W poniedziałek około godziny 15 Piotr Pytel opuścił zakład karny w Rzeszowie. Mężczyzna został skazany w 2006 roku przez sąd w Monachium na dożywocie za zamordowanie Ecateriny I. Jak wykazało późniejsze postępowanie polskiej prokuratury, to nie on popełnił tę zbrodnię.
Historię skazanego mężczyzny opowiedział reporter Maciej Zalewski w materiale "Osadzony. Podwójna rzeczywistość" w TVN24+. W poniedziałek dziennikarz mówił w programie "Polska i Świat" w TVN24 o pierwszej rozmowie telefonicznej z Pytlem po jego zwolnieniu. - Mówiąc wprost, brakowało mu słów - relacjonował Zalewski.
"Panie Piotrze, za pół godziny wychodzisz"
W poniedziałek minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował, że podjął decyzję o "przerwie w wykonywaniu kary dożywotniego pozbawienia wolności wobec Piotra Pytla". Kilka dni wcześniej szef MS przekazał, że zdecydował o ponownym uruchomieniu procedury ułaskawieniowej Pytla. Teraz w sprawie prawa łaski zdecyduje prezydent Karol Nawrocki.
Zalewski ujawnił w TVN24, jak o zwolnieniu poinformowano Pytla. - Powiedział, że sposób, w jaki opuścił zakład karny, gdyby powiedzieć, że był dynamiczny, to jakby nic nie powiedzieć - opisał dziennikarz. Skazany mężczyzna miał usłyszeć: - Panie Piotrze, za pół godziny wychodzisz.
- Taka informacja po ponad 20 latach za kratami. Trudno mi sobie wyobrazić, jak mógł zareagować - ocenił autor reportażu o Pytlu.
"Wszystkie karty na stole prezydenta"
Zalewski podkreślił, że kluczowy dla sprawy Pytla jest teraz ruch prezydenta. Jak tłumaczył, zwolnienie z kary obowiązuje do momentu wydania decyzji w sprawie ułaskawienia. - Wszystkie karty są położone na stole prezydenta i to on musi podjąć tę decyzję - skomentował dziennikarz.
- Co jest istotne, jeżeli prezydent ułaskawi pana Piotra, to zwolni go tylko całkowicie z odbywania kary, ale w świetle prawa nadal będzie skazanym za zabójstwo (...) potrzebne będzie wznowienie postępowania przed sądem niemieckim, co jest bardzo skomplikowane - zaznaczył Zalewski.
Ułaskawienie przez prezydenta nie oznacza uniewinnienia ani uchylenia wyroku, lecz uwalnia skazanego od konieczności odbywania kary lub jej części.
Zalewski opowiedział również w TVN24, jak wyglądało przygotowanie reportażu o Pytlu. W materiale "Osadzony. Podwójna rzeczywistość" pokazano odpowiedzi na pytania dziennikarza TVN24, odręcznie spisane przez skazanego. - Nie miałem możliwości spotkać się z nim osobiście (w zakładzie karnym w Rzeszowie), żeby porozmawiać, więc skorzystaliśmy ze starych dobrych listów. Moje pytania trafiły do zakładu karnego i za pomocą prawników, przyjaciół dostałem odpowiedzi - mówił Zalewski. - Dopiero kilka miesięcy później udało się z nim spotkać w samym zakładzie karnym - kontynuował.
- Byłem bardzo zdziwiony, że spotkałem tak pozytywną i uśmiechniętą osobę - mówił o Pytlu Zalewski. - Wyobrażałem sobie, że ta osoba może być trochę zakłopotana, wycofana. Taka, która będzie bała się odpowiadać. A tutaj spotkałem otwartą osobę. Co istotne, osobę, która wie, co zrobiła, a czego nie zrobiła - podkreślił reporter.
Pytel został skazany bez dowodów
Piotr Pytel, będąc już od lat w Niemczech, nawiązał znajomość z 17-letnim wówczas "Tomaszem L." (który później okazał się Tomaszem W., czego Pytel nie był świadomy). Mężczyźni dokonywali napadów. 26 marca 2004 roku w Monachium ich celem stała się Ecaterina I. Rozbój z rabunkiem zakończył się zbrodnią.
Pytel od lat niezmiennie zeznaje i mówi, że w trakcie akcji został na ulicy, a do mieszkania kobiety wszedł tylko "Tomasz L.", który po jakimś czasie wrócił ze zrabowanymi rzeczami. Gdy w mediach pojawiła się informacja o brutalnym zabójstwie, "Tomasz L." uciekł z kraju. Pytel został w Monachium i tam w trakcie śledztwa go aresztowano.
Po dwóch latach Pytel został skazany jedynie na podstawie zeznań współwięźnia - obcokrajowca, któremu groziło wydalenie z Niemiec i miał on osobisty interes we współpracy ze służbami. Pogrążył oskarżonego Polaka, zeznając, że ten przyznał się ponoć do pobytu w mieszkaniu, gdy doszło do zabójstwa.
Mimo braku jakichkolwiek dowodów - nawet braku śladów biologicznych Pytla w mieszkaniu - wyrok dożywocia za rozbój i morderstwo zapadł w październiku 2006 roku. Polak chciał odsiadywać go w Niemczech, bo tam miałby później szansę o ubieganie się o wcześniejsze zwolnienie, ale w 2009 roku doszło do przekazania go Polsce. Do tej pory odsiadywał wyrok w Rzeszowie.
Do zabójstwa przyznał się inny mężczyzna
W 2010 roku zatrzymano Tomasza W. - w ramach śledztwa prowadzonego przez prokuratury w Polsce i w Niemczech między innymi w sprawie pewnej grupy przestępczej z Podkarpacia. W obecności polskich i niemieckich funkcjonariuszy Tomasz W. przyznał się wtedy do zamordowania Ecateriny I. Zaznaczył też, że zbrodni dokonał sam.
W 2011 roku, po przekazaniu go Niemcom, usłyszał wyrok dziewięciu lat i trzech miesięcy pozbawienia wolności. Wymiar kary był niski z powodu niemieckiego prawa, bo sprawca w momencie dokonywania zbrodni był niepełnoletni. Mężczyzna wyszedł już na wolność.