Pierwsza połowa XVI wieku, podbój ziem na zachodniej półkuli trwa w najlepsze. Konkwistador Jorge de Alvarado zakłada osadę, której nadaje nazwę San Salvador. Czy mógł wtedy przeczuwać, jakie piętno odciska na tych ziemiach?
Wciśnięty między Gwatemalę a Honduras niewielki kraj u wybrzeży Pacyfiku od momentu dotarcia tu Europejczyków wciąż czeka na wybawienie od kolejnych zagrożeń i problemów. Salwador (hiszpańska nazwa kraju to El Salvador, czyli Zbawiciel) do pewnego momentu mógł mówić o szczęściu. W burzliwym XIX wieku kraj został wybawiony od przybyszów ze Starego Kontynentu i ocalił swoją niepodległość oraz suwerenność w czasach przemian politycznych w Ameryce Środkowej. W kolejnym stuleciu wyzwolił się spod rządów junt wojskowych i dyktatorów, przetrwał konflikty zbrojne i okrutną wojnę domową. Ale potem znów szczęście się wyczerpało - Salwador upadł pod naporem przestępczości.
- Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy boimy się po zmroku wyjść na ulicę, gdzie pewne obszary miast, miasteczek są de facto wyłączone spod jurysdykcji państwa, gdzie funkcjonariusze organów ścigania często pozostają w relacji symbiotycznej z gangami, gdzie problem przemocy jest wszechobecny - mówi o niedawnej codzienności w Salwadorze w rozmowie z TVN24+ prof. Stanisław Kosmynka z Katedry Studiów Latynoamerykańskich i Porównawczych Uniwersytetu Łódzkiego. I dodaje: - Kiedy te potrzeby bezpieczeństwa nie są zaspokojone w stopniu absolutnie niewyobrażalnym z perspektywy naszej, europejskiej - to wówczas rośnie akceptacja dla polityka, który bezwzględnie prowadzi walkę z tymi wyzwaniami, zagrożeniami i nawet przymyka się oko na przypadki naruszenia praw człowieka czy dążenia do zagwarantowania sobie kolejnych lat władzy.
Salwadorczyków spod rządów przemocy wybawiła twarda polityka prezydenta Nayiba Bukelego, który wypowiedział wojnę gangom. Ale ta wojna to też koszty dla społeczeństwa - bo zawsze jest coś za coś. W ofierze składane są dziś wolności obywatelskie i wartości demokratyczne.
Nowe Idee. Nie tylko nazwa partii
"Ci, którzy go znają, twierdzą, że jego arogancja dorównuje jedynie jego ambicji" - pisał w ubiegłym roku hiszpański dziennik "El Pais", analizując polityczny sukces prezydenta Salwadoru. A ambicje z pewnością ma duże, co udowadnia jego błyskawiczna droga do najwyższego urzędu w państwie. Wygrywając po raz pierwszy wybory prezydenckie, stał się najmłodszym politykiem wybranym na taki urząd w historii całej Ameryki Łacińskiej.