|

Jak Ziobro szukał kasy i znalazł ją u Krala. Ujawniamy kulisy

Zbigniew Ziobro
Zbigniew Ziobro
Źródło zdj. gł.: Paweł Supernak / PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Zbigniew Ziobro i jego żona od kilku tygodni próbują wytłumaczyć reporterom "Superwizjera" TVN24 i Wirtualnej Polski okoliczności przyjęcia blisko pół miliona złotych od kancelarii prawnej, którą prowadził szef Zondacrypto. Były minister sprawiedliwości zapewnia, że choć był prokuratorem generalnym, to nie znał podejrzanej przeszłości Przemysława Krala. Były agent CBA powiedział nam jednak, że wtajemniczył Ziobrę we wszystko.Artykuł dostępny w subskrypcji

W piątek premier Donald Tusk ujawnił w Sejmie fragmenty wyjaśnień, które złożył Przemysław Kral, szef upadłej giełdy Zondacrypto. W protokole zapisano m.in., że "Zbyszek obiecał, że jak wróci do władzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, czego jest pewien, to ukręci łeb wszystkim tym sprawom".

Reporterzy "Superwizjera" TVN24 i Wirtualnej Polski od kilku tygodni badają okoliczności przekazania darowizny na rzecz Fundacji Instytut Polski Suwerennej, którą kieruje były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, ukrywający się obecnie w Stanach Zjednoczonych.

Zbigniew Ziobro
Zbigniew Ziobro
Źródło zdjęcia: Leszek Szymański / PAP

Darowizna "na cele statutowe"

Zondacrypto była największą w Polsce giełdą kryptowalut. W kwietniu 2026 roku przestała wypłacać klientom pieniądze. Donald Tusk poinformował wtedy, że jesienią 2025 roku, na kilka miesięcy przed upadkiem giełdy, jej prezes Przemysław Kral przekazał 450 tysięcy złotych Fundacji Instytut Polski Suwerennej Zbigniewa Ziobry. Z dokumentów, do których dotarliśmy, wynika, że były to trzy przelewy z rachunku kancelarii adwokackiej Krala, z tytułem "darowizna na cele statutowe". W tym samym czasie Kral finansował także fundację związaną z Przemysławem Wiplerem, a posłowie PiS składali w Sejmie poprawki liberalizujące ustawę o rynku kryptoaktywów.

Od 20 sierpnia wysłaliśmy do Zbigniewa Ziobry, jego żony Patrycji Koteckiej-Ziobro i współpracowników Ziobry z fundacji kilkadziesiąt pytań o przelewy od Krala.

Gdy wysłaliśmy pierwsze, były minister sprawiedliwości udzielił wywiadu portalowi Niezalezna.pl, należącemu do grupy medialnej Tomasza Sakiewicza.

Ziobro tłumaczy w tej rozmowie, że przyjął pieniądze, bo innych jego środowisko polityczne nie miało.

Wywiad ukazał się 25 sierpnia rano. Tego samego dnia i my dostaliśmy odpowiedzi, w których wyjaśnia, dlaczego zdecydował się przyjąć kasę od szefa upadłej giełdy kryptowalut.

Po włączeniu Suwerennej Polski do PiS w październiku 2024 roku, Jarosław Kaczyński miał dzielić się z Ziobrą subwencją, jaką partie polityczne dostają z budżetu na swoją działalność. Były minister pisze w odpowiedziach dla nas, że uzgodnili "finansowanie działań programowych i prawnych". I dodaje, że tak się jednak nie stało i pieniędzy nie dostał.

Krótko potem powstał plan zorganizowania własnej zbiórki pod szyldem Fundacji Instytut Polski Suwerennej: wiele małych wpłat od zwolenników, zbieranych poprzez media społecznościowe.

Ziobro pisze do nas tak: "Realizacja tego modelu wymagała jednak zgody władz PiS na szerokie upublicznienie działalności fundacji i podjęcie przez nią dużej aktywności. Mimo naszych starań takiej zgody ostatecznie nie uzyskaliśmy".

W wywiadzie dla niezalezna.pl mówi niemal to samo: "W partii zapadła decyzja, że nie możemy jako fundacja prowadzić takiej działalności. Długo starałem się zmienić zdanie kierownictwa PiS, ale bezskutecznie".

