|

Koniec politycznego romansu? "Włochy nigdy nie błagają"

Donald Trump i Giorgia Meloni
Donald Trump i Giorgia Meloni
Źródło zdj. gł.: FILIPPO ATTILI/AFP/East News
Przez długi czas wyglądało to jak polityczny romans. Giorgia Meloni była jedyną europejską przywódczynią na inauguracji Donalda Trumpa. Teraz w relacjach USA-Włochy powiało chłodem. - Iluzja budowania pomostu między Brukselą a Waszyngtonem, bycia przyjaciółką Trumpa, cała ta retoryka, cała ta propaganda się rozwiała - komentuje w rozmowie z TVN24+ włoski dziennikarz Valerio Valentini. Artykuł dostępny w subskrypcji

Do niedawna niezwykle ciepłe włosko-amerykańskie stosunki gwałtownie się ochłodziły po tym, jak Donald Trump stwierdził w jednym z wywiadów, że Giorgia Meloni "błagała go o zdjęcie" podczas szczytu G7. Włoska premier odparła, że ani ona, ani Włochy "nigdy nie błagają", a szef dyplomacji Antonio Tajani odwołał wizytę w Waszyngtonie.

- Ze wszystkich stron sceny politycznej, nawet z opozycyjnej lewicy, popłynęły wyrazy solidarności z premier Meloni. To niemal odruchowy mechanizm: kiedy obca głowa państwa atakuje szefa rządu w tak ostry sposób, włącza się instytucjonalna rezerwa, która każe stanąć po stronie atakowanego, niezależnie od sympatii partyjnych - opowiada w rozmowie z TVN24+ Valerio Valentini, dziennikarz parlamentarny i autor wydanej w tym roku książki "La marcia sul posto. Il paradosso di Giorgia Meloni" (pol. "Marsz w miejscu. Paradoks Giorgii Meloni").

Dodatkowe wyjaśnienie tego mechanizmu daje prof. Stefan Bielański, historyk myśli politycznej i dziejów Włoch z Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

- Włosi mają silne poczucie suwerenności i godności narodowej. Jeśli atakowany jest premier, cała klasa polityczna i zdecydowana większość opinii publicznej staje po stronie atakowanego przez obcych, bez względu na to, o kogo chodzi - tłumaczy TVN24+, przypominając precedens sprzed niemal czterech lat.

W 2022 roku, tuż przed wyborami wygranymi przez Meloni, podobne oburzenie wywołała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która ostrzegała, że we Włoszech mogą dojść do władzy spadkobiercy faszyzmu i sugerowała, że Bruksela ma wobec nich "narzędzia" podobne do tych użytych wcześniej przeciwko Polsce i Węgrom. Złośliwi komentatorzy twierdzą dziś, że to właśnie ta wypowiedź w istotnym stopniu pomogła Meloni wygrać wybory.

Pod fasadą jedności kryje się jednak polityczna kalkulacja. Część liderów lewicy i centrolewicy nie kryje satysfakcji: przez dwa lata to właśnie Meloni najgłośniej eksponowała swoją bliskość z Trumpem jako atut i powód do dumy - teraz ta narracja runęła w gruzach. 

Czytaj także: