Rosyjska rakieta w Tarnawie-Kolonii. Co zawiodło podczas alarmu? "Czynnik ludzki najsłabszym elementem"
- Z odpowiedzi, które uzyskaliśmy, wynika po prostu, że ten czynnik ludzki może być tym słabszym elementem, który wydłuża nam cały proces - powiedział wojewoda lubelski Krzysztof Komorski. Na konferencji prasowej przedstawiał w poniedziałek wnioski po upadku rosyjskiej rakiety w Tarnawie-Kolonii na Lubelszczyźnie.
Rosyjska rakieta w Tarnawie-Kolonii. Co się działo minuta po minucie
Komorski opisał chronologię zdarzeń czwartkowej nocy. Jak mówił, "o godzinie 3.09 została przesłana informacja do naszego Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego o potrzebie prowadzenia nasłuchu". Następnie, "o godzinie 3.39 z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa nadeszła informacja o realnym zagrożeniu, a o godzinie 3.44 został przekazany komunikat, który już generuje cały proces, który ma uruchomić syreny". O godzinie 3.45 ten sygnał został przez wojewódzkie centrum przekazany do powiatów.
- O godzinie 3.53 zostali zadysponowani funkcjonariusze z komendy w Biłgoraju, mówimy o policjantach, którzy udali się w miejsce na miejsce w celu ustalenia dokładnej lokalizacji. Kilka minut po godzinie 4 byli już w okolicach, o 4.19 dołączyli do nich strażacy i około godziny 5.10 została ustalona dokładna lokalizacja tego zdarzenia.
- O godzinie 5.34 dostaliśmy informację z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o zakończeniu zagrożenia z powietrza - powiedział na konferencji wojewoda lubelski.
Wojewoda o wnioskach i zmianach
Wojewoda przekazał następnie "wnioski wyciągnięte z tej sytuacji". Pierwszym z nich, jak mówił, jest to, że "procedura włączania alarmu trwa za długo". - Jest to kilka czy kilkanaście minut, natomiast jest to zbyt długo - podkreślił.
Ponadto, według Komorskiego, alarmem zostało objętych 17 powiatów, "a zgodnie z planem syreny zostały włączone w siedmiu". - Te 10, które ten proces albo opóźniły, albo nie włączyły (syren), poprosiłem o wyjaśnienia - przekazał. Pytany, dlaczego w niektórych powiatach zwlekano z decyzją o uruchomieniu syren, wojewoda odpowiedział, że "tłumaczenia były różne w różnych przypadkach".
- Na przykład w powiecie kraśnickim opóźnienie wynikało z tego, że pracownik chciał się dodzwonić do swojego przełożonego. W innych przypadkach było tak, że pracownik odebrał telefon dopiero po fakcie. Oni są informowani o tym, żeby prowadzić nasłuch, ale na przykład prowadzą go z opóźnieniem - przyznał Komorski.
Mówił on również o pierwszych zmianach w procedurze alarmowania ludności. Powiedział, że podjęto decyzję o wdrożeniu zdalnego systemu aktywacji dla 164 syren w województwie lubelskim. Tłumaczył, że wynika to z faktu, że "osoby, które włączają alarm, czyli kierownicy w powiatowych centrach zarządzania kryzysowego, chcą być pewni". - W związku z czym zdarzają się takie sytuacje, w których oni w nocy jeszcze wykonują telefon do starosty czy do samorządowca w celu potwierdzenia tej informacji - opisywał Komorski.
Po zmianach dyspozytorzy Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego będą mogli uruchamiać syreny bezpośrednio, z pominięciem szczebla powiatowego. - Część decyzyjności po prostu przeniosę do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, bezpośrednio do dyżurnego pracownika, który jest również w bezpośrednim kontakcie z Rządowym Centrum Bezpieczeństwa - mówił Komorski.
W tych powiatach włączono alarmy
Jak przekazał rzecznik wojewody lubelskiego, Marcin Bubicz, siedem powiatów, w których syreny zostały uruchomione, to:
- miasto Lublin,
- powiat lubelski,
- powiat hrubieszowski,
- powiat zamojski,
- powiat janowski,
- powiat świdnicki,
- powiat krasnostawski.
W tych powiatach nie włączono alarmów
Syreny alarmowe nie zostały uruchomione w 10 powiatach:
- miasto Chełm,
- miasto Zamość,
- powiat biłgorajski,
- powiat włodawski,
- powiat puławski,
- powiat tomaszowski,
- powiat chełmski,
- powiat opolski,
- powiat łęczyński,
- powiat kraśnicki.
Rosyjska rakieta w Tarnawie-Kolonii na Lubelszczyźnie. Co wiadomo
W czwartek w nocy polska przestrzeń powietrzna została naruszona przez obcy obiekt latający. Do jego przechwycenia skierowano parę myśliwców F-16. Zanim piloci zdążyli go zidentyfikować, obiekt uderzył jednak w ziemię. Miejscem upadku był teren niezabudowany w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim.
W piątek lubelska prokuratura potwierdziła oficjalnie, że była to rosyjska rakieta Ch-101. Została ona wyprodukowana w Rosji w drugim kwartale 2026 roku. Wcześniej premier Donald Tusk poinformował, że rakieta była uzbrojona w dużą ilość ładunków wybuchowych i "z dużym prawdopodobieństwem rosyjska". W sobotę prokuratura przekazała, że oględziny miejsca upadku zostały zakończone, a poszukiwany obiekt został odnaleziony i zabezpieczony.
W związku z incydentem do MSZ wezwany został również ambasador Rosji w Polsce, Gieorgij Michno. Podczas kilkuminutowego spotkania wręczono mu notę protestacyjną. Pytany przez dziennikarzy, czy rakieta należała do Rosji, ambasador zaprzeczył.