Dożywocie, choć "są dowody niewinności". Co robi prokuratura? Co zrobi prezydent?

_osadzony_2
"Osadzony. Podwójna rzeczywistość". Reportaż TVN24+
Źródło: TVN24+
Od prawie 20 lat Piotr P. odsiaduje wyrok dożywocia za zabójstwo popełnione w Monachium, choć ponad 15 lat temu do tej właśnie zbrodni przyznał się i usłyszał za nią wyrok inny mężczyzna. Ten po dziewięciu latach odsiadki wyszedł już na wolność. Jak więc możliwe jest to, że Piotr P. wciąż siedzi za kratkami? Czy państwo może coś zrobić? Czy w ogóle się tą sprawą zainteresowało? I czy w sprawie może interweniować prezydent Karol Nawrocki? O tym w reportażu TVN24+ Originals "Osadzony. Podwójna rzeczywistość".

57-letni dziś Piotr P. w 2006 roku został skazany przez sąd w Monachium na dożywocie za zamordowanie Ecateriny I. Jak pokazało jednak późniejsze postępowanie polskiej prokuratury, to nie on popełnił tę zbrodnię.

- Od kilkunastu lat polski wymiar sprawiedliwości, polskie państwo nie podejmuje żadnego wysiłku, żeby tego człowieka zza krat wyciągnąć - opowiada w reportażu Macieja Zalewskiego "Osadzony. Podwójna Rzeczywistość" Paweł Matyja, obrońca Piotra P., który w przeszłości reprezentował między innymi niesłusznie skazanego Tomasza Komendę.

- W jego przypadku nawet nie trzeba szukać dowodów niewinności. One są - podkreśla.

Napad

W przeciwieństwie do Tomasza Komendy, Piotr P. nie jest człowiekiem całkowicie niewinnym. W pewnym momencie swojego życia, będąc już od lat w Niemczech, podjął współpracę z 17-letnim wówczas "Tomaszem L." (który później okazał się być Tomaszem W. - Piotr P. nie był tego świadomy). Mężczyźni dokonywali napadów.

26 marca 2004 roku w Monachium ich celem stała się Ecaterina I. Rozbój z rabunkiem zakończył się zbrodnią.

Od lat niezmiennie Piotr P. zeznaje i mówi, że w trakcie akcji został na ulicy, a do mieszkania wszedł tylko "Tomasz L.", który po jakimś czasie wrócił ze zrabowanymi rzeczami. Gdy mediach pojawia się informacja o brutalnym zabójstwie Ecateriny, "Tomasz L." uciekł z kraju. Piotr P. został w Monachium i tam w trakcie śledztwa go aresztowano.

Skazanie bez dowodów i prawdziwy zabójca

Niemiecka prokuratura od początku nie wierzyła Piotrowi P. Nie mogła też znaleźć "Tomasza L.", nie wiedząc, że posługiwał się on fałszywymi dokumentami i w rzeczywistości był Tomaszem W. - dlatego objęła go odrębnym postępowaniem.

Ostatecznie Niemcy po dwóch latach śledztwa skazali Piotra P. na dożywocie tylko w oparciu o zeznania współwięźnia - obcokrajowca, któremu groziło wydalenie z Niemiec i miał on osobisty interes we współpracy ze służbami. Pogrążył oskarżonego Polaka, zeznając, że ten przyznał się ponoć do pobytu w mieszkaniu, gdy doszło do zabójstwa. Sprawa była w Bawarii bardzo głośna i władzom na jej zakończeniu z pewnością zależało.

Był październik 2006 roku. Mimo braku jakichkolwiek dowodów - nawet braku śladów biologicznych Piotra P. w mieszkaniu - wyrok dożywocia za rozbój i morderstwo zapadł. Polak chciał odsiadywać go w Niemczech, bo tam miałby później szansę o ubieganie się o wcześniejsze zwolnienie, ale w 2009 roku doszło do jego przekazania Polsce. Dziś odsiaduje wyrok w Rzeszowie.

Tymczasem rok po przeniesieniu do Polski sytuacja się zmieniła.

W 2010 roku zatrzymano u nas Tomasza W. - w ramach śledztwa prowadzonego przez prokuratury w Polsce i w Niemczech m.in. w sprawie pewnej grupy przestępczej z Podkarpacia. Piotrowi P. pokazano jego zdjęcia i potwierdził on, że jest to mężczyzna, który uczestniczył z nim w rabunku w Monachium - dla niego "Tomasz L.".

Wydawało się, że doszło do przełomu. W obecności polskich i niemieckich funkcjonariuszy Tomasz W. przyznał się wtedy do zamordowania Ecateriny I. Co więcej - zaznaczył, że zbrodni dokonał sam.

W 2011 roku, po przekazaniu go Niemcom, usłyszał więc wyrok - dziewięć lat i trzy miesiące pozbawienia wolności. Wymiar kary był niski z powodu niemieckiego prawa, bo sprawca w momencie dokonywania zbrodni był niepełnoletni.

Ale w ogóle nie zmieniło to sytuacji Piotra P. Od tamtego momentu minęło 15 lat i walka z niemieckim wymiarem sprawiedliwości wciąż trwa. Jak wygląda na przestrzeni lat? Czy państwo polskie próbuje się w nią jakoś zaangażować?

Co zrobiła polska prokuratura?

