całkowite wyłączenie internetu w kraju byłoby jednak dużo poważniejszym krokiem.
Były urzędnik Departamentu Stanu USA, cytowany przez dziennik, ocenił, że pomysł taki jest nie tylko "prawdopodobny i przerażający", ale byłyby także kosztowny. - Nie jest wykluczone, że to zrobią, ale obserwując rozwój tych sytuacji, skutki ekonomiczne i kulturowe będą naprawdę ogromne. I mogą przesadzić - powiedział.
- Społeczność zajmująca się prawami cyfrowymi słusznie podnosi alarm. Jednak skutki tego będą naprawdę dotkliwe także dla władz irańskich, które poniosą odpowiedzialność za szkody wyrządzone ich gospodarce - mówił. Podkreślił jednocześnie, że zdolności Iranu w cenzurze internetu i kontroli dostępu do sieci "są znaczące" i przewyższają one możliwości niektórych innych autorytarnych reżimów, "które mogłyby chcieć zrobić to samo".
Jednak według szefa Filterwatch reżim w Teheranie musiał uznać taki krok za mniejsze zło. - Wygląda na to, że (władze -red.) są zadowolone z obecnego poziomu łączności internetowej. Uważają, że tego rodzaju wyłączenie sieci pomogło im opanować sytuację - podsumował Rashidi.
Protesty w Iranie
Protesty w Iranie wybuchły 28 grudnia 2025 r. i szybko objęły cały kraj, przeradzając się w największy od lat antyrządowy zryw. Początkowo związane były z trudną sytuacją gospodarczą w kraju, w tym rosnącą inflacją. Jednak szybko nabrały charakteru politycznego - demonstranci wykrzykują hasła wymierzone w rząd i władzę ajatollahów.
Władze odpowiedziały brutalnymi represjami wobec protestujących, strzelając do demonstrantów ostrą amunicją. Działająca na emigracji organizacja broniąca praw człowieka IranHR poinformowała o co najmniej 3428 zabitych demonstrantach. Pojawiały się jednak niezweryfikowane doniesienia o nawet 20 tys. ofiar śmiertelnych.
W czwartek prezydent USA Donald Trump ogłosił, że irański reżim ograniczył represje i wstrzymał zaplanowane egzekucje aresztowanych demonstrantów.
Sukces reżimu?
Jednak skala protestów w ostatnich dniach również zmalała. Jak donosi "New York Times", w tym tygodniu w Teheranie nie odbyła się żadna masowa demonstracja. Powołuje się również na analizy izraelskiego ministerstwa obrony, które podaje, że od niedzieli "nastąpił znaczący spadek skali protestów". Główną przyczyną mają być właśnie brutalne represje reżimu wobec protestujących oraz odcięcie kraju od internetu.
"Według licznych świadków i organizacji broniącej praw człowieka, wzmożona obecność policji i brutalne represje wobec protestujących doprowadziły do całkowitego stłumienia demonstracji w wielu miastach i miasteczkach w całym Iranie" - pisze "New York Times".
Autorka/Autor: mgk/lulu
Źródło: tvn24.pl, The Guardian, Space24, New York Times, PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/MICHAEL BUHOLZER