"Precz z komuną" - skandowali posłowie PiS, gdy lider Lewicy Włodzimierz Czarzasty na mocy umowy koalicyjnej obejmował po Szymonie Hołowni urząd marszałka Sejmu. Czy to nie trąci hipokryzją, skoro wśród posłów PiS, a potem nominatów tej partii do upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego był członek PZPR i komunistyczny prokurator Stanisław Piotrowicz? - Różnica jest zasadnicza: Włodzimierz Czarzasty się z komunizmem identyfikuje i mówił o tym publicznie (…), jemu ustrój, który był w Polsce do 1989 roku odpowiadał, on się w nim czuł jak u siebie - przekonywał w drugiej części ""Tak jest w TVN24 poseł Michał Moskal (Prawo i Sprawiedliwość). Na argument wysunięty przez byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, jakoby na Czarzastym ciążyła współodpowiedzialność za tzw. aferę Rywina, poseł Konrad Frysztak z Koalicji Obywatelskiej odpowiedział, powołując się na zapisy umowy koalicyjnej między KO, ówczesną Trzecią Drogą (Polska 2050-PSL) i właśnie Lewicą. - Umów trzeba dotrzymywać. Polacy wybrali Włodzimierza Czarzastego na posła, a tym samym zgodzili się, że może on również zostać marszałkiem Sejmu. Dalsza część rozmowy dotyczyła niekonsekwencji PiS w zakresie oceny samego Czarzastego i Lewicy, w związku z deklaracjami Jarosława Kaczyńskiego sprzed kilku lat, jakoby możliwa była koalicja Zjednoczonej Prawicy z ugrupowaniem Czarzastego. Marcin Zaborski pytał także, czy Czarzasty jako marszałek budzący tyle kontrowersji nie będzie stanowił dla koalicji wizerunkowego obciążenia.