- Rodzi się coraz mniej dzieci, a wraz z tym trendem znikają porodówki. Oddziałów położniczych nie ma już w co trzecim powiecie.
- Od kilkuset do nawet kilkunastu tysięcy złotych Polki wydają na badania oraz usługi związane z ciążą i porodem. - Ta prywatyzacja postępuje po cichu - mówią eksperci.
- Co to oznacza w praktyce dla ciężarnych i położnych oraz co mogłoby zrobić państwo, by odwrócić niebezpieczny trend? Rozmawiamy z dr hab. Marią Węgrzynowską z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.
Artykuł jest częścią cyklu "Rodzić po polsku". Pisaliśmy już o zamykaniu porodówek, przyjrzeliśmy się także wydatkom Polek związanym z ciążą i porodem. Zajrzymy też do miejsc, w których - mimo niżu demograficznego - rodzi się więcej dzieci.
Justyna Suchecka: Dlaczego ciężarne płacą za usługi położnych i wizyty u lekarzy, choć co najmniej część tych usług opłaca NFZ?
Dr hab. Maria Węgrzynowska: Przyglądam się tematowi prywatyzacji opieki położniczej w Polsce od ponad dekady i to kwestia bardzo złożona. Robię przede wszystkim badania jakościowe, co oznacza, że nie mogę naszych wyników generalizować na całą populację. Ale zaletą takich badań jest to, że można przyjrzeć się doświadczeniom, strategiom i praktykom kobiet bardzo głęboko.
Z naszych badań jednoznacznie wynika, że wiele kobiet jest przekonanych, że jak zapłacą, to otrzymają lepszą opiekę. Jednak to tylko część obrazu. Głębsza analiza pokazuje, że prywatna opieka w Polsce stała się katalizatorem relacji społecznych.
Co to znaczy?