Był jeszcze plan sprzedaży prywatnej posiadłości małżeństwa Ziobrów w Jeruzalu pod Skierniewicami, ale "przekonano mnie, żebym od tego pomysłu odstąpił".

To w tym momencie, według Ziobry, miała zapaść kluczowa dla sprawy decyzja: "Dopiero gdy wyczerpały się wszystkie rozważane przez nas pierwotnie możliwości finansowania fundacji, wróciliśmy do koncepcji pozyskiwania darowizn również od dużych prywatnych donatorów. I wtedy dopiero powróciłem do rozmowy z panem Chodzińskim - o możliwej formule wsparcia fundacji".

"Wróciliśmy", bo ten pomysł padł już wcześniej.

Człowiek od Gmyza

Zbigniew Ziobro sam przyznaje w odpowiedzi na nasze pytania, że zwrócił się o pieniądze do Krala, a pośrednikiem był Artur Chodziński, były agent Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Niemal pięć miesięcy wcześniej, 15 kwietnia, fundacja Ziobry zapewniała Wirtualną Polskę, że nikt z Instytutu nie zwracał się do Przemysława Krala o wsparcie.

Jak Artur Chodziński znalazł się między prezesem giełdy a byłym ministrem? To długa historia, które potrzebuje przypisów.

Najpierw kontakt z prawicowymi mediami załatwił Kralowi mecenas Maciej Zaborowski, jego wieloletni adwokat, a przez dziewięć lat prezes Stowarzyszenia "Sprawiedliwa Polska" (obecnie ta organizacja ma w nazwie "Suwerenna"). To człowiek reprezentujący wielu polityków ze środowiska politycznego, którego liderem był Zbigniew Ziobro. Zaborowski zresztą przez lata był też adwokatem samego Ziobry.

Zaborowski poznał Krala z Tomaszem Sakiewiczem, szefem Telewizji Republika i, osobno, z Cezarym Gmyzem, pracownikiem tego medium.

Tymczasem Gmyz pisze nam, że spotkanie w drugiej połowie marca 2025 roku zaproponował mu "długoletni prawnik mecenas Maciej Zaborowski", który "chciał go zainteresować historią" swojego klienta.

Z kolei Sakiewicz odpowiada, że Kral zgłosił się do jego grupy "przez współpracującego z nami prawnika w celu wykupienia reklam".

Znany adwokat zaprzecza, by kontaktował Sakiewicza z Kralem. "Nie uczestniczyłem także w żadnych ewentualnych szczegółowych rozmowach pomiędzy w/w osobami i nie mam żadnej wiedzy w tym aspekcie poza wiedzą medialną" - pisze w odpowiedzi na naszej pytania mec. Maciej Zaborowski. Zaprzeczeniom przeczy jednak mail, w którym aranżował spotkanie obu panów.

Gmyz, według naszych rozmówców, trzy razy odwiedzał Krala w Monako. "Przyjeżdżał generalnie omawiać, jak Republika ma mówić o krypto" - mówi jeden z nich. Gmyz trzy wyjazdy potwierdza, ale zapewnia, że rozmawiał z Kralem wyłącznie o jego sprawach karnych, a koszty pokrywała Republika. Miał dostać propozycję lotu prywatnym odrzutowcem opłaconym przez Krala, ale, jak pisze, odrzucił ją razem z Sakiewiczem.

Gmyz dodaje, że od Krala i jego firm "nigdy nie przyjmował żadnego honorarium lub wynagrodzenia".

Przyznaje dwie rzeczy. Raz Kral "poprzez swojego kierowcę podesłał mi pudełko piwa kraftowego w ozdobnych butelkach", które, jak pisze, zostawił w hotelu. Raz dostał od niego bilety na mecz w Monako. "Było to jednak długo po zakończeniu prac nad materiałem dziennikarskim. Nie widziałem w tym nic niewłaściwego" - tłumaczy. Nie wiemy, czy ostatecznie był na meczu. Wiemy, że to Gmyz wskazał Kralowi Chodzińskiego.

"Gmyz powiedział, że ma takiego człowieka, tylko trzeba absolutnie tego nie ujawniać. I że to jest Artur" - twierdzi jeden z naszych rozmówców. Artur miał być "człowiekiem do zadań specjalnych".

Gmyz odpowiada na nasze pytania: "Tak, przekazałem Kralowi dane kontaktowe Artura Chodzińskiego i na tym się moja rola skończyła". Wiedział, że obaj (Kral i Chodziński) nawiązali kontakt, ale w żadnym ich spotkaniu, jak twierdzi, nie uczestniczył. Zaprzecza też, by rozmawiał o Kralu ze Zbigniewem Ziobrą lub jego otoczeniem.

Sam Chodziński opowiada o tym tak. Był na wakacjach w Grecji, gdy zadzwonił nieznany numer. Kral miał powiedzieć, że "dostał numer od wspólnego znajomego", i naciskać na spotkanie, bo nie może przyjechać do Polski. Latem 2025 roku Chodziński poleciał do Monako na jeden dzień. Po powrocie wystawił fakturę. Zapewnia, że za bilety zapłacił sam i że chciał od Krala niewiele: "Nie wiem, tam 900 złotych, to mówię, możemy się umówić na tysiąc pięćset złotych i tyle, nie? A on wtedy: to proszę dopisać jeszcze jedno zero" - opowiadał Chodziński w rozmowie z nami.

Nasi rozmówcy z Zondacrypto podważają prawdziwość tej historii.

Dokument mówi swoje: pierwsza faktura firmy Chodzińskiego ASTREA CONSULTING dla czeskiej spółki Krala, z 30 czerwca 2025 roku, opiewa na 7 tysięcy euro. Osiem kolejnych wystawiono na 15 tysięcy euro każda. Od 30 czerwca 2025 do 31 marca 2026 roku Chodziński wystawił Kralowi dziewięć faktur. Razem 127 tysięcy euro.

Przed laty pracował w CBA, ale został stamtąd wyrzucony. Wrócił w 2016 roku po tym, jak do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość.

A kim Chodziński był dla Ziobry?

"Były wysoki rangą funkcjonariusz CBA, który był dla mnie osobą wiarygodną, bo znałem jego pracę jako funkcjonariusza i wysoko ją ceniłem" - pisze nam Ziobro.

Chodziński prostuje: "W CBA nigdy nie pełniłem funkcji kierowniczych". I tak rzeczywiście było.

"Panie ministrze, ja panu powiem od początku do końca"

Jak doszło do darowizny na rzecz fundacji Ziobry? Tu wersje zainteresowanych się rozjeżdżają.

Według Chodzińskiego pomysł wyszedł od Krala. Tak mówił nam o tym w rozmowie: - Od samego początku, właściwie odkąd ja go poznałem, w każdej rozmowie zawsze się pojawiało, że najbardziej prześladowany polityk w Polsce to jest Ziobro. Jest dojeżdżany, on chciałby jakoś mu pomóc. I jeszcze: - On sobie znalazł, że pan [Ziobro - red.] ma fundację i że on chce zrobić darowiznę na cele statutowe tej fundacji.

Jest lato 2025 roku.

Chodziński pojechał z tym do Ziobry. Tak opisywał spotkanie w rozmowie z nami: - Ja się z nim spotkałem raz i powiedziałem mu tak: "panie ministrze, ja panu powiem od początku do końca, jak jest, a pan podejmie decyzję". Powiedziałem tak: "jest facet taki a taki, który ma taką a taką przeszłość. Ja powiedziałem mu wszystko o służbach".

- Mówię tak "jest taki facet, ma strasznie duże pieniądze. Ja się z nim znam. Żeby było jasne, ma przeszłość taką, jak ma. Moim zdaniem jest to do zastanowienia. On ciągle mi mówi, że pan jest taki prześladowany, że pan umrze, że on musi coś zrobić, żeby pana ratować".

Ziobro, według tej relacji, wahał się tygodniami.

Chodziński: - Miał wątpliwości, zastanawiał się. (...) Ale zawsze było takie pytanie, czy on [Kral - red.] coś chce za to? Ja mówię: "nie, nic mi nie powiedział. Zresztą z całym szacunkiem, ale nie jest pan w tej chwili władny w jakikolwiek sposób jemu prawnie pomóc, bo sam ma pan problemy i nie jest pan urzędnikiem".