W 2013 roku tarnobrzeska prokuratura zwróciła Niemcom uwagę na to, że w ich systemie prawnym funkcjonują dwa wyroki za ten sam czyn i są one sprzeczne w kwestii ustaleń faktycznych, jednak niemiecki sąd wniosek z Polski odrzucił wówczas z powodów proceduralnych. Dlaczego? M.in. dlatego, że wniosek o wznowienie postępowania powinien był skierować adwokat Piotra P. jeszcze z czasów procesu w Monachium, od którego minęło siedem lat.

Od tamtego czasu przez lata obecny adwokat Piotra P. - Paweł Matyja - złożył kolejne wnioski o wznowienie postępowania, ale wszystkie spotkały się z odmową. Jak mówi, "polski wymiar sprawiedliwości pozostaje bierny", kolejne pismo do Niemiec "nie wywołało w zasadzie żadnego efektu" i "po tym polska prokuratura powiedziała: pas".

Problemów w tej sprawie jest wiele. Prawnicy Piotra P. nie mają uprawnień do reprezentowania go przed niemieckim sądem, a wynajęcie zawodowego pełnomocnika na miejscu wymaga nakładów finansowych, których Piotr P. nie jest w stanie ponieść. Panu Piotrowi nie udało się też skontaktować z dawnym obrońcą w Niemczech, co według informacji z 2013 roku mogłoby wiele ułatwić.

- Ta sprawa jest wciąż otwarta - komentuje rzeczniczka prokuratora generalnego Anna Adamiak. - Pan P. już wie, tak samo jak jego pełnomocnicy reprezentujący go w Polsce, że on może wciąż skorzystać z pomocy prawnej obrońców poprzednio mu wyznaczonych i zwrócić się do nich z wnioskiem o wznowienie postępowania - mówi.

Wiceministra nie wyklucza działania

Piotr P. przez lata pisał też m.in. do ówczesnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry z prośbą o interwencję. I to nic nie dało.

W aktach sprawy niemieckiego sądu, z którym skontaktował się reporter TVN24, przez ponad 20 lat nie zanotowano żadnego kontaktu ze strony polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości w tej sprawie. 

- Jeżeli prokuratura w 2013 roku została kolokwialnie mówiąc "wysłana na drzewo" z argumentacją, że dla Niemców sprawa jest zamknięta, to należało po 2013 roku co roku, a może i częściej, wracać jak bumerang z podobnym pismem - ocenia Paweł Matyja. Jak dodaje, jeśli droga administracyjna nie przyniosła skutków, Polska powinna "tą sprawę nagłośnić z udziałem najwyższych przedstawicieli polskiej prokuratury".

Czy o tej sprawie wie obecne kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości? - Sprawa skazania przez sąd obcy i wątpliwości co do winy skazanego... pierwszy raz taką sprawę mam - mówi Maria Ejchart, wiceministra sprawiedliwości, podkreślając, że przez jej ręce jako prawniczki przeszły przez lata tysiące spraw dotyczące m.in. niesłusznie osadzonych.

Jak mówi, podstawowym problemem dla polskiej strony jest określenie, "czy te dwa wyroki się wykluczają". - Jeżeli tak, to mamy problem i to jest podstawa do wznowienia - potwierdza Ejchart.

Żeby to jednak stwierdzić, polskie organy muszą poznać akta sprawy. - A akta znajdują się w Niemczech, pan Piotr został skazany przez sąd niemiecki. Nie znamy tej argumentacji i nie znamy materiału dowodowego przede wszystkim - mówi wiceministra. Jak dodaje, polska strona musi również poznać akta sprawy Tomasza W., "żeby porównać je i zrozumieć, czy te wyroki są ze sobą sprzeczne rzeczywiście, czy nie".

Wiceministra nie deklaruje jednak, że takie działania podejmie. - Biorę pod uwagę to, że skierujemy do strony niemieckiej wniosek o udostępnienie akt bądź też, że w drodze wizytacji pracownik ministerstwa - sędzia - pojechałby do Niemiec i zapoznałby się z aktami tej sprawy, ale za wcześnie jest na taką decyzję. Za mało wiem o sprawie, żeby podjąć taką decyzję - mówi.

Ułaskawienie przez prezydenta?

Pełnomocnicy Piotra P. kilkukrotnie kierowali też do najwyższych organów państwa wnioski o ułaskawienie mężczyzny.

Pierwszy z nich w 2016 roku napisała do prezydenta Andrzeja Dudy matka pana Piotra. Sąd Okręgowy w Rzeszowie zaopiniował go negatywnie.

W 2019 i 2020 roku kolejne wnioski zaopiniował już pozytywnie, ale nie znamy argumentacji sądu, bo akta spraw są niejawne.

Równocześnie prokurator generalny trzy razy w tych latach wydał opinie negatywne.

W tej sytuacji prezydent odmawiał ułaskawienia Piotra P.

W tej chwili na biurkach urzędnicy mają ostatni wniosek o ułaskawienie - złożony w 2024 roku. Sąd już trzeci kolejny raz zaopiniował go pozytywnie, a prokurator generalny - znów negatywnie.

Decyzję podejmie teraz prezydent Karol Nawrocki.

Jednak taki ruch - ułaskawienie prezydenta - wpłynie tylko na wymiar kary, a bez wznowienia procesu sądowego i potencjalnej zmiany wyroku przez niemiecki sąd Piotr P. nadal w świetle prawa będzie zabójcą.

redagował Adam Sobolewski

Czytaj także: