"Naczelnik więzienia do niego krzyczał: Poczobut, my cię nie potrzebujemy martwego"

28 1935 gosc fpf liveu-0073
Wieliński o spotkaniu z Poczobutem: zapytałem Andrzeja, czy mnie poznajesz?
Źródło: TVN24
Jest teraz w najlepszych rękach, w najlepszym szpitalu w kraju, jest poddawany kompleksowym badaniom, jest w strasznym stanie. Waży 74 kilogramy - tak o uwolnionym Andrzeju Poczobucie mówił w "Faktach po Faktach" Bartosz Wieliński z "Gazety Wyborczej". W programie opowiedział, jak przebiegała jego rozmowa z przyjacielem, a także to, jakie są realia zniewolenia przez białoruski reżim.

We wtorek dziennikarz i aktywista mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut został uwolniony z białoruskiego więzienia o zaostrzonym rygorze i wrócił do Polski. Został aresztowany w 2021 roku, a dwa lata później reżim Aleksandra Łukaszenki skazał go w politycznym procesie na osiem lat kolonii karnej za rzekome "wzniecanie, podżeganie do nienawiści" i "wzywanie do działań na szkodę Białorusi".

>> Tak zmienił się Andrzej Poczobut. Pierwsze zdjęcia

Przy uwolnieniu Poczobuta był jego przyjaciel - dziennikarz "Gazety Wyborczej" Bartosz Wieliński. W "Faktach po Faktach" w TVN24 opowiedział o przejmujących chwilach przy granicy.

"Z budynku wyszedł chudy mężczyzna, trzymany pod rękę przez Białorusina w kominiarce"

Pytany, kiedy dowiedział się o uwolnieniu Poczobuta, Wieliński przypomniał, że "to się miało wydarzyć już tyle razy". - Wczoraj wieczorem, jeszcze przed pójściem spać, sprawdzałem, czy nie mam SMS-a od ministra Siemoniaka, że jednak znowu nie, bo już parę razy się nastawialiśmy. Raz było już szalenie blisko z tą misją, jak gnałem na złamanie karku z innego kraju - przyznał.

- Tak naprawdę dowiedziałem się o tym, że to jest teraz, w momencie, kiedy funkcjonariusze ABW postawili mnie przy linii granicznej i z białoruskiego budynku wyszedł chudy jak szczapa mężczyzna, trzymany pod rękę przez Białorusina w kominiarce i zaczął iść w moim kierunku i patrzę, kto to jest, czy to na pewno jest Poczobut - wspomniał.

Andrzej Poczobut witany przy granicy przez Donalda Tuska. Bartosz Wieliński stoi po prawej stronie
Andrzej Poczobut witany przy granicy przez Donalda Tuska. Bartosz Wieliński stoi po prawej stronie
Źródło: KPRM

Dodał, że na początku nic nie wiedział, jednak po kilkunastu krokach zauważył "tą twarz, taką charakterystyczną, te kości policzkowe wystające, jak właśnie u Andrzeja, jak na zdjęciu, które pamięta z sali rozpraw", a po kolejnych krokach miał już pewność, że to Andrzej Poczobut.

- I on podchodzi bliżej, ale bardzo jest niepewny, bardzo nieufny. I pytam Andrzeja: czy ty mnie poznajesz? A on mówi: pewne, że cię poznaję. I podchodzi bliżej, ściskamy się i Andrzej pyta: czy ja będę mógł wrócić na Białoruś? I tak to wyglądało wtedy - powiedział.

Zaznaczył, że to pytanie go nie zdziwiło, bo zdaje sobie sprawę, że Poczobut "nie chciał po prostu iść na banicję", a "chce mieć możliwość utrzymywania kontaktu z Białorusią, chociażby okazyjnego". - On ma tam swoje miasto, małą ojczyznę, jak mi to dzisiaj opowiadał, ma tam rodziców i po prostu nie chce też dać satysfakcji, bo mówił mi już, jak jechaliśmy do Warszawy, że władzom białoruskim zależało na tym, żeby go po prostu wyrzucić z Białorusi, żeby się go po prostu pozbyć - zwrócił uwagę.

Przypomniał przy tym, że tak stało się chociażby z Swiatłaną Cichanouską. Zaznaczył, że białoruski reżim chce "ukręcić łeb polskiej wspólnocie na Białorusi, polskiej mniejszości, żeby pozbawić ich przywódców". - I on [Poczobut - red.] na to się po prostu nie chce zgodzić, żeby tych swoich ludzi zostawić, żeby oni zostali sami - uzasadniał.