Ziobro miał odpowiedzieć, że musi jeszcze pomyśleć. W końcu, jak twierdził Chodziński, we wrześniu 2025 roku zapadła decyzja, że fundacja darowiznę przyjmie.

A potem Artur Chodziński zmienił zdanie co do wersji wydarzeń, którą nam przedstawił.

Trzy tygodnie po naszej rozmowie (czyli 21 sierpnia), gdy dostał pytania na piśmie, napisał nam, że tamtej rozmowy "nie było", objął ją zastrzeżeniem i podał inną wersję: przed darowizną "nie informowałem Zbigniewa Ziobry o konkretnych postępowaniach prowadzonych wobec Przemysława Krala ani o czynnościach podejmowanych wobec niego przez służby".

Ziobro napisał nam później to samo, że "nie mówił natomiast nic o rzekomych działaniach służb".

"Gazecie Wyborczej" Chodziński powiedział jednak jeszcze co innego: że poinformował Ziobrę "o sprawie tajemniczego zaginięcia byłego szefa firmy BitBay Sylwestra Suszka".

Trzy wersje jednego spotkania.

W pierwszej Ziobro usłyszał "wszystko o służbach".

W drugiej nie usłyszał nic.

W trzeciej o zaginięciu prezesa giełdy.

Co wiedział prokurator generalny

Jak zapamiętał to wszystko Zbigniew Ziobro?

"W latach 2015-2023, kiedy byłem ministrem sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym, nie posiadałem wiedzy o postępowaniach dotyczących Przemysława Krala, BitBay, Zondacrypto ani związanych z nimi osób czy spółek. Rynek kryptowalut był dla mnie zresztą obszarem zupełnie nieznanym. Nie żądałem akt tych postępowań, nie występowałem o informacje o ich stanie, nie uczestniczyłem w naradach na ich temat i nie wydawałem żadnych poleceń" - napisał Ziobro w odpowiedzi na nasze pytania.

Prokurator generalny ma dostęp do akt każdego postępowania w kraju. Ziobro z tego dostępu korzystał. Do akt giełdy, jak twierdzi, nie sięgnął nigdy.

A było po co.

W 2020 roku do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu trafiło zawiadomienie o próbie wręczenia łapówki w wysokości miliona złotych i groźbach wobec dziennikarza (niżej podpisanego Michała Fui) zajmującego się sprawą giełdy Bitbay (poprzedniczka Zondycrypto).

W tej sprawie opinię wydawał ówczesny prokurator okręgowy w Warszawie, zaufany Zbigniewa Ziobry, który nie wydał zgody na kontrolowane przyjęcie łapówki od grupy przestępczej. Śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Udało się prawomocnie skazać pośrednika w tym przestępstwie, a na Przemysławie Kralu od sześciu lat ciążą zarzuty karne. Sprawa ma być ponownie rozpoznana.

Powyższym postępowaniem zajmowały się aż trzy prokuratury, a to ciągle dopiero początek długiej listy śledztw, o których były Prokurator Generalny, ze względu na zajmowane stanowisko, powinien wiedzieć.

Według ustaleń OKO.press postępowań dotyczących samej Zondacrypto było w sumie 25.

W 2022 roku Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu wszczęła śledztwo w sprawie zaginięcia Sylwestra Suszka, twórcy BitBay. Przejęła je Prokuratura Krajowa.

Pierwszy wiceprezes BitBay, Marek K., odsiadywał wyrok za udział porwaniu i zabójstwie biznesmena Mariana Zakrzewskiego.

Prokuratury prowadziły też sprawy wyłudzeń VAT na handlu paliwami przez grupę Mariana W., wyłudzeń VAT na karuzelowym obrocie drewnem egzotycznym i granulatem przez grupę Romana Ż. a od ponad 10 lat prowadzone jest też prokuratorskie postępowanie dotyczące piramidy finansowej Future Net współpracującej z BitBay. To też ludzie mniej lub bardziej powiązani z Zondacrypto.

Co mówią ludzie z giełdy

Gdy byli pracownicy Zondacrypto słyszą wersję Artura Chodzińskiego, że Kral wpłacił pieniądze Ziobrze, bo cenił go jako polityka, uśmiechają się i traktują to co najmniej z dystansem. Według nich pomysł, by wesprzeć Ziobrę, przyszedł od Chodzińskiego. Chodziński opowiadał o Ziobrze między innymi podczas spotkania na Ibizie w sierpniu 2025 roku, gdzie do Krala poleciał razem z posłem PiS Michałem Moskalem, o czym pisaliśmy w innym tekście.

