To był naprawdę dziwny tydzień. Nie tylko dlatego, że w Davos zobaczyliśmy Emmanuela Macrona w okularach przeciwsłonecznych, i nie tylko dlatego, że na kanwie jego angielszczyzny powstają już piosenki. Było dziwnie nie tylko dlatego, że Donald Trump łaskawie zapowiedział, że nie zajmie przy użyciu wojska Grenlandii, i nie tylko dlatego, że najlepiej obecną sytuację na świecie zdiagnozował premier Kanady Mark Carney. Odłóżmy też na bok twierdzenia Trumpa, że sojusznicy USA w Afganistanie chowali się za plecami amerykańskich żołnierzy. Choć warto odnotować, że wobec stanowczej i pełnej oburzenia reakcji rzeczonych sojuszników Trump nieomal wycofał się z części swoich enuncjacji, przyznając, że w Afganistanie zginęło 457 brytyjskich żołnierzy. O 44 Polakach, którzy zginęli podczas tej misji, nie wspomniał. Jednak ten tydzień był dziwny przede wszystkim za sprawą kolejnego tragicznego zdarzenia z udziałem wysłanych do Minneapolis agentów służby federalnej ICE, od której kul po raz kolejny w tym mieście zginął cywil, w dodatku Amerykanin. Czy nadzwyczaj hołubiona przez Trumpa formacja, przeznaczona do wyłapywania imigrantów, wymknęła się spod kontroli? A może sposób jej działania odpowiada temu, na który opiewa polityczne zamówienie? A jeśli tak, co nam to mówi o Ameryce Donalda Trumpa?