37-letni Robert Wieczorek mieszkał z rodziną w Warszawie. Miał żonę i dwoje małych dzieci. 31 maja 2000 roku wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Zabrał ze sobą koc, plecak i dokumenty. Kilka dni później zadzwonił na domowy telefon stacjonarny i poinformował żonę, że do domu już nie wróci. Przekazał też, że ona i dzieci "są już bezpieczni", ale nie wyjaśnił, co to znaczy.
Pozostało 92% artykułu