Powód, dla którego Kral zdecydował się zapłacić, nasi rozmówcy wskazują wprost: Chodziński miał przekazać, że Ziobro zajmie się sprawą Krala, jak wróci do władzy, a Kral optymistycznie założył, że tak będzie. Kral był wtedy oskarżony o próbę przekupienia współautora tego tekstu Michała Fui.

Ziobro w odpowiedzi na nasze pytania zaprzeczył.

Współpracownicy Krala wspominają, że ich szef był zapewniany przez Chodzińskiego, że "wszystko jest 100-procentowo pewne, że Ziobro będzie ministrem sprawiedliwości po odzyskaniu władzy, a nawet gdyby nie był, to cała prokuratura i tak będzie jego i on to załatwi".

Według naszych rozmówców z Zondacrypto Chodziński miał przekazać Kralowi, że Ziobro zajmie się jego sprawą, jak wróci do władzy. Ziobro miał się oburzać tym, co przeczytał w aktach sprawy Krala, uznać ją za "skandal" i zapowiadać, że "przyjdzie do władzy i zaraz temu wszystkiemu urwie łeb".

Chodziński i Ziobro zaprzeczają, by padły jakiekolwiek deklaracje.

Zbigniew Ziobro: "kilkakrotnie pytałem Artura Chodzińskiego wprost, czy Przemysław Kral oczekuje czegokolwiek w zamian albo czy stawia jakiekolwiek warunki. Za każdym razem otrzymywałem jednoznaczne zapewnienie, że nie ma żadnych oczekiwań".

Czy Ziobro wiedział, że zapewnia go o tym człowiek, który bierze pieniądze od Krala? "Nie znałem charakteru relacji zawodowej łączącej Pana Chodzińskiego i Krala".

Cytaty z Krala w Sejmie

Premier Donald Tusk cytował w piątek 4 września w Sejmie fragmenty wyjaśnień Krala złożonych przed prokuratorem jako podejrzany.

Zbyszek zapoznał się z aktami (chodzi o akty oskarżenia wobec tej osoby). Mówił, że gdyby wiedział, że taka sprawa się toczy, to natychmiast by interweniował. Obiecał, że jak wróci do władzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, czego jest pewien, to ukręci łeb wszystkim tym sprawom.
Fragment wyjaśnień podejrzanego Przemysława Krala cytowany przez premiera

- Ta osoba zeznała też, że rekompensata za tę usługę będzie wypłacona panu ministrowi Ziobro za pośrednictwem fundacji, którą zakładał brat pana Ziobry, a była to Fundacja Suwerennej Polski - przekazał Donald Tusk.

Umówiliśmy się na łączną kwotę dwa miliony złotych. Wypłaciłem 500 tysięcy złotych ze swojego rachunku bankowego. Dalsze wpłaty były niemożliwe, ponieważ bank zadawał setki pytań i finalnie wypowiedział mi umowę rachunku bankowego. Ziobro przestraszył się i podobno chciał zwracać pieniądze, ale w ostatnim czasie sam publicznie przyznał, że wypłacił sobie z fundacji te pieniądze i przeznaczył na swoje potrzeby - cytował premier wyjaśnienia Krala. I jeszcze jeden cytat: - Natomiast główną rolę w tym procederze odegrała Patrycja Kotecka. To jest oczywista korzyść majątkowa. Zapłaciłem za to, bo miałem być czystym człowiekiem.
Fragment wyjaśnień podejrzanego Przemysława Krala cytowany przez premiera

Artur Chodziński przyznał nam, że to z Patrycją Kotecką korespondował m.in. w sprawie numeru rachunku, na który miała wpłynąć darowizna.

Pracownicy Krala wyśmiewają też zapewnienia, że Ziobro nigdy nie miał wiedzy o sprawach giełdy. Według nich mecenas Maciej Zaborowski, wieloletni adwokat Krala i człowiek związany ze środowiskiem Suwerennej Polski, cały czas zapewniał prezesa Zondy, że "poszedł do Ziobry i Ziobro wszystko wie". Zapytaliśmy Zaborowskiego, czy zapewniał Krala, na co mecenas odpowiedział tak: "Nigdy nie rozmawiałem z Panem Ministrem Ziobro na temat spraw Pana Przemysława Krala oraz nie informowałem o takich rozmowach. Informacje te są całkowicie nieprawdziwe".

