To, co się teraz dzieje wokół afery Zondacrypto, znawcy marketingu postrzegają jak odwróconą grę w kata i ofiarę. Czyli trzeba zamienić role: tych, którzy robili źle, przemienić w ofiary. O tym, kto naprawdę będzie ofiarą, a kto okaże się "katem", rozstrzygną sądy, a politycznie i społecznie - opinia publiczna. Politycy prawicy robią teraz wszystko, by ta ostatnia już przyjęła ich wersję odwróconej rzeczywistości.
Afera Zondacrypto nabrała rozpędu w ostatnich dniach po tym, gdy 24 sierpnia Michał Fuja z "Superwizjera" TVN24 i Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski opisali, jak to prezes PKOl Radosław Piesiewicz przyjął od szefa Zondacrypto Przemysława Krala zegarek wart 40 tysięcy euro. Dwa dni później ci sami dziennikarze ujawnili, że z prezesem upadłej giełdy kryptowalut spotkał się poseł PiS Michał Moskal - pojechał do niego na Ibizę. Na światło dzienne zaczęły wychodzić kolejne fakty.