We wtorek po południu śmigłowiec Marine One wystartował z terenu Białego Domu, jednak kontrolerzy ruchu lotniczego nie wstrzymali, wbrew obowiązującym procedurom bezpieczeństwa, samolotów rejsowych na pobliskim lotnisku imienia Ronalda Reagana - podał tego samego dnia dziennik "The Wall Street Journal".
Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) potwierdziła w środę, że wojskowy śmigłowiec z prezydentem Donaldem Trumpem na pokładzie oraz samolot pasażerski odlatujący z lotniska Reagana do Pensacoli na Florydzie znalazły się w pewnym momencie zbyt blisko siebie.
"W żadnej chwili prezydent nie był zagrożony"
Według ustaleń FAA przez chwilę śmigłowiec faktycznie znajdował się zbyt blisko samolotu pasażerskiego. W oświadczeniu przekazanym mediom, między innymi stacji News Nation, zapewniono, że prezydentowi nic nie groziło. Podkreślono, że kontroler ruchu lotniczego utrzymywał kontakt zarówno z pilotem samolotu pasażerskiego, jak i pilotem Marine One w chwili utraty wymaganego odstępu między maszynami.
"Nadal analizujemy ten incydent i wdrożymy wszelkie odpowiednie działania naprawcze na podstawie naszych ustaleń" - przekazała FAA.
"Loty Marine One są wykonywane przez jednych z najlepszych pilotów na świecie i w żadnej chwili prezydent nie był zagrożony" - oświadczył jeden z rzeczników Białego Domu Kush Desai.
Śmigłowiec i samolot wystartowały niemal jednocześnie
Przepisy FAA wymagają, aby samoloty utrzymywały odstęp co najmniej 1,5 mili (2,4 kilometra) w poziomie i 500 stóp (150 metrów) w pionie wokół lotnisk.
Śmigłowiec Trumpa wystartował z trawnika w pobliżu Białego Domu około godziny 14.33 czasu wschodniego (20.33 czasu polskiego) do bazy lotniczej Andrews, skąd prezydent poleciał do Los Angeles.
Źródło poinformowało agencję Reuters, że Envoy Air 3742 - samolot lecący do Pensacoli na Florydzie - wystartował o godzinie 14.34. Envoy Air jest spółką zależną w całości należącą do American Airlines, które dotychczas nie udzieliły komentarza.
Zarówno śmigłowiec Trumpa, jak i samolot, wylądowały bez żadnych problemów.
NTSB rozważa rozpoczęcie śledztwa
Dwa źródła poinformowały agencję Reuters, że FAA planuje zwołać zespół ds. bezpieczeństwa w celu zbadania incydentu. Inny samolot pasażerski - Republic 4700 - znajdował się w odległości pięciu kilometrów od lotniska imienia Reagana w czasie incydentu i został przekierowany ze względów bezpieczeństwa, jak podało jedno ze źródeł.
Przewodnicząca Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB - National Transportation Safety Board), Jennifer Homendy, powiedziała w środę Reutersowi, że agencja rozważa wszczęcie dochodzenia. NTSB jest odpowiedzialna za badanie wypadków w transporcie.
Od czasu tragicznej w skutkach katastrofy z 29 stycznia 2025 roku FAA znacząco ograniczyła jednoczesny ruch samolotów i śmigłowców w rejonie lotniska Reagana. Śmigłowiec Black Hawk należący do armii USA zderzył się wówczas z samolotem pasażerskim, który podchodził do lądowania. W katastrofie zginęło 67 osób.