"Pozwalają mi zmienić buty, pozwalają zabrać wodę. Wtedy zrozumiałem"

Bartosz Wieliński i Andrzej Poczobut
Poczobut odebrał Order Orła Białego
Źródło wideo: TVN242
Źródło zdj. gł.: Bartosz Wieliński/X
Ciągły głód (...) Trzy lata chodziłem w jednym i tym samym ubraniu - tak Andrzej Poczobut opisał warunki w białoruskiej kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. W rozmowie z Bartoszem Wielińskim z "Gazety Wyborczej" uwolniony dziennikarz opowiedział, jak wyglądała jego droga na wolność, i powiedział, jaki warunek postawił funkcjonariuszom reżimu.

28 kwietnia, po ponad pięciu latach w niewoli reżimu Alaksandra Łukaszenki, Andrzej Poczobut został uwolniony w ramach wymiany więźniów i trafił do Polski. Od razu powiedział jednak, że na Białoruś będzie chciał wrócić. 

Tę zapowiedź powtórzył w rozmowie ze swoim przyjacielem, dziennikarzem "Gazety Wyborczej" Bartoszem Wielińskim. Dopytywany, co zrobi, jeśli zostanie ponownie uwięziony, odpowiedział: "To posiedzę. Trudno. Nelson Mandela tyle lat (27) siedział, żołnierze Armii Krajowej siedzieli". Na argument, że ma rodzinę, córkę i nastoletniego syna rozmówca "GW", odparł, że "każdy ma". - Ludzie, których spotkałem w łagrach, też mają żony i dzieci. Jarek to już dorosły chłopak, on przecież wszystko rozumie - stwierdził Andrzej Poczobut w wywiadzie dla "GW".

Tak wyglądała droga Andrzeja Poczobuta na wolność

Wieliński zrelacjonował pierwsze chwile po uwolnieniu Poczobuta. Najpierw, w drodze z przejścia granicznego w Białowieży, zadzwonili do żony dziennikarza Oksany i jego córki Jany. "Były akurat na siłowni, nie wiedziały, co się dzieje, były zaskoczone, gdy zobaczyły Andrzeja na ekranie" - opisał. Potem Poczobut rozmawiał m.in. z wicepremierem i szefem MSZ Radosławem Sikorskim

Dziennikarz został przewieziony do warszawskiego szpitala MSWiA, gdzie czekały go badania. To tam dołączyła do niego rodzina

Andrzej Poczobut z żoną podczas spotkania w polskim szpitalu
Andrzej Poczobut z żoną podczas spotkania w polskim szpitalu
Źródło zdjęcia: Sviatlana Tsikhanouskaya/X

Poczobut w rozmowie z Wielińskim przedstawił, jak wyglądała droga na wolność z jego perspektywy. Przyznał, że "absolutnie" nie spodziewał się, że tego dnia opuści więzienie. Strażnicy kolonii karnej o zaostrzonym rygorze w Nowopłocku mieli mu zakomunikować, że jedzie do więzienia śledczego nr 1 w Mińsku.

W porządku, przyjmuję za dobrą monetę, że jadę do więzienia śledczego. Ale dzieje się coś dziwnego, pozwalają mi zmienić buty, pozwalają zabrać wodę w butelce. Wtedy zrozumiałem, że to nie jest etap (transport) do więzienia w Mińsku

- relacjonował. Poczobut dodał, że spodziewał się "rozmowy" i powrotu do celi, bo "tak było już kilkakrotnie". Jak wyznał w wywiadzie dla "GW", "pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej, do jakiegoś domu wypoczynkowego pod granicą", gdzie czekali funkcjonariusze białoruskiego KGB. 

To tam Poczobut po raz pierwszy usłyszał: "jedziemy na wolność". Dziennikarz nie uwierzył im i stwierdził, że "nie jedzie". Przedstawił swój warunek - możliwość powrotu do Grodna. Miał otrzymać zapewnienie, że będzie mógł wjechać ponownie do Białorusi.

Nie chciał uwierzyć aparatczykom, ale w końcu usłyszał, że "sam Aleksander Łukaszenka mu obiecał, że (Poczobut) będzie mógł wrócić na Białoruś". Poczobut miał możliwość skontaktować się z polskim dyplomatą, a na miejscu zjawiła się Andżelika Borys - szefowa Związku Polaków na Białorusi. Jak podkreślił, w rozmowie z każdym z nich powtarzał swój warunek dotyczący powrotu na Białoruś. 

Dziennikarz miał usłyszeć od funkcjonariuszy KGB, że na granicy czeka ktoś, kogo zna. Chodziło o Wielińskiego, który miał przekazać Poczobutowi wiarygodne zapewnienie, że będzie mógł wrócić. Jak przyznał Poczobut, gdyby na granicy pojawiła się jakakolwiek wątpliwość, to był gotowy stanąć i powiedzieć: nigdzie nie idę. 

Dopiero po zapewnieniach Wielińskiego, że najpierw czekają go badania w szpitalu, a później "zrobi, co będzie chciał", Poczobut miał odetchnąć z ulgą. 

Trzy lata w jednym ubraniu i ciągły głód

Poczobut mówił w rozmowie z Wielińskim o warunkach w białoruskiej kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. "Trzy lata chodziłem w jednym i tym samym ubraniu (…) Drelich był tak zniszczony, że bałem się go zbyt często prać, bo materiał mógł się rozerwać" - mówił. 

Pytany o to, jak był karmiony, odparł, że padł ofiarą "kuracji", która w slangu więziennym określana jest jako "cios w tłuszcze". "Kasza, ziemniaki, trochę mięsa. Ciągły głód. Człowiek po prostu chudnie" - wyznał.  

Wieliński zapytał Poczobuta, czy do białoruskiego więzienia docierały informacje z Polski, w tym o organizowanych w kraju akcjach solidarnościowych z dziennikarzem. - Wiedziałem. Takich rzeczy nie da się ukryć. O tym, że Polska zamknęła granice z Białorusią, wiedziałem natychmiast. To od razu się rozniosło po więzieniu - odpowiedział. 

Jak dodał, miał również świadomość podejmowanych w jego sprawie działań. - Domyślałem się z zachowania strażników. Od razu czujesz, że bez powodu odkręcają śrubę. Albo jak ją zaciskają, gdy rozmowy kończą się impasem - wyznał. 

Premier Donald Tusk przyznał po powrocie Poczobuta, że "ta historia była długa i miała wiele zwrotów akcji". - Bardzo trudno było liczyć tutaj na rzetelność i solidność ze strony białoruskiej - powiedział. Jak dodał, "wystarczy wspomnieć, że przy jednej z ostatnich prób doprowadzenia do wymiany, w ostatniej chwili, 24 godziny przed wymianą Białorusini zmienili zdanie".

Poczobut z Orderem Orła Białego

3 maja Poczobut odebrał od prezydenta Karola Nawrockiego Order Orła Białego.

- Nie czuję się bohaterem, dla mnie bohaterami tej historii są przede wszystkim żołnierze Armii Krajowej, dowódcy Armii Krajowej, osoby, o gloryfikację których byłem oskarżony - mówił w czasie uroczystości.

Andrzej Poczobut
Andrzej Poczobut
Źródło zdjęcia: TVN24

- Jestem zwykłym człowiekiem, który żyjąc w nieprzyzwoitych czasach, próbuje zachować się przyzwoicie. Tylko tyle i aż tyle - podsumował.

OGLĄDAJ: "Kto tam nie był, nie ma pojęcia". Przeżył piekło
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: PAP, Gazeta Wyborcza
Czytaj także: