W piątek rozpoczęła się erupcja wulkanu Anak Krakatau, położonego między indonezyjskimi wyspami Jawa i Sumatra. Kłęby dymu i popiołów wzbiły się na wysokość nawet 15 kilometrów, a kolejne erupcje spowodowały, że wulkaniczny materiał rozniósł się ponad obydwiema wyspami, co stanowiło wyzwanie dla transportu lotniczego. W niedzielę wstrzymano ruch na ośmiu lotniskach.
Paraliż na lotniskach. Czekają na przełom
Jak poinformował w poniedziałek minister transportu Indonezji Dudy Purwagandhi, tego dnia wciąż nie działało siedem lotnisk. Minister do spraw infrastruktury Agus Harimurti Yudhoyono przekazał z kolei, że opóźnienia, zmiany tras lub odwołania niemal trzech tysięcy lotów dotknęły ponad 340 tysięcy osób.
Wśród nieczynnych lotnisk znalazł się międzynarodowy port lotniczy Soekarno-Hatta w Dżakarcie, największy w kraju. W poniedziałek przebywały tam tysiące pasażerów, gorączkowo sprawdzających status swoich lotów na tablicach informacyjnych. Niektórzy spali na ławkach.
- Możemy tylko czekać, czekać i czekać - skarżył się w rozmowie z agencją Reuters jeden z pasażerów, Hiszpan Carlos Zabala.
Patrzy, jak opada pył. "Pali mnie w gardle i swędzą mnie oczy"
Niektórzy podróżni woleli zostać w hotelach. Jednym z nich była Australijka Liz Kendall, która miała wrócić do ojczyzny w sobotę. Po uaktywnieniu się wulkanu jej lot został jednak odwołany. W rozmowie z australijskim nadawcą publicznym ABC kobieta przyznała, że od trzech dni siedzi w pokoju i patrzy przez szyby, jak z nieba spada pył wulkaniczny.
- Otrzymaliśmy informację, że w sobotę nie odlecimy, więc czekamy - powiedziała Kendall. Dodała, że pył widać w całym mieście, a jego obecność negatywnie wpływa na jej stan zdrowia. - Pali mnie w gardle i swędzą mnie oczy - skarżyła się.
Kolejna erupcja jest prawdopodobna
Na nagraniu udostępnionym przez portal FlightRadar24 widać, że w poniedziałek nad Dżakartą oraz sporą częścią Sumatry nie odbywał się ruch lotniczy. Według lokalnych mediów loty mają być wstrzymane co najmniej do północy czasu lokalnego. Jednocześnie indonezyjskie służby geologiczne potwierdziły, że prawdopodobieństwo kolejnego wybuchu jest wysokie.
"Zagrożenie związane z erupcją wynika z wyrzutu rozżarzonych skał i gęstych chmur popiołu. Kolejne potencjalne niebezpieczeństwo może być związane z wypływem lawy, do którego może dojść, jeśli erupcja wznowi się i będzie trwała" - przekazały służby.