500 złotych i cudze biuro

Fundacja Instytut Polski Suwerennej powstała 4 kwietnia 2025 roku. Fundatorem jest Zbigniew Ziobro, fundusz założycielski wynosi 500 złotych. Siedziba to lokal przy ulicy Zgierskiej 40 w Łodzi, biuro spółki powiązanej z lokalnym działaczem PiS. Fundacja nic za niego nie płaci. Adres, jak pisze sama fundacja, "służy głównie do odbioru kierowanej korespondencji" - odpowiedziała Wirtualnej Polsce Ewa Wendrowska, członkini zarządu fundacji i radna sejmiku łódzkiego z PiS. Pracowników nie zatrudnia.

Pół roku po rejestracji, między 16 października a 10 listopada 2025 roku z rachunku Kancelarii Adwokackiej Przemysław Kral wyszły trzy przelewy na fundację Ziobry. Razem 450 tysięcy złotych. Wiemy to nie od fundacji, tylko z dokumentów bankowych. Wśród materiałów zabezpieczonych na urządzeniach i kontach osób związanych z Zondacrypto, do których dotarliśmy, jest pismo Departamentu Bezpieczeństwa mBanku z 21 listopada 2025 roku. Po tych przelewach bank wszczął wobec kancelarii Krala procedurę w trybie ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i zapytał wprost o "powody przekazania darowizny w wysokości 450 000,00 PLN".

Po tym, jak mBank zapytał kancelarię Krala o "powody przekazania darowizny w wysokości 450 000,00 PLN" na fundację Ziobry, Kral przesłał treść pisma Arturowi Chodzińskiemu z prośbą o statut fundacji. "Już działam!" - odpisuje były agent CBA i za dwie godziny przesyła dokument.

Ziobro kwoty nie potwierdził redakcji przez dziewięć dni od otrzymania pytań. Podał ją najpierw Niezależnej.pl: "Z tego, co wiem, 450 tysięcy złotych, ale nie od Zondacrypto, a od kancelarii prawnej należącej do mec. Krala".

To rozróżnienie jest jego drugą linią obrony. "Darczyńcą była kancelaria, która od lat prowadzi działalność prawniczą i uzyskuje przychody ze świadczenia legalnych usług prawnych" - pisze. To właśnie tę kancelarię bank pytał o źródła majątku.

W grudniu Kral chciał wpłacić więcej. Ziobro twierdzi, że odmówił. Powód opisuje tak: "Niepoinformowanie nas przez Krala o tym, że w Sejmie toczy się proces legislacyjny, którego wynik może mieć wpływ na sytuację Zondacrypto, uznaliśmy za nadużycie naszego zaufania". W tym procesie legislacyjnym brali udział posłowie z jego własnego obozu: Janusz Kowalski z dawnej Suwerennej Polski i Michał Moskal z PiS, którzy przygotowywali poprawki do ustawy.

Ale Kral, jak wynika z cytowanych w piątek w Sejmie wyjaśnień, wskazał inny powód: dalsze przelewy i wpłaty zostały zablokowane, ponieważ bank zaczął dopytywać o pochodzenie środków, a ostatecznie wypowiedział mu umowę rachunku. Łącznie planował przelać na konto fundacji Ziobry 2 miliony złotych.

Jesienią 2025 roku posłowie PiS złożyli do ustawy o kryptoaktywach trzynaście liberalizujących poprawek. Ziobro twierdzi, że nic o tym nie wiedział. Przelewy od Krala na jego fundację wyszły między pierwszym czytaniem a wetem prezydenta.

"Chciał oddać, ale już nie miał z czego"

Kiedy w kwietniu 2026 roku wybuchła na dobre afera Zondacrypto, w otoczeniu fundacji pojawiła się myśl o zwrocie pieniędzy. Potwierdza nam to Artur Chodziński. Ale przyznaje, że już nie za bardzo było z czego.

Ziobro, zapytany, na co poszły pieniądze: "szczegółowe informacje o sposobie wykorzystania otrzymanych środków (...) wymagają wglądu w dokumentację, do której przebywając w USA, obecnie nie mam dostępu".

Deklaruje zwrot równowartości. "Zamierzam uzyskać tę kwotę ze sprzedaży mojego domu w Jeruzalu, gdy tylko będzie to możliwe". To ten sam dom, którego sprzedaży ktoś mu odradził, gdy chciał sfinansować fundację z własnej kieszeni.

Zbigniew Ziobro odpowiadał na pytania Wirtualnej Polski i TVN24 trzykrotnie. Odpowiedzi przesyłał na zmianę z żoną, która korzystała ze swojego adresu w Parlamencie Europejskim. Polityk PiS zapewnia, że nigdy nie rozmawiał z Kralem, że przyjęcie darowizny było "akceptowalne", bo giełda współpracowała z policją, prokuraturą i administracją skarbową państwa Donalda Tuska, oraz że fundacja jest jedną z ofiar "nieudolności instytucji państwa".

Patrycja Kotecka-Ziobro zapewnia, że nie zna Krala i że ani ona, ani nikt z jej rodziny "nie otrzymał od niego żadnego świadczenia, benefitu ani najmniejszej korzyści".

Artur Chodziński potwierdził na piśmie rolę pośrednika, oczekuje, by bezpośrednią rozmowę, którą odbyliśmy 31 lipca traktować jako nieoficjalną, a dokumentów, które obiecał nam przekazać, ostatecznie nie dostarczył: "W razie potrzeby dokumenty takie mogę przedstawić właściwym organom".

Fundacja Instytut Polski Suwerennej nie podała daty otwarcia rachunku ani wysokości przychodów. Nie znaleźliśmy żadnych śladów działalności fundacji Ziobry poza oświadczeniami wydawanymi po kolejnych publikacjach o jej powiązaniach z aferą Zondacrypto. Domena strony internetowej fundacji została zarejestrowana 12 stycznia 2026 roku, dwa miesiące po przelewach od Krala. Nie ma na niej aktualności, publikacji, raportów, nazwisk członków zarządu, linków do mediów społecznościowych ani telefonu. Jest zakładka "Wesprzyj Nas" z numerem konta i tytułem przelewu: "Darowizna na cele statutowe". Ten sam numer i ten sam tytuł, które Kral dostał od Chodzińskiego we wrześniu 2025 roku.

Przemysław Kral jest obecnie podejrzanym w śledztwie prokuratury. Poszedł na współpracę i składa obszerne wyjaśnienia.

Zbigniew Ziobro
Zbigniew Ziobro
Źródło zdjęcia: Art Service/PAP

***

Rozmowę, podczas której Artur Chodziński potwierdził niemal wszystkie zebrane przez nas informacje o jego współpracy z Przemysławem Kralem, odbyliśmy 31 lipca 2026 roku. Przez następne tygodnie weryfikowaliśmy te ustalenia oraz zbieraliśmy dalsze informacje i publikowaliśmy teksty o innych wątkach afery Zondacrypto.

21 sierpnia o godz. 12.30 wysłaliśmy Chodzińskiemu mailem kolejne pytania. 24 minuty po ich otrzymaniu Chodziński odpisał, że tamtej rozmowy "nie było". Powołał się na art. 14 ust. 3 Prawa prasowego i zastrzegł ją w całości: cytowanie, parafrazę, opis, przypisanie anonimowemu źródłu i "wykorzystanie tych informacji jako podstawy ustaleń".

Przepis, na który powołał się były agent CBA stworzono, żeby chronić informatorów i sygnalistów. Prawo chroni informacje zastrzeżone przed ich udzieleniem albo w trakcie. Nie pozwala wycofać się po trzech tygodniach z tego, co powiedziało się dziennikarzowi, który się przedstawił i podał temat rozmowy.

I jeszcze jedno - nie uważamy Artura Chodzińskiego za naszego informatora. A część opisanych powyżej faktów może nosić znamiona przestępstwa powoływania się na wpływy. I temu przyświeca ta publikacja - interesowi publicznemu oraz ujawnieniu potencjalnych przestępstw.

Redagowali Piotr Machajski, Barbara Kasprzycka

Pozostało 0% artykułu
Czytaj także: