Piotr Pytel w 2006 roku został skazany przez sąd w Monachium na dożywocie za zamordowanie Ecateriny I. Jak pokazało jednak późniejsze postępowanie polskiej prokuratury, to nie on popełnił tę zbrodnię. O historii Pytla opowiedział w styczniu reporter Maciej Zalewski w materiale "Osadzony. Podwójna rzeczywistość" w TVN24+.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział, że przyjrzy się sprawie. Kilka dni temu przekazał, że podjął decyzję o ponownym uruchomieniu procedury ułaskawieniowej Pytla.
Jak ocenił, "to bardzo trudna merytorycznie sprawa". - Ja ją przeanalizowałem, więc chciałbym też, żeby na czas tego wniosku o ułaskawienie mógł cieszyć się wolnością i by mógł mieć zarządzoną przerwę w karze - powiedział.
Tak też się stało. W poniedziałek około godziny 15 Piotr Pytel opuścił zakład karny w Rzeszowie. Nastąpiło to po tym, jak wpłynęło postanowienie o zarządzeniu przerwy w wykonywaniu kary pozbawienia wolności. Te informacje potwierdziła ppłk Arleta Pęconek, rzeczniczka prasowa dyrektora generalnego Służby Więziennej.
"Starły się ze sobą dwa wymiary sprawiedliwości"
W "Faktach po południu" Diana Rudnik rozmawiała z obrońcą skazanego Polaka - mecenasem Pawłem Matyją z Fundacji Dowód Niewinności. - Piotr już na wolności wspólnie z nami będzie oczekiwał na decyzję prezydenta. A ja głęboko w to wierzę, że będzie ona jedyną właściwą, czyli przyznającą prawo łaski Piotrowi, ułaskawiającą go od zabójstwa, którego nie popełnił - powiedział mecenas.
Matyja stwierdził, że sprawa Piotra Pytla jest jedną z najbardziej kuriozalnych w historii wymiaru sprawiedliwości i to nie tylko polskiego, ale również niemieckiego, który wydał wyrok dożywocia. Podkreślił, że jest bardzo wdzięczny prokuratorowi generalnemu za decyzję, którą podjął.
- Jego pozycja (Piotra - red.) nadal jest tragiczna, bo to nadal człowiek skazany na dożywocie formalnie, ale jednocześnie dziś jest dzień przełomowy, ponieważ ta sytuacja, w której się znajduje jest lepsza niż przez ostatnie 20 lat, kiedy to niesłusznie przebywał w murach zakładu karnego - ocenił.
Czy tym razem Pytel otrzyma ułaskawienie?
Mecenas dopytywany o to, dlaczego dotychczas trzy razy odrzucono wnioski o ułaskawienie Pytla, odpowiedział, że takie postanowienia nigdy nie mają uzasadnienia. - Myślę, że dziś nie czas, żeby wypominać to, kto i dlaczego nie podjął tej decyzji wcześniej. Najważniejsze jest to, że jest dzisiaj wolnym człowiekiem. Jest też człowiekiem chorym i w ostatnim czasie w zakładzie karnym miała miejsce wizyta karetki pogotowia. Piotr miał problemy z oddychaniem. Sam bałem się o jego zdrowie i życie. Cieszę się, że ta decyzja umożliwi Piotrowi powrót do zdrowia i leczenia - podkreślił obrońca.
Matyja przypomniał też, że cała trudność w tej sprawie polega na tym, iż "starły się ze sobą dwa wymiary sprawiedliwości".
- Ten, który wsadził Piotra Pytla na dożywocie i nie widział powodu, by swoją decyzję zweryfikować i ten, który wykrył tę nieprawidłowość i który finalnie próbuje tę nieprawidłowość naprawić. To, że naprawił jeszcze nie możemy powiedzieć, bo procedura ułaskawieniowa jest w toku i decyzja prezydenta RP dopiero przed nami - zakończył Matyja.
Przestępcza przeszłość
Piotr Pytel będąc już od lat w Niemczech, podjął współpracę z 17-letnim wówczas "Tomaszem L." (który później okazał się być Tomaszem W., czego Pytel nie był świadomy). Mężczyźni dokonywali napadów. 26 marca 2004 roku w Monachium ich celem stała się Ecaterina I. Rozbój z rabunkiem zakończył się zbrodnią.
Pytel od lat niezmiennie zeznaje i mówi, że w trakcie akcji został na ulicy, a do mieszkania wszedł tylko "Tomasz L.", który po jakimś czasie wrócił ze zrabowanymi rzeczami. Gdy w mediach pojawiła się informacja o brutalnym zabójstwie kobiety, "Tomasz L." uciekł z kraju. Pytel został w Monachium i tam w trakcie śledztwa go aresztowano.
ZOBACZ ROZMOWĘ Z PIOTREM PYTLEM W TVN24+ >>
Niemcy po dwóch latach śledztwa skazali Pytla na dożywocie jedynie w oparciu o zeznania współwięźnia - obcokrajowca, któremu groziło wydalenie z Niemiec i miał on osobisty interes we współpracy ze służbami. Pogrążył oskarżonego Polaka, zeznając, że ten przyznał się ponoć do pobytu w mieszkaniu, gdy doszło do zabójstwa.
Mimo braku jakichkolwiek dowodów - nawet braku śladów biologicznych Pytla w mieszkaniu - wyrok dożywocia za rozbój i morderstwo zapadł w październiku 2006 roku. Polak chciał odsiadywać go w Niemczech, bo tam miałby później szansę o ubieganie się o wcześniejsze zwolnienie, ale w 2009 roku doszło do jego przekazania Polsce. Dotychczas odbywał karę właśnie w Rzeszowie.
Do zbrodni przyznał się inny mężczyzna
W 2010 roku zatrzymano u nas Tomasza W. - w ramach śledztwa prowadzonego przez prokuratury w Polsce i w Niemczech między innymi w sprawie pewnej grupy przestępczej z Podkarpacia. W obecności polskich i niemieckich funkcjonariuszy Tomasz W. przyznał się wtedy do zamordowania Ecateriny I. Co więcej - zaznaczył, że zbrodni dokonał sam.
W 2011 roku, po przekazaniu go Niemcom, usłyszał wyrok dziewięciu lat i trzech miesięcy pozbawienia wolności. Wymiar kary był niski z powodu niemieckiego prawa, bo sprawca w momencie dokonywania zbrodni był niepełnoletni. Mężczyzna wyszedł już na wolność. Nie zmieniło to jednak sytuacji Piotra Pytla.