Projekt ustawy o statusie osoby najbliższej został przyjęty przez rząd w grudniu 2025 roku. W lutym Sejm skierował go do dalszych prac w komisji nadzwyczajnej, która zakończyła je we wtorek 26 maja. W środę w Sejmie odbyło się w drugie czytanie projektu. Po debacie - prowadzonej przy prawie pustej sali - wrócił on do komisji, która wprowadzić ma zgłoszone poprawki.
Następnie projekt ustawy wróci na salę plenarną i odbędzie się nad nim głosowanie. Najprawdopodniej, co zapowiedział marszałek Włodzimierz Czarzasty, odbędzie się to jeszcze podczas trwającego posiedzenia Sejmu. - Chciałabym, abyśmy w czwartek podczas komisji przyjęli ostatnie poprawki techniczne i porządkujące, w piątek tę ustawę przegłosowali, a potem wysłali do Senatu i na biurko prezydenta - mówiła współautorka ustawy Katarzyna Kotula z Lewicy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Ostateczny kształt projektu ustawy jest efektem kompromisu Lewicy i PSL. - Zrezygnowaliśmy z wielkich ideologicznych zmian i rewolucji światopoglądowej na rzecz konkretnych rozwiązań administracyjno-rejestrowych, które ułatwiają życie ludziom - mówiła w TVN24 współautorka projektu, Urszula Pasławska z PSL.
Zapowiedziała też, że "ustawa będzie miała większość koalicyjną", choć w PSL "mogą być posłowie, którzy będą mieli zastrzeżenia". Przeciwko ustawie zagłosuje najprawdopodobniej - tak jak w lutym - całe Prawo i Sprawiedliwość i Konfederacja.
W przypadku przyjęcia ustawy przez Sejm trafi ona do Senatu, który może wprowadzić do niej ewentualne poprawki. W czwartek w Sejmie Pasławska mówiła jednak, że "na razie, póki co, nowych propozycji na stole nie ma, w związku z tym pracujemy nad tym, co mamy".
Sprzeciw PiS i prezydenta
Na samym końcu procesu legislacyjnego jest podpis Karola Nawrockiego. W środę szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker podkreślał, że w rozumieniu Nawrockiego ustawa o statusie osoby najbliższej "jest de facto wprowadzeniem w Polsce związków partnerskich, choć pod inną nazwą". - Na to nie ma i nie będzie zgody prezydenta - zapowiadał.
Pałacowi prezydenckiemu wtóruje środowisko PiS. - Ta ustawa to nie jest żadna ustawa o statusie osób najbliższych. To jest ustawa, która de facto zrównuje uprawnienia związków jednopłciowych. De facto wprowadza instytucje małżeństwa jednopłciowego, co stoi w sprzeczności z polską konstytucją - ocenił czwartek Andrzej Śliwka z PiS.
- Już dzisiaj wiele z tych spraw można załatwić w sposób prawem przewidzianym - utrzymywał. Jak mówił, w związku z tym wprowadzanie ustawy jest niepotrzebne, "bo to jest metoda salami".
"Sytuacja trudna, ale nie beznadziejna"
- To jest absolutnie nieprawda. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości opowiadają historie, które wskazują na to, że oni nie mają pojęcia po prostu o czym mówią - odpowiada Dorota Łoboda z Koalicji Obywatelskiej.
Jak podkreśliła, "są rzeczy, których po prostu nie da się notarialnie załatwić". - Nie da się notarialnie załatwić wspólności majątkowej, nie da się dziedziczyć testamentowo bez podatku dla osób, które nie będą w takim związku - wymieniała. - Tak, notarialnie można załatwić prawo do informacji medycznej, natomiast z całą pewnością innych rzeczy, które tam mamy, notarialnie się nie da, jak na przykład renty rodzinnej - powiedziała Łoboda.
Pasławska jest w sprawie optymistką. - Prezydent również w kampanii wyborczej mówił o tym, jak potrzebna jest taka ustawa, ustawa o statusie osoby najbliższej, dokładnie to brzmienie wskazywał. W związku z tym cieszę się, że widzi zagadnienie, które musi być w polskim porządku prawnym uregulowane - mówiła.
Jak oceniła, "sytuacja, można by powiedzieć, jest bardzo trudna, ale nie beznadziejna".