Powody odejścia Sławomira Cenckiewicza. Marcin Przydacz zabrał głos
Sławomir Cenckiewicz w zeszłym tygodniu złożył rezygnację z funkcji szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W długim wpisie tłumaczył decyzję i przekonywał, że ma związek z brakiem dostępu do informacji niejawnych.
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz został zapytany w czwartek w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24, czy konflikt, jakaś rywalizacja i iskrzenie między nim a Cenckiewiczem przyczyniły się do tego, że odszedł ze stanowiska szefa BBN. - Nie. Nie było po pierwsze żadnego konfliktu, żadnego iskrzenia - odparł.
Na uwagę, że BBN i Biuro Polityki Międzynarodowej w naturalny sposób rywalizują, a jeszcze jak są "politycy z trochę innych bajek", to iskrzenie musi występować, Przydacz powiedział: - Ale jedna bajka nas łączy pod tytułem Rzeczpospolita Polska, nawet jeśli są jakieś różnice poglądowe.
Przyznał, że pomiędzy Biurem Polityki Międzynarodowej a BBN "czasami pojawiają się podobieństwa w zakresie kompetencji dotyczących polityki międzynarodowej". - Natomiast zapewniam, że akurat podzieliliśmy się bardzo ładnie w tych swoich zadaniach - dodał.
- Próba wtłaczania tego w jakiś wewnętrzny spór jest tak naprawdę chęcią ominięcia podstawowego powodu. A podstawowym powodem jego odejścia jest bezprawie i lekceważenie wyroków sądów przez rząd Donalda Tuska - mówił Przydacz.
Przydacz: myślę, że to było działanie, które należało poddać krytyce
Był też pytany, czy Cenckiewicz niepotrzebnie "kąsał" Donalda Trumpa. Cenckiewicz w połowie kwietnia ocenił, że wpis prezydenta USA na temat papieża Leona XIV i grafika, którą opublikował, na której Trump jest przedstawiony jako postać przypominająca Chrystusa, przekraczają wszelkie normy.
- Bez względu na wiarę myślę, że to było działanie, które należało poddać krytyce. Tylko nie łudźmy się, że to zmieni postępowanie prezydenta Trumpa - powiedział Przydacz.
W jego ocenie "czasami trzeba umieć pewne rzeczy nie komentować, po to, żeby załatwić inne ważne [kwestie - red.] dla Polski".
Przydacz o uwolnieniu Poczobuta
Odniósł się także do uwolnienia z białoruskiego więzienia dziennikarza i aktywisty mniejszości polskiej na Białorusi Andrzeja Poczobuta. Gość "Rozmowy Piaseckiego" został zapytany, czy najważniejszą informacją było to, że załatwili to prezydenci USA i Polski Donald Trump i Karol Nawrocki.
- Najważniejszą informacją jest to, że Andrzej Poczobut jest wolny. Powinniśmy się z tego cieszyć. Jest w dobrym relatywnie stanie zdrowia - powiedział Przydacz. Dodał, że "cała reszta jest pewnym ważnym czynnikiem, bo pokazuje sprawczość państwa".
- W wielu komentarzach, wpisach mówiłem o tym, że świetną robotę, wykonawczą już później, przeprowadzili oficerowie polskich służb - mówił.
- Wszystkie ekipy, od czasów Andrzeja Dudy, Mateusza Morawieckiego, ministrowie, na pewno ten rząd też robił wszystko, żeby uwolnić Andrzeja Poczobuta. Nic się nie udawało do momentu, w którym zaangażowali się na dobre Amerykanie. A to było decyzją prezydenta Trumpa i trzeba to odnotować - dodał.
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24