Dzisiejsze wydarzenia na linii USA-Rosja-Ukraina budzą poważne wątpliwości. Robert Pszczel z Ośrodka Studiów Wschodnich zwraca uwagę, że jeśli doliczyć najnowszą rozmowę Donalda Trumpa z Władimirem Putinem, to prezydent USA w ciągu ostatniej doby dłużej rozmawiał z rosyjskim przywódcą niż z Wołodymyrem Zełenskim. Jego zdaniem "to dużo mówi" o obecnych priorytetach i przekazie politycznym.Tymczasem Rosja oskarżyła Ukrainę o próbę ataku na rezydencję Putina, czemu zdecydowanie zaprzecza Zełenski. Pszczel uważa te zarzuty za prowokację, pytając wprost, jaki interes mieliby w tym Ukraińcy. Podobnego zdania jest dr hab. Tomasz Płudowski, politolog i amerykanista z Uniwersytetu VIZJA, który również ocenia całą sytuację jako rosyjską prowokację. Płudowski podkreśla, że w czasie gdy w USA toczyły się rozmowy dyplomatyczne, Rosja brutalnie atakowała Ukrainę. Przypomina też kontrowersyjne wypowiedzi Donalda Trumpa ze wspólnej konferencji z Wołodymyrem Zełenskim, m.in. sugestie, że "Rosja chce dobrze dla Ukrainy" i będzie jej sprzedawać tani prąd. Zdaniem eksperta taka narracja i działania Trumpa osłabiają wizerunek Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej.