Nie można zaprzeczyć, że pani Marzena miała dużo szczęścia - mogła nie przeżyć brutalnego pobicia. W nocy do domu wszedł jej konkubent, Piotr W. i rzucił się na nią z nożem. Świadkiem zdarzenia był pięcioletni synek ofiary i napastnika. - Usiadł na mnie i zaczął mnie dusić - opowiada pani Marzena. - Walczyłam z nim, ale nagle nie wiadomo skąd, w jego rękach znalazły się noże - dodaje.Prokurator chciał dowodów Zdaniem pani Marzeny i jej rodziny, że do tragedii by nie doszło, gdyby miejscowy prokurator dopilnował swoich obowiązków i zareagował na ich alarmy. Ofiara wielokrotnie zawiadamiała prokuratora o groźbach jej konkubenta, znęcaniu się. Prokurator nie zainterweniował, domagał się dowodów.- Zeznania tych osób nie dawały przesłanek do jednoznacznego stwierdzenia, że mamy do czynienia z przestępstwem - mówi TVN24 prokurator Mirosław Szymański.W ciągłym strachuKobieta powoli dochodzi do siebie. Jednak cała jej rodzina żyje w strachu, bo Piotr W. wciąż jest na wolności. - Ciągle się boję, wydaje mi się, że go widzę - przyznaje pani Marzena. - Nikt się nami nie zainteresuje - żali się.Mężczyzna jest poszukiwany przez policję. Jeśli zostanie złapany, można będzie mu postawić zarzuty usiłowania zabójstwa i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Wcześniej był już karany za gwałt i rozbój.jk//mat