Dalej wspomniał, że w samochodzie do Warszawy odbyli z Poczobutem kilka rozmów, w tym z szefem MSZ Radosławem Sikorskim czy redakcyjnymi kolegami z "Gazety Wyborczej". - I wszyscy mówią: Andrzej, zostajesz. A on mówi" nie, nie zostaję, muszę wrócić - podsumował.

Bartosz Wieliński i Andrzej Poczobut w drodze do Warszawy
Bartosz Wieliński i Andrzej Poczobut w drodze do Warszawy
Źródło: Bartosz Wieliński/X

- Na razie cieszmy się tym, że on jest. Jest teraz w najlepszych rękach, w najlepszym szpitalu w kraju, jest poddawany kompleksowym badaniom, jest w strasznym stanie. Waży 74 kilogramy, wygląda tak, jak ludzie po wyzwoleniu obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej, niemieckich obozów. Strasznie wygląda i musi odbudować tkankę tłuszczową i mięśniową, żeby po prostu funkcjonować. Na razie był na wielkiej adrenalinie, w stanie wielkiej ekscytacji, ale teraz jest czas lekarzy. Muszą go postawić na nogi, uzdrowić, a wtedy będziemy się martwić - podkreślił.

Wieliński o Poczobucie: chcieli go zepchnąć na sam dół hierarchii więziennej

Wieliński dopytywany był, o czym opowiadał mu w trakcie podroży Poczobut. - Wszystko opowiadał. Począwszy od historii Armii Krajowej na Grodzieńszczyźnie, skończywszy na utarczkach z łukaszenkowcami, przed jeszcze jego aresztowaniem, o życiu więziennym - odparł.

- Plus jest taki, że w więzieniu go nie bito, że był poddawany torturom psychicznym, ale nie fizycznym. Nie wiem, czy to jest plus. Jakaś taka informacja, która jest jakaś pozytywna, że przemocy fizycznej wobec niego nie stosowano, natomiast stosowano koszmarną przemoc psychiczną, żeby wbić go w ziemię, żeby go upokorzyć, żeby go zepchnąć na sam dół hierarchii więziennej, żeby sobie podciął żyły, żeby zmusić go do tego i żeby się po prostu z Białorusi je wyniósł - przyznał.

- Naczelnik więzienia do niego krzyczał: Poczobut, my cię nie potrzebujemy martwego, my cię potrzebujemy żywego i ty zostaniesz tutaj żywy, aż pękniesz, aż cię załatwimy - dodał.

Wieliński: wobec Poczobuta stosowano koszmarną przemoc psychiczną
Źródło: TVN24

"Karcer w karcerze"

Wspomniał, że Poczobut opowiedział, że "działano wobec niego według podręcznika łamania ludzi, takiej procedury". - W białoruskim systemie karnym, łagierewnym, jest procedura, jak niszczyć człowieka, jak odzierać ludzi z godności, z poczucia człowieczeństwa, z poczucia własnej wartości - wytłumaczył.

Podkreślił, że Poczobut znał te metody, bo sam je opisywał.

- On wiedział, jak się przed tym bronić, ale ceną za to był niekończący się pobyt w karcerze. On przesiedział 160 dni w szizo. To karcer w karcerze, czyli po prostu betonowe pomieszczenie bez niczego, tylko z deskami, na których się śpi, albo w celi pojedynczej, w tak zwanym PKT, gdzie okno jest otwarte cały rok, jest chłód i zimno. Nigdy nie był właściwie w normalnej celi z normalnymi ludźmi. Więc tak go Białorusini traktowali - podsumował.

CZYTAJ WIĘCEJ: Tusk o szczegółach wymiany Poczobuta. "Ta historia miała wiele zwrotów akcji"

Wieliński w programie podziękował widzom TVN, którzy włączali się w akcje solidarnościowe. - Andrzej powiedział, że gdyby nie nasza pamięć, nasze zaangażowanie i poczucie, że państwo polskie, Polska i Polacy w tym stoją, to by tego więzienia nie przeżył - przyznał.

Wieliński: chylę czoła przed wszystkimi, którzy pamiętali o Andrzeju
Źródło: TVN24
OGLĄDAJ: "Był chudy jak szczapa. Od razu spytał, czy będzie mógł wrócić na Białoruś"
28 1930 fpf cl-0071

"Był chudy jak szczapa. Od razu spytał, czy będzie mógł wrócić na Białoruś"

28 1930 fpf cl-0071
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: