"To przestroga dla Niemiec i całej Europy"
Według wyników podanych przez komisję wyborczą prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) wygrała niedzielne wybory w Saksonii-Anhalcie z wynikiem niemal 44 procent. Partia jest bliska uzyskania większości gwarantującej możliwość utworzenia samodzielnego rządu w landzie.
Skrajnie prawicowa AfD to partia nacjonalistyczna oraz populistyczna. Jej program zakłada znaczne ograniczenie imigracji do Niemiec, zmniejszenie kompetencji instytucji UE i przekazanie ich państwom narodowym, a także "normalizację" stosunków z Rosją, w tym zniesienie sankcji oraz odbudowę i uruchomienie gazociągu Nord Stream.
Po wyborach w Saksonii-Anhalcie w kilku niemieckich miastach odbyły się w niedzielę wieczorem protesty przeciwko AfD, z hasłami wzywającymi do delegalizacji partii. Według policji we Frankfurcie nad Menem demonstrowało ok. 2,5 tys. osób. Do manifestacji doszło także w Berlinie oraz Moguncji.
Wynik wyborów komentował w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 Piotr Mueller z Rozwoju Plus. Jak mówił, "nie cieszy się" z wygranej AfD. - Myślę, że ta sytuacja jest przestrogą dla wszystkich polityków w Niemczech, ale też w Europie, jak źle polityka europejska była przez wiele lat prowadzona, skoro takie gigantyczne emocje można wywołać w Niemczech, kraju, który przecież ma wysoki poziom gospodarczy, teoretycznie powinien unikać radykalności - ocenił.
Zaznaczył przy tym, że "na niemieckiej scenie politycznej w tej chwili trudno szukać jakiejś partii politycznej, która by odpowiadała tym wartościom, które mamy w Europejskiej Partii Konserwatywnej", do której należy Rozwój Plus.
Jak mówił, "jest mu daleko do większości partii politycznych w Niemczech po prostu". - One mi nie odpowiadają rysem z jednej strony programowym, ale z drugiej strony faktycznej działalności. Bo na poziomie deklaratywnym to można wiele rzeczy powiedzieć - powiedział Mueller.
Mueller: nie podzielam entuzjazmu Orbana
Wynik AfD z entuzjazmem przyjęła część prawicy w Europie, w tym Viktor Orban, który napisał: "Zapnijcie pasy, to dopiero początek". - Nie chcę nazywać tego szaleństwem, natomiast nie podzielam jego entuzjazmu - odparł Mueller. Według niego "w niemieckiej polityce i w ogóle w europejskiej polityce brakuje dużo pragmatyzmu".
Jak wskazał były rzecznik rządu, "w Unii Europejskiej sojusze buduje się jedynie wokół konkretnych spraw", w związku z czym "w niektórych sprawach" bliżej mu jest do jednej strony sceny politycznej, a w niektórych do drugiej. - Ja jestem zwolennikiem tego, żeby nie przekazywać więcej kompetencji Unii Europejskiej, a na przykład takie CDU chce przekazywać. A z drugiej strony nie zgadzam się z AfD radykalnie co do podejścia do Rosji - wskazał.
Jak mówił, "w związku z tym to nie jest tak, że można odpowiedzieć, że ci wszyscy mi odpowiadają, a ci nie". - Na tym polega pewnego rodzaju pragmatyzm i chłodna ocena sytuacji - powiedział.
Pieniądze dla Ziobry od Krala. "Nie pochwalam tego"
Zbigniew Ziobro przyjął blisko pół miliona złotych od kancelarii prawnej, którą prowadził szef Zondacrypto Przemysław Kral. Jak ujawnili reporter "Superwizjera" Michał Fuja i dziennikarz WP Szymon Jadczak, były minister sprawiedliwości sam zwrócił się do Krala o pieniądze, gdy kierownictwo PiS odmówiło jego fundacji zgody na własną zbiórkę.
Jak zaznaczył Mueller, "też go zaskakuje" fakt, że Ziobro pieniądze od Krala przyjął. - Ja jestem zdziwiony tym, że nie dokonano pełnej weryfikacji, większej, bardziej skrupulatnej tego pana - mówił.
Gospodarz programu Konrad Piasecki zwrócił uwagę, że w sierpniu 2025 roku po spotkaniu z Kralem poseł PiS Michał Moskal "w ciągu paru dni" nabrał wobec Krala podejrzeń. - Na tamtym etapie to już w ogóle chyba nie było większych wątpliwości, że to jest postać szemrana - powiedział Mueller.
Tymczasem Ziobro pieniądze od Krala przyjął w październiku. - Dlatego ja nie pochwalam tego - odparł gość.
Komisja Nadzoru Finansowego przed BitBay - poprzedniczką Zondacrypto - ostrzegało już w 2018 roku, za rządów Zjednoczonej Prawicy. Czy ówczesny premier Mateusz Morawiecki wiedział, że Zondacrypto może być piramidą finansową? - Nie wiedział o tym. Wtedy w ogóle jeszcze nie było takiej sytuacji - odparł Mueller.
Jak przekonywał, "KNF podjęła właściwe procedury", lecz wtedy giełda przeniosła działalność do Estonii. Jakie kroki rząd Zjednoczonej Prawicy podjął wówczas w tej sprawie? - Ja nie mam szczegółowych informacji, bo to są informacje klauzulowane - odparł były rzecznik rządu.
- My złożyliśmy projekt uchwały o powołaniu komisji śledczej, która ma badać również te lata za naszych rządów. W związku z tym, śmiało, niech badają, niech pokazują, co się działo - powiedział Mueller.
"Nie wiem", "nie pamiętam", "wybaczy pan". Mueller o działaniach Morawieckiego
Jak przypomniał Piasecki, już w styczniu 2018 roku Mateusz Morawiecki ogłosił utworzenie specjalnego zespółu, na którego czele stali między innymi prezes KNF i prezes UOKiK. Miał on "w ciągu miesiąca przedstawić listę swoich rekomendacji, jak ograniczać ryzyko związane z kryptowalutami" - zapowiadał wtedy Morawiecki.
Czy tak się stało? - Nie wiem, tego nie pamiętam, bo nie byłem wtedy rzecznikiem rządu - odparł Mueller. Jak dodał, "domyślam się, że było tak, że przedstawił rekomendacje".
Również w w 2018 roku w siedzibie ministerstwa finansów ówczesny wiceszef resortu Paweł Gruza spotkał się z założycielem BitBay Sylwestrem Suszkiem i aresztowanym w ubiegłym tygodniu Rafałem Zaorskim. Jakie były wnioski z tego spotkania? - Ja, panie redaktorze, tego nie wiem - odpowiedział Mueller. - Pan wybaczy, jakby mi pan powiedział wcześniej, to bym sobie sprawdził akurat szczegółowo to konkretne spotkanie - przekonywał.
- A jak to się dzieje, że przez pięć lat premier Morawiecki wie, że z BitBay i Zondacrypto jest źle i nie ostrzega Polaków? - pytał dalej Piasecki.
- No właśnie KNF ostrzega - odparł Mueller.
- Ale pytam o Mateusza Morawieckiego - dociekał prowadzący.
- Ale ostrzeżenie KNF z 2018 roku wciąż pozostaje w mocy wobec BitBaya i Zondacrypto - brzmiała odpowiedź.