Masz subskrypcję?
- Do końca życia nie zapomnę tego upokorzenia - mówi Szymon, który prawie 20 lat temu po raz pierwszy i ostatni w swoim życiu osiągnął średnią 5,0. Siedząc na sali gimnastycznej z okazji zakończenia roku, wyczekiwał momentu, w którym padnie jego nazwisko. Miał stanąć w szeregu piątkowych uczniów, odebrać w nagrodę książkę o parkach narodowych Polski, uścisnąć dłoń dyrektora i zobaczyć dumną minę rodziców. Poprosił nawet kolegę, żeby potrzymał jego bukiet dla wychowawczyni, bo "zaraz będą go wywoływać".
Ale nikt go nie wywołał. W klasie wychowawczyni podziękowała za kwiaty i zbyła jego skargę. Po tygodniu zadzwoniła do rodziców Szymona, przyznając się do pomyłki. Dostał dwie książki. - Ale co innego dostać wyróżnienie w gabinecie dyrektora, a co innego być pominiętym na szkolnym apelu - nie kryje dziś złości Szymon.
Jagoda miała ambicję, by zapisać się w historii szkoły. Była ku temu okazja, bo w klasach 4-6 uczniowie z najwyższą średnią byli uwzględnieni w kronice. Co roku wpisywano tylko jedną osobę. Raz wyprzedziła ją koleżanka z klasy.
- Jak dostawałam czwórkę, to ojciec pytał, czemu nie piątkę. Jak gorszą ocenę i chciałam się usprawiedliwić tym, że ktoś inny też dostał gorszą, to słyszałam: "a co mnie obchodzą koleżanki?". Ale jak koleżanka dostała lepszą ocenę, to było: "a Kasia jakoś potrafiła się nauczyć" - wspomina kobieta po latach. Mówi też o "obsesyjnym wyliczaniu średniej co semestr", bo "jak raz coś nie poszło, to od razu pojawiały się komentarze, że człowiek opuścił się w nauce".
Szkolne dramaty, ale też sukcesy, wracają na tapet.