Firma Starbucks Korea poinformowała, że w maju odnotowała "znaczący spadek" przychodów w swojej sieci kawiarni - po katastrofalnej kampanii promocyjnej, która przypomniała Koreańczykom o zbrodniach wojskowej dyktatury sprzed 46 lat.
W środę południowokoreańska policja przeszukała biuro firmy. Shinsegae - konglomerat, który zarządza Starbucks Korea - przekazał agencji Reuters, że uznaje przeszukanie za część trwającego śledztwa w sprawie firmy.
Nieoficjalnie policja przekazała CNN, że czynności miały związek ze zbliżającym się Narodowym Świętem Wyzwolenia - obchodzoną 15 sierpnia rocznicą końca okupacji japońskiej. Nie podała więcej informacji.
Promocja przypomniała krwawą historię
18 maja firma Starbucks Korea zaczęła promować nową serię kubków termicznych podczas wydarzenia pod nazwą "Tank Day", co można przetłumaczyć jako "dzień czołgu". Tego samego dnia wypadała rocznica tragicznych wydarzeń znanych jako masakra w Gwangju - było to krwawe stłumienie w 1980 roku protestów przeciwko wojskowej dyktaturze generała Chun Doo-hwana. 165 osób straciło życie.
W odpowiedzi na taką formę promocji sieci kawiarni część klientów przystąpiła do bojkotu, a niektórzy do protestów. Na nagraniu, które opublikował Reuters, widać demonstrantów, którzy niszczą młotkami kubki i szklanki z logo Starbucksa. Sky News pisze również o oburzonych ludziach palących logo firmy przed jej budynkami.
Kampania promocyjna wywołała krytykę również ze strony polityków, w tym prezydenta Korei Południowej. Li Dze Mjung wyraził oburzenie, pisząc w mediach społecznościowych, iż jest "wściekły" z powodu kampanii, którą nazwał "nieludzkim i haniebnym zachowaniem tanich spekulantów", które "zhańbiło krwawe protesty mieszkańców Gwangju i ofiary tych protestów".
Zarząd Shinsegae zareagował na oburzenie nie tylko przeprosinami. Koncern zwolnił szefa Starbucks Korea, zaś Starbucks Global wystosował przeprosiny i poinformował o wszczęciu dochodzenia w sprawie kampanii.